Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

Debata Kwaśniewski - Wałęsa przed drugą turą wyborów w 1995 roku

 

WIELKA WESOŁA DEBATA

LECH STĘPNIEWSKI


W smutnych czasach telewizja nie skąpi nam wesołych programów. Prezes Walendziak udowodnił, że aby zabawa była przednia, niepotrzebne są schody, girlsy i pióra. Wystarczy tania dekoracja, kilku dziennikarzy i dwóch panów, których okrutnie przypiliło, żeby nami porządzić.

Mimo tak skromnych środków, w niedzielę wieczorem wielu ludzi turlało się przed telewizorem ze śmiechu. Prezes Walendziak celował w dowcipie sytuacyjnym, to znaczy udawał, że panuje nad sytuacją. - "Teraz pan Aleksander Wałęsa" - powiedział nagle i aż rozpromienił się od ucha do ucha. Ale tylko na chwilkę, bo nie nadążająca za lawiną witzów obsługa techniczna zawaliła mu pointę nie puszczając na czas chichotów z taśmy. Dowcip słowny był także mocną stroną innych uczestników: Jan Nowak-Jeziorański mówił do p. Kwaśniewskiego per "panie prezydencie", sam Pan Prezydent Wałęsa utrzymywał zaś swą zwykłą, przyzwoitą formę.

Potem panowie pretendenci przeszli do pure nonsensu. "Jestem człowiekiem uczciwym" - zażartował p. Kwaśniewski zachowując kamienną twarz Buster Keatona. Natomiast JE Lech Wałęsa raz jeszcze opowiedział swą znakomitą anegdotkę o papierach na wstęp do NATO, które osobiście podpisał mu prezydent Jelcyn. Ekspresja i gestykulacja nie pozostawiały nic do życzenia.

Patrząc na tę wspaniałą parę, jakby nowe wcielenie Pata i Pataszona, aż żal było pomyśleć, że tylko jeden z nich może zostać naszym Ukochanym Przywódcą. Cóż za niesprawiedliwość! Gdyby tak można było wybrać ich obu naraz! Przecież już przywiązali się do siebie prawie jak papużki-nierozłączki. Ba, ale razem z pewnością nie zechcą rządzić. I wtedy właśnie przypomniałem sobie pewną ideę, która sama nasuwała rozwiązanie.

Miłośnicy Stanisława Lema pamiętają zapewne trzynastą podróż Ijona Tichego. W jej trakcie Tichy trafia na koniec do państwa Pantyjczyków, którzy osiągnęli "najwyższą zamienialność społeczną". Dlatego każdy z nich pełni swoją funkcję jedynie przez dobę, by potem, za sprawą losowania, zająć dowolne inne miejsce. W ten sposób lekarz zmienia się z dnia na dzień w ogrodnika, ogrodnik - w inżyniera, jeszcze ktoś inny zajmuje miejsce władcy... Regularnie co 24 godziny każdy staje się kimś innym i tylko zbiorowość dalej trwa niewzruszona.

Nasi świetni kandydaci akurat również osiągnęli "najwyższą zamienialność", więc nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć z nich Pantę w miniaturze. Niechże zatem Aleksander Kwaśniewski rządzi sobie w poniedziałki, środy i piątki, a JE Lech Wałęsa we wtorki, czwartki i soboty. Niedziele obaj będą mieli wolne.

Najpoważniejszym argumentem za tą nową, rotacyjną formą rządów, jest spostrzeżenie - uczynione już przez Lema - że w ciągu doby trudno co prawda zrobić coś sensownego, ale trudno także dużo zepsuć. Przy tradycyjnej prezydenturze takich gwarancji nie będzie.

Po odejściu od urny reklamacji nie uwzględnia się.


© Lech Stępniewski listopad 1995

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny