Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

WIADOMOŚCI Z POLSKI

LECH STĘPNIEWSKI


Odkąd trafiłem kiedyś w Sieci na amerykańską stronę poświęconą Holocaustowi, otrzymuję regularnie e-maile o rozmaitych żydowskich sprawach. A ponieważ żydowskie sprawy często zahaczają o Polskę, wiem dzięki temu również, co się w Polsce naprawdę dzieje.

Wiadomości są zwięzłe - jak to w Internecie, gdzie coraz częściej czyta się już tylko nagłówki, a parę dodatkowych zdań uchodzi za wyczerpujący komentarz. W czerwcowym liście wiadomości z Polski były aż trzy:

BOMBY PODŁOŻONE W AUSCHWITZ
Jako rozszerzenie ostatnich protestów, Kazimierz Świtoń, radykalny katolik, podłożył bomby w nazistowskim obozie śmierci w nadziei, że powstrzyma to polską policję. Policja znalazła bomby i bezpiecznie zdetonowała je na zewnątrz obozu.
KRZYŻE ZABRANE Z AUSCHWITZ
W ramach przygotowań do wizyty papieża Jana Pawła II polska policja i wojsko [armed forces] usunęły 300 krzyży z obrzeży oświęcimskiego obozu śmierci. Chociaż usunięto mniejsze krzyże, zostawiono ośmiometrowy [26-foot] krzyż ustawiony w 1979 r.
POLSKI PROFESOR HISTORII OSKARŻONY O ZAPRZECZANIE
Dariusz Ratajczak, profesor w Instytucie Historycznym w Uniwersytecie Opolskim opublikował ostatnio książkę "
Tematy niebezpieczne", w której pisze, że nazistowskie komory gazowe były używane wyłącznie do odwszawiania więźniów. Ponieważ zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim w Polsce jest karalne, Ratajczak został oskarżony o zaprzeczanie Holocaustowi oraz zawieszony w pracy.
Jak widać, są to same dobre wiadomości, bo wynika z nich, że wszystko w Polsce rośnie. Reklamówka w krzakach z kilkoma petardami zdążyła rozmnożyć się w "bomby" w obozie; dr Ratajczak jest już profesorem i chyba nawet krzyż papieski urósł nieco. Jedynie niepoprawny grymaśnik mógłby zrzędzić jakoby przeciętnemu Amerykaninowi po takiej lekturze zostawało w głowie w gruncie rzeczy tyle, że w Polsce katolicy rozrzucają bomby po żydowskich grobach, policja "od krzyży" złośliwie nie widzi ośmiometrowej belki w oku swoim, profesorowie zaś pielęgnują "tradycyjny polski antysemityzm".

W dodatku wiadomości tych nie rozsyłają wcale zapiekli żydowscy szowiniści: gdy zabierałem głos na tamtejszej liście dyskusyjnej zostałem przez prowadzącą przyjęty bardzo miło. Tak zatem wyglądają teraz informacje "obiektywne i wyważone". Ale skoro tak wygląda teraz wyważenie, to ja się pytam: po co ten cały wrzask o biednego rebe Joskowicza?

Na szczęście także ze świata docierają do nas przeróżne dobre wieści. Oto Katarzyna Kozyra - ta od zoofilii (piramida wypchanych zwierzaków) i podglądactwa (film ukrytą kamerą z łaźni kobiecej w Budapeszcie) - otrzymała wyróżnienie na ostatnim 48. Międzynarodowym Biennale Sztuki w Wenecji.

"Artystka była wręcz rozrywana przez międzynarodową prasę i telewizję" - piszczy z zachwytu dziennikarka rozsądnej na ogół "Rzeczpospolitej" (14.06) - i donosi szczegółowo, za cóż to tak naszą rodaczkę ufetowano. Ano za to, że najnowsza instalacja p. Kozyry "Łaźnia męska" przyciągała tłumy, "zafascynowane połączeniem kontemplacyjnego nastroju pracy (przedstawienie męskiej łaźni w Budapeszcie) z jej krytyczno-społecznym charakterem (odważną akcją wejścia przebranej za mężczyznę artystki do łaźni)".

Mocno powiedziane! Zwłaszcza ten "krytyczno-społeczny charakter" wejścia do łaźni dał mi dużo do kontemplowania. Jeśli jeszcze artystka zdążyła w łaźni umyć to i owo, gotowa się z tej społecznej krytyczności narodzić jakaś nowa "Krytyka" czystego ucha albo i brzucha. A gadają oszczercy, żeśmy narodem brudasów!

Filmy ukrytą kamerą, przebranie, odważne akcje, do tego pewnie mikrofon w zanadrzu. Myślisz sobie, że to... - a to sztuka właśnie! Niedługo pewnie się okaże, że za poprzedniej wersji obecnego ustroju byliśmy otoczeni czujną opieką przez departament awangardowych artystów, zlustrowanym zaś pozytywnie weteranom awangardy Akademia Sztuk Pięknych zacznie wydawać piękne dyplomy honorowe. Zakupione, ma się rozumieć, z funduszy operacyjnych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


POSTSCRIPTUM z końca 1999 r.

Nasz Opałka w spódnicy, czyli czołowa hucpiara artystyczna III RP - Katarzyna Kozyra, trafiła już pod cyfrowe strzechy. W sprzedawanej w kioskach "Encyklopedii Multimedialnej PWN" (część 2: "Sztuka") można znaleźć zdjęcie jej sztandarowego dzieła, tj. "Piramidy zwierząt" [nb. z literówką - "Piarmida" - w nagłówku], wraz z następującym komentarzem pióra pani Maryli Sitkowskiej:

Nie przypadkiem początek zjawiska wyznaczył skandal - chyba bezprecedensowy w polskim życiu artystycznym całego okresu powojennego - związany z dyplomem Kozyry "Piramida zwierząt" (1993). Liczne ataki prasowe trafiały poza tarczę - nikt z zaślepionych faktem śmierci zwierząt, których wypchane skóry stanowiły budulec pracy, nie dostrzegł jej dwojakiej wymowy: osobistego zmierzenia się artystki ze śmiercią, jej dosłownego dotknięcia, a w skali wypowiedzi społecznej - naruszenia tabu obłudy otaczającej fakt naszej mięsożerności. Poczynając od dyplomu, każda kolejna praca Kozyry charakteryzuje się siłą interwencyjnej wymowy lub dotyczy uwikłania ciała w system władzy (Więzy krwi, 1995), czy jego rozmaitych odniesień do niwelujących prawdę idealizacji, np. przez sztukę (Olimpia, 1996, Łaźnia, 1997).
Ba, Kozyra Katarzyna została nawet uczczona w tej "Encyklopedii" króciutkim filmikiem ("Kozyra Katarzyna, portret artystki"), jednym z zaledwie 18, z których większość jest poświęcona, niestety, tak niedzisiejszym i nudnym rupieciom, jak "Bazylika romańska", czy "Panteon w Rzymie". W trakcie projekcji zaś podekscytowany, damski głos zza kadru (znowu p. Sitkowska?) objaśnia:
Artystka nie robi żadnych skandali, to znaczy w ten sposób, że jej zamierzeniem nie jest, nie jest robie... robienie skandali. I oczywiście ta sprawa została przy okazji "Łaźni" wideoinstalacji w dzie...więćdziesiątym siódmym wywleczona przez przez dziennikarzy, mówiąc, że artystka się naśmiewa, że filmuje bezbronne kobiety i tak dalej. Nikt z dziennikarzy nie zawahał się przed jej wypożyczeniem i opublikowaniem. Nagle problem ochrony wizerunku przestał istnieć.
Pewien stary, mądry rabin mawiał, że sztuka nowoczesna bardzo sprzyja pobożności. - Dlaczego, rebe? - zapytali zaskoczeni uczniowie. - Bo gdy człowiek najpierw popatrzy sobie na takie nowoczesne dzieło sztuki - wyjaśnił rabin - a potem popatrzy na świat, od razu łatwiej przyjdzie mu uwierzyć, że ten świat to jednak jest dzieło Boże...


© Lech Stępniewski czerwiec 1999

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny