Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

UNIWERSALIŚCI PROSZĄ O WSPARCIE

LECH STĘPNIEWSKI


Dobre duchy podesłały mi ostatnio pewien ciekawy manifest. Dziełko to liczy osiem stron gęsto zadrukowanych i sądząc z języka - nader rozdokazywanego i ciemnego - rade by zwać się filozoficznym. Nosi tytuł: "Przyszłość «Dialogue and Universalism»".

Ów "Dialogue and Universalism" [Dialog i uniwersalizm], którego przyszłość, jak widać, warta jest tego, by leżała ludziom piśmiennym na sercu, to w rzeczy samej pismo filozoficzne, uczone niejako ex officio, bo wydawane przez Polską Akademię Nauk. Pismo słabo może znane Czytającej Publiczności, ale za to chyba kosmicznego wręcz znaczenia, skoro Autor manifestu przedstawia je jako "forum intelektualistów akademii nauk, uniwersytetów i decydentów świata na rzecz dialogu, synergii, otwartej syntezy badań oraz współtworzenia wszechstronnej cywilizacji". Kiedyś nazywało się ono nieco inaczej: "Dialogue and Humanism" [Dialog i humanizm], a jeszcze wcześniej zupełnie inaczej: "Dialectics and Humanism" [Dialektyka i humanizm]. Że "dialektykę" zastąpił "dialog", nawet dziecko zrozumie, ale dlaczego "humanizm" - tak wzniosły i aż proszący się o coraz to nowe filozoficzne akty strzeliste! - wymieniono na jakiś abstrakcyjny "uniwersalizm". Prawdziwa zagadka.

Chyba, że poszło o to samo co w starym dowcipie: Do urzędu przychodzi petent w sprawie zmiany nazwiska. Ogromnie pragnie - powiada - nazywać się Malinowski. - Proszę bardzo, można zmienić - mówi urzędnik - A jak się pan teraz nazywa? - Ja się nazywam Ignacy Radziwiłł. - Ależ to piękne historyczne nazwisko. Dlaczego chce pan je zmieniać? - Dlaczego? Jak to dlaczego? - zaperza się petent. - A jak mnie ktoś zapyta, jak ja się wcześniej nazywałem, to ja mam powiedzieć, że Rapaport? Otóż "Dialogue and Universalism" z całą pewnością wcześniej nazywał się "Dialogue and Humanism", co brzmi nawet jeszcze bardziej po europejsku, więc o co chodzi?

Może to jednak brzydko tak grzebać w metrykach? Może przeważyły inne względy?

Wszak "to właśnie w Polsce - czytamy w manifeście - powstał zapewne najważniejszy nurt naukowo-filozoficzny nadchodzących dziesięcioleci: uniwersalizm jako metafilozofia i nawet metateoria. (...) Powiedzmy więcej: uniwersalizm ma szanse być 'metaideologia' [tak w oryginale!] znoszącą wszelkie fałszywe świadomości, współtworzącą po raz pierwszy w dziejach naprawdę racjonalne, aideologiczne społeczeństwo uniwersalne, oparte rzeczywiście na nauce i na etyce".
"Najważniejszy nurt dziesięcioleci", "właśnie w Polsce" - nic, tylko łkać ze szczęścia! Ale co to właściwie za zwierz, ten uniwersalizm? Bo znowu: że uniwersalizm wytworzy "społeczeństwo uniwersalne", dziecko odgadnie, jednak by pojąć o co naprawdę w tych przepastnych zdaniach chodzi, trzeba mieć trochę więcej latek. Ja tam jeszcze nie bardzo stary, ale pamiętam jak to ci pewnego razu zawadził o Polskę "najważniejszy nurt" nie tylko paru głupich dziesięcioleci, ale całej historii ludzkości. I pamiętam nawet, jak wtedy nazywało się "pierwsze w dziejach naprawdę racjonalne społeczeństwo". I było racjonalne, a jużci! Wszak to zawsze bardziej racjonalnie, kiedy jaki mędrzec swoim rozumem wyrozumuje, ile wedle nauki wypada człowiekowi zjeść, ile wypić i iloma rolkami papieru się obetrzeć, niż by ludzie sami mieli - jako te bydlątka bez pastucha - paść się gdzie bądź i włazić w szkodę. Bo to z tego, panie dzieju, jeno żywiołowość, wolny rynek i powstawanie fałszywych potrzeb, słowem - Sodoma i Gomora!

No i proszę, chociaż od tamtego czasu tyle się zmieniło: "dialektyka" w "dialog", społeczeństwo "bezklasowe" w "aideologiczne", "humanizm socjalistyczny" w zwykłą "etykę", niektórych wciąż rozum świerzbi, żeby coś bliźnim powymyślać. Na szczęście jak dotąd "współtworzenie wszechstronnej cywilizacji" polega jedynie na przepuszczaniu pieniędzy - naszych pieniędzy! - na rozmaite "światowe kongresy", "międzynarodowe konferencje" oraz na pilnym czernieniu papieru. Działa już nawet International Society for Universalism i choć raczej cienko przędzie, nie pocieszałbym się tym zbytnio - wszystkie międzynarodówki z początku wyglądają poczciwie.

Ta również wiele sobie obiecuje po swej przyszłej działalności. "Jest to być tym bardziej obiecujące" - pisze Autor manifestu - i cóż z tego, że pisze po murzyńsku, skoro dobrze wie, co pisze, bo chytreńki on, aj, jaki chytreńki! "Od samego początku pontyfikatu" - przypomina dyskretnie - uniwersaliści piszą "entuzjastycznie z materialistycznych pozycji o również filozoficznym ogromnym potencjale pontyfikatu «polskiego papieża»". Piszą o papieżu "entuzjastycznie", ale z "materialistycznych pozycji". Zaprawdę, nie umarła dialektyka, tylko przysnęła sobie wśród dialogu. I cóż z tego, powtórzę, że uniwersaliści myślą może nie zawsze jasno, skoro myślą z wdzięcznością. "Z wdzięcznością myślimy też o dotacjach Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz otrzymanych po raz pierwszy właśnie na miesięcznik [tj. "Dialogue and Universalism"] subsydiach Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej". Patrzcie państwo, nawet i tam coś użebrali! Widać ktoś uznał, że od filozofowania wody, przynajmniej w mózgach, przybywa, środowisko zaś obowiązkowo dziś chronić trzeba. Oczywiście - środowisko naukowe.

Zdawać by się mogło - pełna i uniwersalna sielanka, a tymczasem Autor manifestu wpada nagle w ton kasandryczny i punktowi B swego dzieła daje tytuł: "Dramatyczna alternatywa". Ach to nic, pomyślałem, znając ekologicznego bzika uniwersalistów. To tylko pewnie znowu Ziemi i ludzkości grozi zagłada: jakaś dziura, lodowce, znów gdzieś się ociepliło albo oziębiło; zima latoś sroga, może potrzebna im dotacja na piecyk olejowy? Przyznaję, byłem małoduszny i ani w głowie mi nie postało, że naprawdę "znaleźliśmy się w obliczu dramatycznej alternatywy". Proszę tylko posłuchać:

"albo - jeśli będziemy mieli obecne tak trudne warunki, za które płacimy ogromnym wydatkowaniem energii i zdrowia (...) będziemy musieli powrócić do formuły dwumiesięcznika (...) albo - jeśli otrzymamy godziwe warunki (...) zdołamy nie tylko utrzymać tak ciężko wywalczony miesięcznik, ale (...) uczynić z Dialogue and Universalism (...) wiodące interdyscyplinarne forum większości akademii nauk i uniwersytetów świata".
Więc albo dwumiesięcznik - i nici z racjonalnego społeczeństwa, albo z miesięcznikiem w świetlaną przyszłość "dialogu, integracji, synergii, syntezy". Miał się ten niebywały dramat rozstrzygnąć w marcu na posiedzeniu jakichś Ważnych Osób i właśnie na tę okazję manifest został przygotowany.

Trzeba przyznać, że uniwersaliści nie są zachłanni. "Nie prosimy np. o przyznanie wielkiego gmachu na instytut integracji, synergii i syntezy; prosimy o 2 (dwa!) pokoje". Wzruszyłem się, gdym czytał tę prośbę skromną, acz godnie wyrażoną. Ujęła mnie też rzeczowość Autora manifestu, który w jednym zdaniu potrafi zawrzeć niemal cały biznes-plan przyszłego przedsięwzięcia.

"Następnym krokiem musi być przyznanie odpowiednich środków na terminowy druk miesięcznika, na - jak dotychczas, ale coraz bardziej kosztownych tłumaczy i native speakers do weryfikacji przekładów, na opracowanie prospektu promocyjnego i stałą akcję promocyjną, w tym po prostu na pocztę".
Znać, że to tęgi materialista pisał, a nie jakiś św. Franciszek od ptaszków. W dodatku racjonalny materialista. Najpierw ubolewa, że "nie płaciliśmy i nie płacimy żadnych honorariów autorskich", ale zaraz, dla jasności, dodaje: "Uczonym zagranicznym nie ma zresztą żadnej potrzeby, by płacić w ogóle za cokolwiek - i tak otrzymamy niemal każdy potrzebny nam tekst". Bardzo słusznie - w końcu czy taki zagraniczny uczony wie, gdzie u nas schowane są konfitury?

W całej tej historyjce od morałów aż się roi, więc wypisuję tylko kilka - ku pamięci:

1. Nie jest dobrze. "Dialogue and Universalism" w najgorszym razie pozostanie dwumiesięcznikiem, co systematycznie zbliża nas do "najważniejszego nurtu dziesięcioleci" (patrz: "metaideologia" i "dramatyczna alternatywa").
2. Wody rzeczywiście może niedługo zabraknąć (patrz: subsydia Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej).
3. Jak się okazuje, naprawdę uniwersalne są jedynie pieniądze (patrz: passim).

Cudny ten manifest, prawdziwe orędzie miastu i światu, podpisał Janusz Kuczyński. Profesor.


© Lech Stępniewski marzec 1996

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny