Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

OBJAWIENIE (SIĘ) ANDRZEJA SZ.

LECH STĘPNIEWSKI


Młodzież wprawdzie wie jeszcze, że nieduży stosik polepionych razem kartek to zazwyczaj tzw. "książka", ale uczyć się stanowczo woli już z CD-ROM-ów i z Internetu. Tak jest nowocześniej i przyjemniej, bo niczego nie trzeba po staroświecku przepisywać, a udane simulacrum wypracowania robi się paroma kliknięciami myszy na zasadzie "wytnij i wklej".

Dlatego gdy niedawno wpadł mi w ręce program pod dumnym tytułem "Literat 2000", obejrzałem sobie tę pomoc naukową dla licealistów z niekłamaną ciekawością.

Ponieważ już na początku nieco zbiła mnie z pantałyku wiadomość, że neoplatonizm to "filozofia stworzona przez humanistów renesansowych", na wszelki wypadek zaraz żwawo przeskoczyłem od historycznych rupieci do współczesności, do Wielkich Pisarzy Naszych.

Grymasić nad ich doborem znaczyłoby grymasić nad programem szkolnym, który "Literat" podjął się wspierać. Mnie tam nie przeraża wizja tysięcy szkół prywatnych, z których każda ma swój własny program, i to tak własny, że w jednej szkole czytają tylko Kossak-Szczucką i nawet, hmm, Dobraczyńskiego, a w innej: na okrągło Miłosza z Szymborską. Chcą rodzice mieć dziecię z głową nabitą Dobraczyńskim? A niech mają! Lepsze to, niż żeby Ministerstwo Edukacji pod naciskiem rozmaitych "środowisk twórczych" mianowało wieszczów. Wtedy bowiem wieszczowie stają się towarem państwowym i - jak większość wyrobów państwowego przemysłu - są sprzedawani na ogół po zawyżonej cenie, pakowani zaś niechlujnie.

Widać to już przy Andrzejewskim, którego "Popiół i diament" dalej straszy - choć od wielu lat istnieje o tej książce świetny esej Sławomira Mrożka! - starą metką.

"Postacią złożoną okazuje się również Stefan Szczuka. Komunista i ideowiec w pełni przekonany o słuszności i konieczności podjętych działań, na skutek osobistych doświadczeń [...] pozbawiony jest jednak zdecydowania i energii niezbędnej do tworzenia nowych struktur władzy społeczno-politycznej".
Jak wam się podoba? Po takim cukiereczku zaliczenie "Miazgi" do "nurtu postmodernizmu" (chyba tylko dlatego, że i "Miazga" nudna, i postmodernizm nudny...) to już jedynie niewielki wybryk reklamowy.

O "Małej apokalipsie" Konwickiego pisze się z kolei wstrząsająco:

"Cała dotychczas nienaruszalna konstrukcja Warszawy - Pałac Kultury, gmach Komitetu Centralnego PZPR, most Poniatowskiego - zaczynają trząść się w posadach, pisarz wyraźnie je narusza i dąży do ich powalenia."
W innym miejscu złaknieni wiedzy licealiści przeczytają, że reakcją na wydarzenia marca 1968 "była twórczość S. Barańczaka na emigracji", a Ryszard Kapuściński właśnie drukuje w "Gazecie Wyborczej" odcinki swojej "najnowszej powieści o Afryce". Natomiast "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall zostało streszczone na użytek dziatwy szkolnej następująco:
"Opis Edelmana, kardiologa pracującego w getcie aż do jego likwidacji, jest suchy, rzeczowy, w opisach kolejnych etapów głodu i cierpienia ludzkiego - niemal naukowy. I dzięki temu staje się dokumentem epoki, porażającym swą autentycznością. Edelman musi zdążyć uratować kolejnego człowieka na stole operacyjnym: zdążyć przed Panem Bogiem".
Są to bzdury stokroć bardziej obrażające doktora Marka Edelmana niż socnarodowe napisy, które mu jakiś idiota na domu wymalował. To prawie tak, jakby wziąć biografię człowieka, zmiąć w kulkę i pstryknąć... Ale cóż, Hanna Krall jest dziś ministerialnym "pewniakiem" i w wypisach szkolnych znaleźć się musi, więc po tylu urzędowych zaszczytach lekturę jej książek można już, okazuje się, śmiało sobie darować.

Co najsmutniejsze, autorzy "Literata" urządzają również jawne kpiny ze zmarłego niedawno Andrzeja Szczypiorskiego!

Jego nieprostą biografię przedstawiają w stylu miłosnych perypetii rodem z Harlequina: "W 1956 roku Szczypiorski zerwał z teatrem, by rozpocząć romans z polityką. Uwiódł go Październik - zaufał Gomułce". Robią też z niego jakąś choinkę próżności wyliczając z bezlitosną drobiazgowością różne ordery, jakie pisarz dostał za swe boje: "W 1995 roku autor «Początku» otrzymał Wielki Krzyż Zasługi z Gwiazdą RFN, a rok temu Komandorię Polonia Restituta. Jako pierwszy i jak dotąd jedyny Polak wśród 52 członków kapituły - jest kawalerem Orderu Pour le Mérite".

Nie wystarcza im, że napisał kilka niezłych książek. Nie, oni muszą go upokorzyć ironicznym stwierdzeniem, że "jako literat Andrzej Szczypiorski objawił się w roku 1955 zbiorem opowiadań" i zamiast rzeczowego podsumowania twórczości przepisują... życzenia urodzinowe złożone Szczypiorskiemu przez Adama Michnika, których strzeliste komplementy (jeden z "najwybitniejszych", "laureat", "uświetnia łamy") - usprawiedliwione okolicznościami i gołębim sercem ich autora - trudno przecież brać serio.

Dalej jest jeszcze gorzej i po kulawym streszczeniu "Początku" (też nie czytali?) belfrzy z "Literata" tak oto podsumowują tę, w końcu całkiem zgrabną, powieść:

"To, co najważniejsze w tej powieści, to konieczność zachowania ludzkiej godności i wolności, nawet w obliczu kataklizmu wojny. Jest to przesłanie humanistyczne (patrz hasło: humanizm), porównywane z wymową powieści T. Manna".
Mamusia Pawełka Kryńskiego - jednego z bohaterów "Początku" - również nie stroniła od fantazyjnych porównań, a że w młodości liznęła nieco łaciny i historii starożytnej, pewnego znajomego sędziego nazywała: "naszym Markiem Aureliuszem z ulicy Miodowej". Teraz, przebywając już razem ze swym stwórcą w zaświatach literatury, będzie się mogła zwracać do niego per: "mój ty Tomaszu Mannie z «Gazety Wyborczej»...".

Na szczęście jednak nawet najsurowsza kara czyśćcowa ma swój kres.


© Lech Stępniewski maj 2000

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny