Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

CZY ZŁODZIEJ LUBI BYĆ ZASTRZELONY?

LECH STĘPNIEWSKI


Przesilenie w promieniowaniu kosmicznym, którym straszy Prezes Korwin-Mikke, chyba już się rozpoczęło, bo ludzie coraz częściej tracą odwagę i rozum.

W stołecznym dodatku "Gazety Wyborczej" (21 stycznia 1997 r.) raczej rozrywkowy artykulik o tym, jak szympansy w warszawskim zoo dostały telewizor. "Pięcioletnia Zuzia" opowiada panu Pawłowi Zarzyckiemu: "Szympansom się bardzo podoba. Najpierw pokazali w telewizji pana Rokitę i małpki tupały, skakały i machały nad głową szmatą".

Dosyć tajemnicza aluzja. Nie do końca wiem, czy autor chciał dać do zrozumienia, że "pan Rokita" to szmata, czy, przeciwnie, że ci, co tupią na jego widok, to zwyczajne małpy. Wolałbym, żeby p. Zarzycki napisał wprost, co musi teraz myśleć o Rokicie. Po co dofantazjowywać jakieś nadczynne politycznie "pięcioletnie Zuzie" i szympanse, które tak słusznie tupią i machają, że w zasadzie nie brak im już niczego, by można je było zapisać do Unii Wolności? Szkoła dziennikarska red. Michnika stanowczo za bardzo się skomplikowała.

Z kolei w "Polityce" (25 stycznia 1997 r.) Daniel Passent wybrzydza na polskie sądy - podobno znacznie ustępujące amerykańskim. "Wbrew temu, co się myśli, Dziki Zachód jest tutaj, u nas" - pisze twardo, komentując łagodne wyroki w sprawach boksera Gołoty oraz pewnego automobilisty (nazywanego przy takich okazjach Sławomirem W.), którego świadomość już na dobre ustaliła się na poziomie "pomroczności jasnej".

Określenie skutków działań ministra Siemiątkowskiego mianem aż "Dzikiego Zachodu" jest chyba zbyt surowe. Zaniepokoiła mnie również zawarta w tym sformułowaniu zachęta do robienia krzywdy panom przestępcom - na prawdziwym Dzikim Zachodzie sędziowie, zdaje się, bardzo często sięgali po stryczek! Jako człowiek mniej krwiożerczy uważam, że kara śmierci powinna być stosowana wyłącznie za zabójstwa z premedytacją, nie zaś za bójki w saloonie czy powożenie dyliżansem po pijanemu. No, ale jeśli Daniel Passent miałby się nawrócić - choćby mimochodem - na prawicowe przesądy, taka odrobina neofickiej przesady mogłaby zostać mu wybaczona.

Bo i jakie zresztą może być u nas to wieszanie, skoro na razie z zamykaniem są kłopoty. Nie dalej jak kilka dni temu wypuszczono z aresztu popularnego gangstera, ponieważ przedstawił prawidłowe zaświadczenie lekarskie, że cierpi na klaustrofobię. Gdyby groziły mu większe przykrości, ani chybi przedstawiłby zaświadczenie, że choruje na astmę i w trakcie wieszania mógłby się nawet udusić.

Co do Daniela Passenta, to nawrócenie jego jednak niepewne. Felieton swój, dotąd słuszny niczym kolejny dowód twierdzenia Pitagorasa, kończy bowiem passusem postępowym aż do upojenia. Cytat będzie długi, więc przepraszam tych wszystkich, którym wydawało się, że zapłacili w kiosku jedynie za "Najwyższy Czas!", a teraz dostaną kawałek "Polityki".

Pisze Passent: "Kilka miesięcy temu sąd Rzeczypospolitej uznał za niewinną kobietę, która zastrzeliła (nie mając nawet pozwolenia na broń) człowieka za to, że w pobliżu (ale poza obrębem) jej posiadłości wdrapał się na słup, by odciąć jej światło, a następnie być może ją obrabować. Mało tego - oskarżonej sprzyjała prasa i opinia publiczna. W Stanach, kiedy pewien dżentelmen zastrzelił na swoim terenie, w swoich drzwiach (!), studenta japońskiego, który po ciemku zabłądził - cała Ameryka zadrżała, a w Japonii było prawdziwe trzęsienie ziemi.

A u nas? Emerytowany oficer zastrzelił na ulicy złodziejaszka, którego przyłapał na kradzieży radia samochodowego, i dostał za to karę z zawieszeniem, gdyż sąd uznał, że dziarski emeryt działał w... obronie koniecznej czy własnej. Nie znam się na sądownictwie (...), ale - sądząc po tych wszystkich przykładach, jak zabijać, kraść, bić i oszukiwać, to tylko u nas. To nie jest Ameryka... Po latach niewoli i bezprawia - to kraina wolności w majestacie prawa". Koniec felietonu.

Wynika z tego przedziwnego rozumowania, że odkąd w Polsce zaczęto do złodziei strzelać, lepiej jest być złodziejem u nas, niż w Ameryce, gdzie - jak niedawno przypomniał w "NCz!" Jan M. Fijor - włamywacz może już liczyć na odszkodowanie za wypadek "przy pracy". Na dobitkę w Ameryce osądza się bezwzględnie (ach, te tradycje Dzikiego Zachodu...) nawet "dżentelmenów" strzelających do "japońskich studentów", których przecież mają tam pod dostatkiem, natomiast tutaj każdy "dziarski emeryt" może nastrzelać się do woli niczym Buffalo Bill. Wynika również, że "prasa i opinia publiczna" powinna sprzyjać raczej przestępcom, niż ludziom, którzy się przed nimi bronią, i że polski "złodziejaszek" w zasadzie niczym się nie różni od zabłąkanego Japończyka. Chyba tylko tym, że - taka jego mołojecka fantazja! - lubi być zastrzelony, i gdyby kule nie gwizdały mu koło uszu, najpewniej wcale nie poszedłby kraść.

Niezwykła giętkość umysłu Daniela Passenta od dawna wpędza mnie w melancholię.


© Lech Stępniewski styczeń 1997

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny