Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

REWOLUCJA I ŻYDZI

LECH STĘPNIEWSKI


W chwili gdy będą Państwo beztrosko czytali ten wakacyjny numer "Najwyższego CZASU!" - da Bóg pośród ptasząt, motylków i w ogóle w tak pięknych okolicznościach przyrody - w miejscowości Ruciane Nida niechybnie zacznie już na dobre dojrzewać Rewolucja.

Ponieważ jednak mamy wakacje, słonko grzeje etc., będzie to również rewolucja wyjazdowa (autokar z Warszawy lub dojazd własny), zorganizowana wedle najlepszych kulturalno-oświatowych tradycji z czasów poprzedniej wersji obecnego ustroju. Krótko mówiąc: cudne prelekcje nad jeziorem. I tak na przykład towarzysze Florian Nowicki i Zbigniew M. Kowalewski opowiedzą na dwa głosy o materializmie historycznym, tow. Eryk Baradziej odsłoni metafizyczne tajemnice teorii wartości dodatkowej etc. etc. Zaplanowano też trochę "marksizmów a", to znaczy: marksizm a religia, a emancypacja kobiet, a emancypacja mniejszości seksualnych, a nawet "trockizm a stalinizm", gdyż właśnie "ruch trockistowski ocalił dla współczesności idee autentycznego marksizmu - plugawione w XX wieku przez reformistów i stalinistów".

 

Rewolucja bierze zimny prysznic i śpiewa

Owi staliniści plugawiący autentyczne idee to nie cytat z wczesnego Kuronia i Modzelewskiego, ale ze strony internetowej P.T. Organizatorów Rewolucji, tj. Ofensywy Antykapitalistycznej (http://www.republika.pl/ofensywa_antykapitalistyczna/), zalążka nowej, "autentycznej partii robotniczej", jeszcze świeżutkiej i niejako prosto z pieca, bo powołanej 9 lutego tego roku na, rzecz jasna, "Kongresie Założycielskim". Ofensywa Antykapitalistyczna walczy oczywiście z kapitalizmem, z globalizacją, z imperialistycznym terrorem, z uciskiem kobiet, z homofobią, a nawet odgraża się, że "klasa pracownicza", którą reprezentuje, "może (...) z dnia na dzień przejąć kontrolę nad całą gospodarką".

Na wieść o tak nieubłaganie nadciągającym postępie chciałem już z drobnomieszczańskiego nawyku pędzić do sklepu po worek mąki i cukru, żeby jednak jakoś tę Rewolucję przeżyć, ale uważniejsza lektura programu Obozu Młodzieżowego Ofensywy Antykapitalistycznej - Ruciane Nida 2002 nastroiła mnie do idei Rewolucji nieco dobroduszniej.

Po pierwsze, będzie to Rewolucja tania ("koszta: 5 zł za dobę") i czysta ("w ramach tej opłaty przysługują nam ubikacje i prysznice (a pod nosem mamy jeziorko)").

Po drugie, P.T. Organizatorzy przypominają, że "należy wziąć jednak trochę pieniędzy w celu nabywania żywności", czyli do rewolucyjnych ekspropriacji chyba na razie nie dojdzie.

Po trzecie i najmilsze, daje się odnotować wyraźny spadek rewolucyjnego radykalizmu. W pierwszej wersji Obozu Młodzieżowego, który miał się odbyć pod Suwałkami, przewidywano w programie m.in. "przemarsze przez okoliczne wsie w celu pozyskania ludności wiejskiej dla idei rewolucji", "marsz na Suwałki ku czci poległych Bolszewików w bitwie z faszyzującymi siłami prowadzonymi przez Piłsudskiego" oraz "przemarsz przez Warszawę pod czerwonymi sztandarami, pod rewolucyjnymi hasłami". Teraz, zamiast pozyskiwania ludności oraz czczenia bolszewików, proponuje się jedynie kursy kick-boxingu i piosenki rewolucyjnej, marsz na Warszawę opatrzono zaś realistyczną klauzulą: "jeżeli frekwencja na obozie będzie sprzyjająca".

 

Bezrobotni zmywają się i leją wodę na młyn

Niewykluczone, że ów smętny realizm wynika z niedawnego zderzenia rewolucyjnej teorii z nieposłuszną praktyką, do którego doszło w Łukowie z powodu braku świadomości klasowej u tamtejszych bezrobotnych. Towarzysz z OA tak to zwięźle relacjonuje w swych prostych proletariackich słowach (stylistyka i pisownia oryginału):
"Od początku tej inicjatywy Ofensywa Antykapitalistyczna mocno się zaangażowała. Wydaliśmy specjalny numer gazety «Jedność Pracownicza», nasz delegat pojechał specjalnie do Łukowa, skąd miał wyruszyć marsz liczący około 100 osób. Mieliśmy im pomagać. Na miejscu okazało się, że zdołały się zabrać zaledwie 4 osoby, mimo wszystko w tym składzie bezrobotni postanowili wyruszyć. Wraz z naszym delegatem marsz dotarł do Warszawy zgodnie z planem. Protestanci mieli tu rozstawić namioty przed Urzędem Rady Ministrów i koczować, żądając poprawy bytu bezrobotnych bądź zapewnienia godziwych miejsc pracy zarobkowej. Niestety bezrobotni zrezygnowali z dalszego ciągu akcji na Alejach Ujazdowskich, choć OA zorganizowała namioty. Bezrobotni się po prostu zmyli. W ten sposób cel akcji został zaprzepaszczony.

Moim zdaniem był to błąd, bo nawet, gdyby Policja ich zgarnęła, to takim działaniem Rząd nazywający siebie lewicowym, shańbiłby się i pokazał, że jest przeciwko bezrobotnym.

Kliknij, by powiększyć [22 KB]
[Oto jak postępowo i zarazem tradycyjnie manifestuje Ofensywa Antykapitalistyczna]
Jeszcze jeden ważny fakt z tej akcji: w czasie marszu bezrobotni pomstowali na «Żydów», lejąc wodę na młyn waszym przeciwnikom, którzy krzycząc o antysemityzmie w Polsce odwracają uwagę opinii publicznej od istoty rzeczy. Nie potrafią jeszcze zrozumieć, że linia podziału nie biegnie na linii «Żyd» - «Nieżyd», lecz na linii kapitalista - proletariusz".
 

"Gazeta Wyborcza" dolewa jeszcze trochę wody i miele

O Żydach rzeczywiście lepiej nie wspominać, więc może to i dobrze, że bezrobotni się zmyli, zamiast z nudów otwierać swe antysemickie paszcze w samych pryncypalnych Alejach Ujazdowskich. "Zaplugawił się wam język tym burżujskim plugastwem na glanc (...) Kompromitujecie ino rewolucję" - jak powiada jeden z czeladników do Sajetana Tempe w "Szewcach" Witkacego.

Nie trzeba zresztą zaraz aż "pomstować" na Żydów, by - zgodnie ze słowami czujnego towarzysza z OA - lać wodę na młyn. Jak naukowo wycisnąć z Polaka antysemitę, pokazała niedawno "Gazeta Wyborcza", która obstalowała sobie w OBOP-ie stosowny sondaż, a za co zapłaciła, to też i dostała. Dziś bowiem tzw. ethos świata nauki mocno zbliżył się do tej złotej zasady świata obrotnych subiektów, która głosi, że wypłacalnego klienta nigdy nie wolno pozostawić niezadowolonym.

Ponieważ o samym sondażu było już w ostatnim numerze "Najwyższego CZASU!" bodaj w trzech miejscach, przypomnę tylko krótko, że "próbce reprezentacyjnej" liczącej 1009 osób postawiono trzy pytania. Pierwsze z nich brzmiało jeszcze dość rozsądnie: "Jakie grupy w Polsce mają za duży wpływ na sprawy naszego kraju?" Niestety, z punktu widzenia żarliwych antyantysemitów zupełnie nie wypaliło, gdyż to, że wśród tych nazbyt wpływowych grup mogą być Żydzi, przyszło do głowy jedynie ośmiu (!!!) z wszystkich 1009 przepytanych (0,8%).

Naukowcy zaczęli tedy drążyć głębiej, wywoływać "skojarzenia", podsuwać "kategorie etniczne" etc., co zaowocowało drugim pytaniem: "Czy któraś z mniejszości narodowych żyjących w Polsce ma za duży lub za mały wpływ na sprawy naszego kraju?". Na to już dało się złapać 19% respondentów, ale wciąż jeszcze "prawie trzy czwarte badanych konsekwentnie potwierdziło, że nie patrzy na społeczeństwo w kategoriach etnicznych".

Jednak i na tych zatwardziałych nauka znalazła sposób! Mianowicie poprzez "przywołanie wprost antysemickiego stereotypu" w trzecim pytaniu: "Jaki wpływ na sprawy kraju mają Żydzi, którzy żyją w Polsce?". Na szczęście kolejne 24% procent wystękało wreszcie, że "za duży" (nb. wciąż o cztery procent mniej niż tych, co twierdzili, że "taki jak powinni"!), więc można było w końcu przesłuchiwanych puścić do domu, a potem wyjąć kalkulator i porachować, że antysemitów jest w Polsce - wyjcie jerychońskie trąby! - więcej niż spirytusu w wódce, bo aż całe 43 procent. Skądinąd strasznie długo to rachowanie trwało, bo sondaż przeprowadzono na początku kwietnia, a "Gazeta" opublikowała wyniki dopiero pod koniec lipca. Dobrze, że chociaż rok się zgadza.

A gdyby nawet się nie zgadzał, to i co z tego? Z presupozycji zawartych w pytaniach jasno bowiem widać, że w istocie były to badania metafizyczne, czynione poza czasem i przestrzenią. Jeśli bowiem żydowskie wpływy są jedynie urojeniem ciemnych antysemickich łbów, to znaczy, że nigdy nie można zwyczajnie w zgodzie z faktami stwierdzić, że są one "za duże". Zawsze będzie to - niezależnie od jakichkolwiek faktów! - jedynie "negatywny stereotyp Żyda", a nie sąd o rzeczywistości, który, owszem, czasem może być fałszywy, ale czasem może też być jednak i prawdziwy.

Skoro tedy, jak założyli uczeni mężowie, nie jest w mocy Żydów tak się natężyć, by kiedykolwiek mieć wpływy "za duże", to zupełnie na miejscu okazuje się też i pytanie: "Czy nie uważa Pan/Pani, że Żydzi powinni mieć w Polsce większe wpływy?". Negatywna na nie odpowiedź ("nie powinni") bez wątpienia świadczyłaby o utajonym antysemityzmie, bo jeśli Żydzi i tak "za dużych" wpływów nigdy z definicji mieć nie mogą, to ten, kto im jeszcze odrobiny tych wpływów żałuje, z pewnością czyni tak wyłącznie z nieracjonalnych i - użyjmy kolejny raz tego słowa - plugawych pobudek.

Na szczęście są u nas również instytucje, na które można pogrymasić z czystym sumieniem, nie blokując później dostępu do konfesjonału skruszonym antysemitom. Nieoceniony OBOP właśnie znowu coś zbadał i - jak doniósł PAP - tym razem aż 56 procent badanych uznało - i to bez "skojarzeń", "sugestii", czy brania w krzyżowy ogień pytań! - że "wpływ tej instytucji jest za duży". Chodzi, ma się rozumieć, o Kościół katolicki.

Czyżby zatem Polska z kraju tradycyjnie antysemickiego zamieniła się w kraj tradycyjnie antyklerykalny? Proszę się na wyrost nie niepokoić, bo i w tym wypadku bez metafizyki nie razbieriosz. Otóż Żydzi, wiadomo, za dużych wpływów mieć nie mogą, bo, jak stwierdził autorytatywnie sam profesor Antoni Sułek, "Żydzi w Polsce to mikroskopijna część populacji". Ponieważ jednak księża w Polsce to jeszcze bardziej "mikroskopijna część populacji", stwierdzenie, iż wpływ Kościoła jest "za duży", znaczy po prostu, że jest to wpływ nie na miarę jego naturalnych, ludzkich sił, czyli że działają tu także jakieś siły nadnaturalne. Z czym oczywiście każdy porządny katolik natychmiast zgodzić się powinien, boć przecie wiadomo, że w Kościele mieszka Duch Święty i wieje z niego, kędy chce.

Co było też i do wykazania. Amen.


BIJ IZRAELCZYKA! RATUJ PALESTYNĘ!

Jeśli idzie o wszelkie "sondaże społeczne", najważniejsze jest zawsze zadanie odpowiednich pytań. Gdy obracają się one wokół mniejszości etnicznych, Żydów etc. można z góry obstawiać, że antysemicka będzie tzw. radykalna prawica (czyli przeważnie narodowcy, często zresztą tęgo socjalizujący), natomiast lewica - nie. I rzeczywiście: naukowcy z OBOP-u stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że zwolennicy Unii Wolności antysemitami nie są.

Można jednak pytać nieco inaczej, bez "skojarzeń" i "przywoływania stereotypów", na które każdy wytrawny lewicowiec natychmiast zareaguje w stylu towarzysza z OA - że nie będziemy lać wody na młyn etc. Na przykład zapytać, między innymi, o stosunek do Izraela.

Tak postawione pytanie znalazło się w Polskim Generalnym Sondażu Społecznym z 1995 roku, badani zaś (próbka licząca 1603 osoby) mogli wybrać odpowiedź na skali od 1 (nie lubi) do 10 (lubi), lub odpowiedzieć "nie wiem". Według podobnej skali sami określali też swoje poglądy: od 1 (lewica) do 10 (prawica).

Okazało się wówczas, że wśród respondentów deklarujących poglądy lewicowe (na skali poglądów politycznych cyfry od 1 do 5) nie lubi Izraela aż 40,3%, lubi - 54,9%. Natomiast wśród osób o poglądach prawicowych rozkład ten był znacząco odmienny. Ponad trzy czwarte z nich lubi Izrael (77,8%), nie lubi - jedynie 16,8%!

Ponieważ polski antysemita koniecznie musi być prawicowcem, najlepiej zaś jeśli jeszcze każdego napotkanego Żyda topi w chrzcielnicy i pierze krucyfiksem, nic dziwnego, że o wynikach sondażu PGSS mało kto słyszał. Jednak i one też nie są, na dobry ład, specjalnie zaskakujące.

Trudno bowiem sobie wyobrazić lewicę, która nie będzie "antyimperialistyczna", to znaczy antyamerykańska, a w konsekwencji również antyizraelska. Na razie nie zanosi się na rozerwanie tego równania i dlatego najbardziej postępowy polski staruszek, czyli JE Aleksander Małachowski, mówi jednym tchem o "chłopcach", którzy zaatakowali WTC i Pentagon, oraz o nie mniej dzielnych "chłopcach z Palestyny", niesłusznie nazywanych terrorystami. Dlatego też jedną z pierwszych "akcji" Ofensywy Antykapitalistycznej była demonstracja pod ambasadą izraelską z poparciem dla "wolnej Palestyny".

Bo czyż to nie przyjemnie przyłożyć izraelskiemu imperialiście ze świadomością, że czyni się tak w imię postępu, a jednocześnie - zachowując dyskretną więź między dawnymi a nowymi laty - po staremu bije Żyda?

LS


© Lech Stępniewski sierpień 2002

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny