Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

EGZEMPLARZ NOWEGO TYPU

LECH STĘPNIEWSKI


 

1.

Rewolucjoniści rzadko bywają wyrozumiali. Gdy w książce, znanej niegdyś powszechnie jako "Krótki kurs", czytamy: "Nie jest rzeczą bolszewików spoczywanie na laurach i gapiostwo. Potrzeba nam nie beztroski, lecz czujności, prawdziwej bolszewickiej czujności rewolucyjnej", staje się dla nas jasne, że odtąd o żadnej wyrozumiałości mowy być nie może. I rzeczywiście - zgodnie ze stalową logiką tego utworu już w następnym rozdziale dowiadujemy się, że "Naród radziecki powitał z uznaniem rozgromienie bandy bucharynowsko-trockistowskiej i przeszedł do spraw bieżących".

Natomiast znacznie częściej ocenia się z wyrozumiałością postępki samych rewolucjonistów, wychodząc zapewne z przeświadczenia, iż fach to nielekki i rujnujący nerwy. Mój ulubiony dowcip o Włodzimierzu Iljiczu Leninie opowiada, jak to pewnego ranka Lenin golił się, a w pokoju obok biegała i dokazywała gromadka dzieci. W ferworze zabawy jeden chłopczyk zmylił drogę i wpadł nagle na Wodza Rewolucji, który zirytowany, bach!, palnął malca zdrowo w ucho. Chłopczyk pochlipując wraca do swych towarzyszy i już od progu mówi z podziwem: Patrzcie, jaki ten Lenin dobry! A mógł brzytwą!

 

2.

Pod koniec listopada podczas obchodów jubileuszu czterdziestolecia Instytutu Filozofii i Socjologii PAN miał miejsce mały skandal. Małość jego spowodowana była głównie tym, że wiadomości z życia instytucji tak ezoterycznych zwykle nie trafiają do gazet. Z natury rzeczy był on więc skazany na to, aby - nie sfilmowany również przez żadną telewizję - pozostać jedynie skandalem niewielkim, rzec można - skandalem towarzyskim. Z drugiej jednak strony musiał dotknąć rzeczy niedrobnej, skoro nawet JE minister Jerzy Wiatr w rozmowie ze sprawcą skandalu uznał za stosowne wyrazić swoje głębokie niezadowolenie.

W trakcie skromnej uroczystości jedno z przemówień wygłosił znany logik, profesor Jerzy Pelc. Rozpoczął swe wspomnienia od smutnych lat pięćdziesiątych, ale w tonie spokojnym i nieledwie pogodnym. Przypomniał krótko ówczesne dzieje filozofii i filozofów: zamykanie katedr, przymusowe urlopowanie Władysława Tatarkiewicza, a także obfitość pracowników w zakładach logiki, gdzie szukały azylu osoby bez predylekcji do urzędowej doktryny. Pewne pojęcie o delikatnym stylu tego przemówienia daje opowiadanie profesora Pelca o kurso-konferencji, na którą został wtedy wysłany wraz z Klemensem Szaniawskim w celu nabrania właściwej postawy ideologicznej, zakończone stwierdzeniem, iż z powodu niezwykłej stawki wyżywieniowej nie zapamiętał zajęć, a jedynie "posiłki i spacery wokół klombu wspomagające konkokcję". (Wg "Słownika wyrazów obcych" Arcta - 'trawienie' lub 'strawność')

Z październikową odwilżą nadeszły jednak nieco strawniejsze czasy i profesorowi Pelcowi zaproponowano stanowisko sekretarza naukowego w Instytucie Filozofii PAN. Dyrektorem tego Instytutu był wówczas Adam Schaff, rektor hiperideologicznego Instytutu Nauk Społecznych i jedyny marksista, któremu w okresie "wypaczeń" wystarczało cytowanie samego Stalina: pozostali cytowali wtedy na ogół i Stalina i Schaffa. Stanowisko prof. Pelca nie było zbyt ważne, "cóż bowiem znaczył - wedle jego słów - jakiś bezpartyjny nieborak, niemal niewidoczny w cieniu dyrektora, który uosabiał potęgę i nieomylność Komitetu Warszawskiego i Komitetu Centralnego", a przez rządowy telefon składał życzenia noworoczne "notablom partyjnym w KC i rządzie". Gdy zaś notable ci doszli do wniosku, że pora już odwilż zakończyć, Adam Schaff musiał zadbać i o to, by również ich życzenia zaczęły się spełniać.

Na początku lat sześćdziesiątych zdecydował tedy, by wprowadzić do Instytutu socjologię, co samo w sobie mogło nawet przynieść pewne korzyści. Zrealizowanie tej inicjatywy wymagało jednak uszczuplenia stanu posiadania filozofii i wywoływało obawy, że przy okazji zredukuje się resztki "filozofii idealistycznej" i logiki, wprowadzi zaś na to miejsce materializm historyczny w przebraniu socjologii. Profesor Pelc jako sekretarz Instytutu protokołował zebranie Rady Naukowej, na którym ustalono listę zmian i zadbał o to, "by protokół był niemal tak dokładny jak stenogram". W istocie, niebawem okazało się, że dyrektor Schaff - chyba z jakiegoś dialektycznego nawyczku - obiecał znacznie więcej niż mógł dotrzymać i na kolejnym zebraniu zaczął się z poprzednich ustaleń wycofywać. Gdy obecni zacytowali protokół, profesora Schaffa ogarnęła pasja. Zrazu zaczął krzyczeć, że żąda zdjęcia protokołu, potem zaś skupił się na jego zbyt starannym autorze. Wówczas profesor Ossowski, "w wypiekach, przejmującym szeptem powiedział: «Mam nadzieję, że nie wyzyska Pan swojej przewagi, żeby zaszkodzić Pelcowi». Wkrótce potem - wspominał na jubileuszu profesor Pelc - zostałem usunięty ze stanowisk sekretarza naukowego Instytutu i sekretarza Komitetu Filozoficznego PAN. Moje miejsce zajął Jerzy J. Wiatr".

Profesor Pelc dodał jednak zaraz, że nie chowa w sercu urazy. "Adam Schaff jest człowiekiem kulturalnym i życzliwym ludziom - stwierdził - i dymisja przybrała postać utraty przeze mnie tylko drugiego etatu, natomiast na Uniwersytecie pozostałem". Z jeszcze większą wyrozumiałością potraktował wcześniejszą działalność Adama Schaffa, podkreślając że "gdyby komisarzem filozofii polskiej w okresie stalinowskim został fanatyk albo tępy prostak, być może nasi wielcy filozofowie byliby stróżami nocnymi czy palaczami w kotłowniach", zamiast pisać swe dzieła "w czasie przymusowych, ale jednak płatnych urlopów". Rzeczywiście, trudno nie przyznać, że zwłaszcza w tamtym okresie Adam Schaff "mógł brzytwą" i to bardzo dobrze wyostrzoną!

Tych pięknych słów z przemówienia profesora Pelca nie usłyszał już jednak pewien staruszek zaproszony z atencją przez organizatorów, ponieważ wcześniej wstał gwałtownie i wyszedł z sali. Był to profesor Adam Schaff we własnej osobie.

Kliknij, by powiększyć [15 KB]
[Ten miły staruszek to właśnie obraźliwy profesor Adam Schaff (ur. w 1913 roku)]

 

3.

Żeby zrozumieć dlaczego potraktowany z tak gołębią łagodnością "komisarz filozofii polskiej" poczuł się dotknięty, sięgnąłem po wydany kilka lat temu tom jego wspomnień i przemyśleń. Miałem nadzieję przeniknąć tajemnice komunistycznej drażliwości, ale lektura okazała się wyjątkowo niewdzięczna. Profesor Schaff należy bowiem do ludzi, którzy - niczym jeden z bohaterów Woody Allena - uważają, że są przynajmniej tak mądrzy, jak Pan Bóg, kiedy był w ich wieku.

Jego wspomnienia przezornie urywają się w okolicach roku 1945, w chwili powrotu z ZSRR do Polski. Odtąd zatopiony w filozofii nie przyglądał się zbyt dokładnie rzeczywistości. O potwornościach Gułagu dowiedział się na przykład całkiem niedawno z "Opowiadań kołymskich" Warłama Szałamowa. Wtedy, powiada, "nie wiedziałem". Odpowiedź ta mogłaby kogoś razić banalnością lub nieprawdopodobieństwem, lecz ja przejrzałem kilka ówczesnych prac prof. Schaffa i prawie mu wierzę, skoro wtedy nie wiedział nawet, biedaczyna, że para wodna NIE pojawia się dopiero w temperaturze 100 stopni. (Objaśnienie prawa dialektyki o przechodzeniu zmian ilościowych w jakościowe w dziełku "Dialektyka marksistowska" z 1950 roku.) [więcej o tej dialektycznej bajeczce piszę w: "Parodia w filozofii"]

Jednak jeśli idzie o istotę wszechrzeczy, to wiedza Adama Schaffa ma przynajmniej jedną cechę boską - niezmienność. Dziś wie on równie dobrze jak kiedyś, że stoimy - w 1992 roku! - "w obliczu krachu kapitalizmu", że jedynym ratunkiem dla ludzkości jest socjalizm, że koniecznie trzeba oprzeć się na kolektywnej własności środków produkcji, że... Uff!

Podoba mu się Clinton, zieloni, feministki i... kibuce, co najlepiej chyba świadczy o jego absolutnej niewinności w dziedzinie ekonomii. Natomiast wyjątkowo złoszczą go rozmaici neoliberałowie i ruga ich krzepkim językiem stójkowego, tak wspaniale wyćwiczonym w czasach, gdy, co prawda, wiedział wszystko, ale jednocześnie - cóż za dialektyka! - pewnych rzeczy jakoś udawało mu się nie wiedzieć. Wbrew czemu upada kapitalizm? Kapitalizm upada "wbrew peanom neoliberalnych fałszerzy oczywistych faktów lub wręcz durniów". Komu sprzedają się neoliberalni fałszerze? Neoliberalni fałszerze "sprzedają się świadomie swym wielkokapitalistycznym mocodawcom". Kto jest ich klientelą? Ich klientelą są "zaszokowane ciołki" ulegające "histerii wolnorynkowej". Czym jest neoliberalizm? "Neoliberalizm, poza tym, że jest społecznie reakcyjny, jest teoretycznie bzdurą".

To tylko mała próbka obecnego filozoficznego stylu Adama Schaffa, profesora i - jak sam podkreśla - "trzykrotnego doktora honoris causa trzech uniwersytetów z Sorboną na czele". Wygląda na to, że neoliberałowie nie mają racji dlatego, ponieważ ich poglądy są niesłuszne. Jest to świetne wnioskowanie oraz prawdziwie partyjna filozofia i Lenin "który był nie tylko genialnym strategiem walki rewolucyjnej, lecz również wybitnym myślicielem" byłby z pewnością z takiego ucznia oczen' rad.

 

4.

Obawiam się jednak, że burżuazyjni krytycy mogliby przyczepić się - z reakcyjną drobiazgowością - do tego lub owego w książce prof. Schaffa. Filozof Bertrand Russell ma tam na imię John, a tytuł jego dzieła został podany błędnie. Z kolei Umberto Eco nazywa się Ecco. Ale to już chyba tylko głupia literówka, której towarzysz Andrzej Werblan, redaktor naukowy tych wspomnień, widocznie nie śmiał poprawić.

Są też i błędy znacznie grubsze. Ponieważ Adam Schaff wie, na czym polega prawdziwe chrześcijaństwo znacznie lepiej od papieża, wie również, o co naprawdę chodzi w przepowiedni fatimskiej. Zaczyna zaś swe rozważania na ten temat tak: "Otóż w latach trzydziestych (nie pamiętam dokładnej daty) w miejscowości Fatima w Portugalii objawiła się trzem dziewczynkom - siostrzyczkom - wedle ich przekazu - Najświętsza Maria Panna". Zaraz, zaraz... W latach trzydziestych? Trzem dziewczynkom - siostrzyczkom? Dalej jest równie księżycowo, choć to, wedle Schaffa, poważna i pewna "informacja o faktach".

No, darujmy: w końcu materialiście nawet wypada nie całkiem wyznawać się na rozmaitych fideistycznych sztuczkach. (W innym miejscu pobłądził odrobinę przy starowiercach; mylą mu się też - absolwentowi przedwojennego hebrajskiego gimnazjum! - Psalmy z Jeremiaszem.) Ale Adam Schaff od prawie dwudziestu lat pisuje o społecznych skutkach rewolucji mikroelektronicznej, wymyśla teorie i udaje w świecie znawcę. Napisałem "udaje", ponieważ znalazłem w jego książce kolejną "pewną informację", jakoby znana japońska firma wyprodukowała "procesor o mocy 256 MB". Moc procesora w megabajtach? Kompromitujący nonsens! To trochę tak, jakby mierzyć moc silnika samochodu wielkością baku z benzyną. Naprawdę chodziło nie o procesor, ale o układ pamięci, i nie o mocy, ale o pojemności 256 MB. To są rozróżnienia z zakresu elementarnej wiedzy o komputerach, czy zatem szanowny pan profesor w ogóle rozumie, o czym pisze?

Niemniej ma niezmiennie bardzo dobre o sobie mniemanie. "Jestem tylko egzemplarzem nowego typu homo sapiens" - zaznacza skromnie. Swoje wspomnienia zatytułował "Pora na spowiedź", ale cóż to za spowiedź, gdy już na samym początku ex cathedra ogłasza: "Nikt nie może też zasadnie powiedzieć, że zrobiłem komuś krzywdę, nawet gdy byliśmy przeciwnikami", co brzmi prawie jak: "Kto z was udowodni Mi grzech?" - wypowiedziane zresztą kiedyś przez Kogoś zupełnie innego.

Widać Adam Schaff dalej wysoko mierzy.


POSTSCRIPTUM
W programie telewizyjnym "Rzeczpospolita Druga i Pół" Jerzego Diatłowickiego nadanym 12 grudnia profesor Schaff dorzucił jeszcze kilka jędrnych zdań do swego autoportretu - tym razem jako dobroczyńcy polskiej kultury. "Ja robiłem tylko dobrze" - przypomniał, a przysłuchujący się temu panowie kiwali zgodnie głowami. "Ja miałem wszystkich filozofów w ręku (...) ale to nie było nic złego. (...) Ja im dawałem wszystko. (...) Byłem aniołem stróżem". Po takich angelologicznych rewelacjach nie dziwi już wiadomość, że na całym szerokim świecie jedynie dwie osoby rozumieją się na alienacji: profesor Schaff i Jan Paweł II (w tej kolejności), który, zdaje się, również encykliki układa zasięgając rad u swego starszego kolegi.

Nawet staranny dobór lektur nie może uchronić dziś nikogo przed obcowaniem z myślami Adama Schaffa.


© Lech Stępniewski grudzień 1996

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny