Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

ZABAWA W GŁUCHY TELEFON

LECH STĘPNIEWSKI


Uszy to za mało - Dziarscy chłopcy w oficynie na lewo - Chrześcijaństwo bez chrześcijan - Czy aby Michnik się nie nudzi?

"Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia" - powiada prorok Izajasz a za nim zgodnie cała nasza "klasa polityczna". Ale same uszy to stanowczo za mało! Ważna jest też tzw. "dykcja", ponieważ polskie gry polityczne przypominają coraz bardziej grę w głuchy telefon, w którą bez starannego dyktowania grać po prostu nie sposób. Do jakich przykrych nieporozumień dochodzi, gdy zabraknie dyktatora, można się było niedawno przekonać. Podobno któryś z grających powiedział, żeby coś zrobić z wyborami prezydenckimi, ale nie bardzo wiadomo kto i nie bardzo wiadomo co, bo każdy usłyszał co innego i od kogo innego. Oczywiście, nie warto denerwować się na zapas. W końcu pewnie i tak okaże się, że nie chodziło o żadnego "prezydenta za dwa lata" jak "bez zrozumienia" usłyszeliśmy z głuchego telefonu, a jedynie o prezent dla Brata, o który, owszem, rozpytywano ambasadora Cioska, ale tylko dlatego, że jest najbliżej i zna gust. Całemu nieporozumieniu winien ten przeklęty brak dykcji u naszych polityków! Nie dotyczy to, rzecz jasna, prof. Geremka, który zawsze mówi nadzwyczaj wyraźnie, by nikt przypadkiem nie uronił z jego słów najmniejszej nawet dwuznaczności.

Pora wyborów chyba jednak nieubłaganie się zbliża, skoro miła prof. Geremkowi "Gazeta" zaczęła grzmocić z zapałem w hydrę nacjonalizmu. Walenie w hydrę jak w bęben robi wprawdzie dużo hałasu, a na miejscu jednego oberwanego łba wyrastają trzy nowe, ale może o to właśnie chodzi. Po pamiętnej rozkładówce "Gazety" dla Tejkowskiego jest to kolejny przypadek reklamy towaru znanego wcześniej jedynie koneserom. A za reklamy i inne "artykuły sponsorowane" redakcja, wiadomo, nie odpowiada.

Tym razem w numerze z 12-13 sierpnia [1995 r.] prezentują swój program dziarscy chłopcy z Narodowego Odrodzenia Polski, tj. mówią kogo będą bić, kiedy i za co, a także "spokojnym głosem" zapowiadają szubienice dla szczególnie niepoprawnych wrogów. Szczególnie niepoprawne są "banki, komuniści, masoni, syjoniści, kapitaliści", co brzmi jak żywcem przepisane od wiadomego Adolfa. Nie podoba im się "ani komunizm, ani kapitalizm". I żaden tam wolny rynek, bo nie uchodzi, żeby brunet zabierał pracę blondynowi! W sumie socjalizm (narodowy) jak się patrzy, ale w gazecie "moralnych autorytetów" socjalistyczna konkurencja tradycyjnie już "robi za prawicę".

Gdzieś w tle pojawia się nawet UPR. Prawda - tylko dwa razy i dyskretnie. Ale czy można tak po prostu napisać, że UPR nie lubi bankierów? Jeszcze kilka podobnych artykułów i czytelnikowi samo się we łbie - jak sobace od Pawłowa - skojarzy: UPR - prawica - szubienica. A niech Prezes Korwin-Mikke ośmieli się teraz powiedzieć cokolwiek o masonach, czy choćby o tych bankach nieszczęsnych! Już tam każdemu "człowiekowi rozumnemu" od razu zarezonuje w rozumie: Oho! Korwin-wieszatiel! Niektórzy może nawet zaczną się ślinić.

Reklama przyniesie też inne piękne efekty. Antoni Słonimski w jednej ze swych przedwojennych "Kronik tygodniowych" wspominał, jak to "przez pewien czas zjawiały się w prasie brukowej ostre i napastliwe wzmianki pod adresem policji i władz miejskich: «Jak długo jeszcze władze tolerować będą istnienie całą noc otwartego domu schadzek przy ulicy Kruczej czterdzieści dwa, mieszkania pięć, parter w oficynie na lewo?!» Oczywiście - dodaje Słonimski - po każdym takim artykuliku frekwencja piętnowanego lokalu podnosiła się znakomicie". Czy i teraz frekwencja podniesie się znakomicie? Na wszelki wypadek dla tych, którzy zapragnęliby pogawędzić o "szubienicach" z samym wodzem, jest i adresik: "na warszawskich Jelonkach (...) na śmietniku pod blokiem wielkie litery - NOP". Szukajcie, a znajdziecie. W ostateczności można pójść i popytać w "kościele na Zagórnej".

Po wzmocnieniu szeregów dziarscy chłopcy z pewnością wymalują w czynie rewolucyjnym dziesięć razy więcej napisów o Żydach i gazie niż dotąd. Wtedy będzie czas na snucie rozważań o "prawicowym zagrożeniu". A kiedy w końcu przyleją jakiejś mniejszości, o!, to już ani chybi napisze o nich sama "prasa światowa".

* * *
Na razie jednak zamiast głosów "prasy światowej" musi nam wystarczyć głos sir Izajasza Berlina ("współtwórca nowoczesnego liberalizmu, filozof, historyk idei"), z którym rozmowę - wydrukowaną przypadkiem w tym samym numerze "Gazety" - przeprowadził w Oxfordzie Adam Michnik.

Jak na Europejczyków przystało, obaj panowie rozpoczęli od ustaleń rasowych. "Jestem rosyjskim Żydem" - powiada sir Izajasz - ignorując naiwne przekonanie, jakoby Żyda, który spędził w Anglii 70 lat, "zangliczał" i otrzymał tytuł brytyjskiego lorda, można było zwyczajnie uważać za Anglika. "Jestem Żydem po prostu dlatego, że nie można przestać być Żydem". Okazuje się, że na żydostwo nawet chrzest nie pomaga, nie mówiąc o asymilacji, bo Żydzi to nie tylko żydowska tradycja czy żydowska kultura. Ba, "wszyscy wiedzą, że Żydzi to nie tylko synagoga. To jeszcze coś ponadto". "Wszyscy"? Dotąd takie rzeczy słyszało się raczej od rozmaitych skorych do bicia dziarskich. I co to jest to "coś ponadto", o czym "wszyscy wiedzą". Oj, czy aby ktoś tu kogoś nie podpuszcza? Ale - jak zapewnia Adam Michnik - sir Izajasz "mówi zawsze mądrze", więc chyba trzeba się z tymi rasowymi rewelacjami jakoś pogodzić.

Już łatwiej będzie nam przyjąć inne mądre myśli nowoczesnego liberała (Nb. według Berlina nowoczesny liberalizm "to to samo" co lewica!). Gdy za głupie osiemdziesiąt groszy (z wyjątkiem piątków i sobót) ma się dostęp do najświatlejszych autorytetów, to się wie nie od dziś, że "fanatyczni katolicy, to straszni ludzie", i że głównym zadaniem inteligencji jest "bunt przeciw dominacji klerykalizmu w życiu publicznym". Trochę bardziej oryginalnym wkładem sir Izajasza w historię idei jest jego odkrycie nieustannych zmagań, jakie "od Ojców Kościoła" toczą się między chrześcijaństwem a chrześcijanami. Zmagania te polegają na tym, że choć "chrześcijaństwo nie pozwala zdeptać człowieka, jednak chrześcijanie wciąż próbują". Zapewne - zdecydowanie lepsze byłoby chrześcijaństwo bez chrześcijan! Raz na zawsze wolne od fanatyzmu, klerykalizmu, a nawet od "próbowania".

W tym nowym chrześcijaństwie nie pętaliby się też oczywiście żadni antysemici. Wtedy, być może, dowiedzielibyśmy się od Izajasza Berlina więcej o literackich laureatach Nobla - Tomaszu Eliocie i Borysie Pasternaku. A tak muszą nas zadowolić charakterystyki wyjątkowo zwięzłe. "Znałem Eliota osobiście. To był antysemita". "Pojechałem do niego [Pasternaka] na daczę do Pierediełkina i długo rozmawialiśmy. Pasternak był antysemitą". O poezji tu akurat tyle, ile u przedwojennych dziarskich, gdy pisali o Leśmianie i Tuwimie.

Równie zwięzłe są diagnozy polityczne stawiane z Oxfordu. Na przykład ta, że "ludzie stają się konserwatystami, ponieważ to dla nich coś nowego". Głosują na partie konserwatywne z głupia frant, bez żadnej racji, a raczej wbrew wszelkim słusznym racjom, skoro w Ameryce konserwatyści to "polityczni chuligani", a w Anglii - "straszni ludzie". Bardzo to ciekawa i głęboka analiza. Wygląda na to, że konserwatyzm bierze się dziś z trzpiotowatej pogoni za nowinkami i tylko rozumni, nowocześni liberałowie chcą, by wszystko zostało po staremu.

Nasze sześcioletnie "stare" trudno uznać za specjalnie pociągające, więc - uprzedza sir Izajasz - "młodym Polakom nie może się spodobać to, co ja radzę. Że mianowicie trzeba robić wszystko dla kompromisu. Tylko tyle a tyle wolności i tylko tyle równości. Tylko tyle szczęścia i tylko tyle niezawisłości. Tyle demokracji i tyle tradycji. Trzeba zachować proporcje, bo inaczej to się nie utrzyma". Co racja, to racja! Szczególnie teraz trzeba zadbać, aby się tylko "utrzymało". Przecież gdyby chodziło o coś więcej niż o "utrzymanie", to i kompromis byłby dla czegoś, a tak na okrągło "trzeba robić wszystko dla kompromisu", bo tylko wtedy "utrzymanie" ma się zapewnione. Zaleca się nam też "tylko tyle" wolności, niezawisłości i innych przyjemności życiowych, ale nie mówi się konkretnie - ile, ani kto miałby to ustalić. Same zagadki. Wypadałoby chyba w końcu jasno powiedzieć, ile wolności i niezawisłości musi nam wystarczyć, żeby "zachować proporcje". Jeśli nawet w tę grę nie można wygrać, miło jest przynajmniej znać reguły.

Jeszcze lepiej znać od razu reguły wedle których toczy się cały ten światek. Trzeba przenikliwego umysłu nowoczesnego liberała, by pośród wielu przyczyn pozornych i wtórnych wyłowić tę najważniejszą - zwykłą ludzką nudę! Bo "nuda to najważniejszy powód, dla którego ludzie idą na wojnę albo robią rewolucję. Główna przyczyna wydarzeń roku 1968: studentom było nudno". Tako rzecze sir Izajasz Berlin, a przytomny temu Adam Michnik słucha - i nic. "Chociaż była to myśl nowa, nie powiedział ani słowa". Więc to prawda? To wszystko z nudów, panie Adamie...? Miejmy nadzieję, że akurat teraz rozrywek panu nie brakuje.


© Lech Stępniewski sierpień 1995

 

ODPOWIEDŹ DZIARSKIEMU

Pan Adam Gmurczyk polemizując ze mną na łamach "Najwyższego Czasu!" ("Praca zlecona", nr 36/95) dowiódł, że jest chłopcem nie tylko dziarskim, ale i wyjątkowo prostolinijnym. Dlatego odpowiadam jasno i w punktach:

1. Pisałem w "NCz!" ("Zabawa w głuchy telefon", nr 34/95) o artykule "Gazety Wyborczej", nie zaś o panu. Jeśli ktoś krytykuje podręcznik do biologii, nie znaczy to jeszcze od razu, że ma coś przeciwko małpom. Ale: z dziennikarką "Gazety" rozmawiał pan dobrowolnie, dał pan sobie zrobić gustowne zdjęcie, a teraz pan szlocha, że nie autoryzowali i nakłamali. Jeśli nakłamali, niech się pan procesuje z "Gazetą Wyborczą". Nb. w swojej polemice nie sprostował pan ani jednego kłamstwa, więc dalej nie wiem, jak to naprawdę jest z tymi szubienicami. Będziecie wieszać, czy nie?

2. Najpierw chwali się pan, że po artykule "Gazety Wyborczej" "posypała się w przeróżnych gazetach i na antenie radiowo-telewizyjnej lawina materiałów o NOP", a zaraz potem gniewa się pan na mnie za to właśnie, że napisałem, jaką "Gazeta" robi panu piękną reklamę. Przykro mi, jeśli liczył pan na więcej i "lawina materiałów" pana nie zadowala, ale i w tym wypadku pańskie pretensje do mnie nie są uzasadnione.

3. Według pana "starannie ukryłem" źródła inspiracji, bo w rzeczywistości - to fundament pańskiego wywodu! - moja "praca zlecona" została napisana na obstalunek "zawodowego inteligenta, Jerzego Jedlickiego". Ale proszę porachować: artykuł p. Jedlickiego ukazał się w "Gazecie" 21 sierpnia, a moją "pracę" można było przeczytać w "NCz!" już 23 sierpnia rano. Dwa dni! Chyba przecenia pan możliwości red. Michalkiewicza, który - o ile wiem - nie pobudował jeszcze własnej drukarni.

4. Upowszechnienie własności to piękna idea, dopóki mówi się wyraźnie o upowszechnieniu w ramach wolnego rynku i zgodnie z jego regułami. W końcu złodzieje kieszonkowi również przyczyniają się do "dekoncentracji" i pewnego "upowszechnienia własności".

5. Wyrażenia "dziarscy chłopcy" nie wymyśliła "Gazeta Wyborcza", lewica laicka, ani nawet Karol Marks. Pochodzi ono ze sztuki "Szewcy" Stanisława Ignacego Witkiewicza, degenerata i narkomana, którego, oczywiście, żadne dziarskie chłopię czytać nie powinno.

Na koniec dwie małe prośby:

Jako człowiek - według pańskiego wyrażenia - "nieobyty z wiedzą", proszę o wyjaśnienie, co znaczy skierowane do mnie poetyckie przesłanie: "może udałoby mu się prześcignąć uśpioną refleksją ogarniającą go sklerozę".

Jeśli miałbym być kiedyś powieszony w towarzystwie pana Adama Michnika, bardzo proszę o zaznaczenie, że w kilku sprawach miałem jednak trochę inne poglądy.


© Lech Stępniewski wrzesień 1995

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny