Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

STRZAŁ W ÓSEMKĘ

LECH STĘPNIEWSKI


Ósme miejsce Janusza Korwin-Mikkego w pierwszej turze wyborów prezydenckich [1995 r.] trudno uznać za jakiś kosmiczny sukces. Zawsze to dół tabeli, strefa, gdzie myśli się już raczej o utrzymaniu w lidze niż o mistrzostwie... A jeśli jeszcze pominiemy tych kandydatów, którym jakby trochę mniej zależało na wyniku, ponieważ w najlepsze reklamowali swe wydawnictwa, wkładki do butów, szkołę czy kabaret, to okaże się, że JKM zajął miejsce, hm, przedostatnie. Na szczęście dobry Bóg zesłał niezawodnego pana Andrzeja Leppera!

Dlaczego JKM "tych wyborów nie mógł wygrać". Kto pyta w ten sposób, przeważnie prosi jedynie, by mu dla ukojenia wynaleźć przygarść "przyczyn obiektywnych". udowodnić, że "w tych warunkach" zrobiono akurat tyle, ile było możliwe. Och, słyszę już te utyskiwania na bezlik kandydujących, stronniczość mediów, presję nieuczciwych sondaży... Święta racja, wszystko to są jednak zwykłe uroki prywiślańskiej demokracji, więc chyba nie wypada teraz udawać pierwszej naiwnej, która dopiero nad ranem zastanawia się, w czym właściwie brała udział. Czy ktoś zdrowy na umyśle liczył przed wyborami na obiektywną telewizję, bezstronne gazety i rzetelne sondaże? I tak było jeszcze nie najgorzej, bo obaj pretendenci mianowani bardzo dbali o to, by nie zrobić sobie zbytniej krzywdy i jak ognia unikali wszelkiej "brutalności".

Może zatem warto zapytać o przyczyny porażki z drugiego końca: jeśli nawet tych wyborów JKM nijak nie mógł wygrać, to dlaczego aż siedmioro jego rywali dostało więcej głosów? Ano, popatrzmy.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrała z JKM dlatego, ponieważ od początku popierał ją Kościół. Nie na wiele się to, po prawdzie, zdało, ale zawsze - więc nie kwestionowana królowa odpustów wyprzedziła JKM o całe 0,3%! Natomiast Aleksandra Kwaśniewskiego Kościół nie popierał ani trochę i w rezultacie wyborcy głosowali na niego piętnaście razy częściej niż na JKM.

JE Lech Wałęsa od dawna znany jest z tego, że nawet swoją klapę potrafi obrócić w sukces. Słuchaczki Radia Maryja z pewnością wielce sobie tę udekorowaną klapę cenią, więc i Pan Prezydent okazał się przeciwnikiem nie do pobicia.

Rolnicy z zasady nie dowierzają miastowym i głosują na chłopa. To oczywiste, że w kraju tradycyjnie rolniczym Waldemar Pawlak musiał wypaść lepiej niż JKM. Z kolei robotnicy popierają Lecha Wałęsę, ponieważ nosi przy sobie śrubokręt, a także Jana Olszewskiego, ponieważ nosi się z zamiarem ratowania co bardziej deficytowych fabryk. Inteligenci zaś, deficytowi en bloc, kochają Jacka Kuronia oraz prof. Zielińskiego. Dla JKM klas już nie starczyło - i skutek znamy.

Aleksander Kwaśniewski schudł widomie, czym dał dowód, że dla swego elektoratu gotów jest na wiele poświęceń, Hanna Gronkiewicz-Waltz nie schudła za to ani trochę, udowadniając, że nie ma żadnych kompleksów. Jak na tle takich osobowości wypada facet, który nawet brodę zgolił poniewczasie?

Bezrobotni i spragnieni opieki głosowali oczywiście na Jacka Kuronia. Czy JKM mógł pokonać wybrańca tak potężnego lobby? Kandydatów na przyszłych opiekunów w skali krajowej zainteresowało zaś hasło Hanny Gronkiewicz-Waltz. No i też uciułała więcej głosów.

Aleksander Kwaśniewski jest liderem największej partii, a to oznacza, że ma duże zaplecze i jako prezydent będzie mógł sporo zrobić. Ludzie chcą prezydenta skutecznego, więc nic dziwnego, że poparli go liczniej niż Prezesa UPR.

Z kolei Tadeusz Zieliński jest całkowicie apolityczny i bezpartyjny, a więc nie musi rozdawać żadnych posad swym partyjnym kolegom. Z kimś tak szlachetnym po prostu nie wypada nie przegrać.

Prawdziwi Polacy wybierali między Olszewskim a Wałęsą, członkowie mniejszości zaś wahali się między Kuroniem a prof. Zielińskim. Ponieważ jednak Polska składa się wyłącznie z większości oraz mniejszości, dla JKM znów nic nie zostało i całej czwórce łatwo udało się go wyprzedzić.

Jacek Kuroń od czterdziestu lat próbuje budować socjalizm, więc ludzie cenią go za konsekwencję, natomiast Aleksander Kwaśniewski gotów jest każdego ranka budować dowolny ustrój, co dowodzi jego elastyczności i otwartości. JKM nie miał szans z tak wytrawnymi działaczami.

* * *
Można ciągnąć te przykłady jeszcze długo, ale chyba już się Państwo domyślili: swoje ósme miejsce JKM zawdzięcza w znacznej mierze temu, że dla zbyt wielu ludzi wyglądał po prostu ZA ŚREDNIO!

Za średnio? - zapytacie z niedowierzaniem. To chyba dowcip, proszę pana?! Z muszki p. Prezes wprawdzie zrezygnował, ale to właśnie w ramach okiełznywania swej nieokiełznanej ekscentryczności. Co się zaś tyczy programu UPR, był on, jak dotąd, krytykowany zazwyczaj za swą bluźnierczą wręcz skrajność... A pan tu mówi - "za średnio". Wolne żarty!

Cóż, ja też żałuję, że nie jest to wyłącznie żart na otarcie łez (i pastisz pewnego uroczego felietonu JKM sprzed siedmiu lat), lecz, proszę mi wierzyć, z tą rzucającą się w oczy skrajnością programu UPR to lekka przesada.

Owszem, program jest skrajny, ale tylko dla tych, którzy go jako tako znają, a jednocześnie znają jako tako inne programy - i mają porównanie. A ilu ludzi w Polsce zna dwa programy polityczne i na dobitkę umie jeszcze je ze sobą porównać? Toż to gromadka dla ostatecznego wyniku głosowania absolutnie nieistotna. Zwłaszcza jeśli pominąć zawodowców (dziennikarzy, urzędników itp.), z góry wiedzących na kogo powinni głosować i kogo chwalić (od tego w końcu są zawodowcami!).

Natomiast niemal cała reszta P.T. Wyborców słucha sobie cierpliwie wywodów JKM, jak ludożercy misjonarza, który im został z obiadu, nawet bije mu brawko, gdy słyszy słowa "gangsterzy", "kraść", czy choćby "podatki", a w duchu zastanawia się mniej więcej tak: "Z tymi świniami to klawo powiedział, ale czy mu się rozchodzi też o Czarnych, czy z biskupami akurat będzie trzymał sztamę?". "Jak już skasuje to koryto, to komu więcej da: chłopom, robotnikom czy budżetówce?". "Wygląda niby jak nasz, ale szwagier coś mnie opowiadał, że jego dziadek nazywał się Mojżesz Mikkelsohn".

Otóż program UPR nie jest, jak wiadomo, ani robotniczy, ani chłopski; nie jest również ani klerykalny, ani antyklerykalny; ani komunistyczny, ani solidarnościowy; nie odmienia się w nim bez przerwy słowa "naród", ale też nie potępia "tradycyjnego polskiego antysemityzmu". A to oznacza po prostu, że z punktu widzenia wielu spraw, które ekscytują obecnie wyborców, jest to program nijaki, średni... Co innego, gdyby JKM zawołał "księża na Księżyc", "Polska dla Polaków" albo - jak jakie związkowe panisko - obiecał wszystkim zarobki powyżej średniej krajowej. O!, wtedy z pewnością mógłby zacząć "budować swój elektorat", to znaczy zbierać chłopaków, z którymi planuje się skok na kasę.

Ale najokropniejszą wadą programu UPR w czasach panowania demokracji telewizyjnej jest to, że trudno do niego w pięć minut przekonać, natomiast dużo łatwiej - zniechęcić!

Najprawdopodobniej tak właśnie zadziałała retoryka "koryta", "czerwonych pijawek" i "gangów". JKM wszedł bowiem w ten sposób na podwórko mecenasa Olszewskiego, który jednak, upozowany na Wernyhorę po faceliftingu, bardziej wstrząsająco od niego odmalowywał, jak Polskę rozdrapują od sześciu lat nowe mafie i stara nomenklatura. Zauważcie - w konkurencji miotania klątw JKM mógł tylko stracić! Zrażał do siebie umiarkowanych, a jednocześnie poruszeni przez niego, lecz stopniowo radykalizujący się wyborcy, w końcu i tak trafiali gdzie indziej: "Ten Korwin ma rację - mówili - ale Pan Jan (resp. Lepper) dołoży łobuzom jeszcze bardziej".

Nawet niezawodne hasło "mniej podatków" w wydaniu telewizyjnym straciło na sile, skoro na tle równie zwięzłych obietnic reszty kandydatów brzmiało prawie jak "więcej wypłat". Ludzie zrozumieli tyle, że w wyniku jakichś tam ekonomicznych sztuczek będą mieli więcej forsy w kieszeni. No i dobrze, ale czy ktokolwiek im obiecywał, że będą mieli mniej? Na nieszczęście dla JKM także w konkurencji cudownego mnożenia wypłat mamy już uznanych specjalistów. Bo o co, jeśli nie o "większe pensje" dla ludzi pracy, walczą od świtu do zmroku związkowi herosi? To oni zatrzymują huty, na ich skinienie stają rozpędzone lokomotywy...

Czy JKM potrafi zatrzymać choćby drezynę? Dziwić się, że przegrał?


© Lech Stępniewski listopad 1995

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny