Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

PRZYGODY ROZUMU

LECH STĘPNIEWSKI


Gdy po reformach Klejstenesa w Atenach na dobre utwierdziła się demokracja, obywatelom zaczęło się wydawać, że każdy z nich jest równie dobry jak drugi. Nie żeby zaraz garncarz mógł zastąpić kamieniarza, kamieniarz piekarza, a piekarz, powiedzmy, zajął się wyrobem sandałów. O nie! Aż tak całkiem Ateńczycy nie sfiksowali: w końcu placki trzeba zjeść, sandały wzuć na nogi, niestrawność zaś i odciski skutecznie uwalniają człowieka od nazbyt śmiałych rojeń.

Ale już w polityce, a zwłaszcza w mieleniu ozorem na agorze - proszę bardzo, wszyscyśmy równi. Skoro każdy obywatel - jeśli tylko bób przy losowaniu będzie mu sprzyjał - może objąć najwyższe urzędy w państwie: zostać sędzią, archontem, czy nawet na jeden dzień przewodniczącym Zgromadzenia Ludowego, to znaczy, że rozum ma z pewnością nie gorszy od sąsiada.

Demokracja nie zasadza się jednak na żadnej "wspólnocie w rozumie", ale na gadulstwie. Ludzie z tupetem i fantazją opowiadają rozmaite cuda-niewidy, a kto innych przegada, bajkę najpiękniejszą opowie, ten niechaj nam żyje sto lat, i kochamy go, póki rzeczywistość - tj. placki i sandały - nie przypomni boleśnie o swym istnieniu. Nic więc dziwnego, że jakoś tak w tym samym czasie, zaczęli przybywać do Aten rozmaici filuci, rozgłaszający, iż za niewygórowaną opłatą potrafią wygimnastykować chętnym język nie gorzej, niż nauczyciel gimnastyki czyni to z innymi członkami. Ponieważ obiecywali nauczyć mądrości, nazywano ich 'mędrcami' - sofistami.

Sami uważali się za rodzaj praktycznych filozofów. Ponad prawdę przedkładali zwycięstwo w dyspucie, kandydatów na polityków uczyli "jak pogląd słabszy uczynić silniejszym", w sprawach moralności zaś byli relatywistami. Gdzie tu, pytali, obiektywne dobro lub zło, jeżeli różnym ludziom różne rzeczy dobrze służą. Musiały te rewelacje z pewnością dodawać animuszu prostodusznym obywatelom ateńskim przy uchwalaniu nowych ustaw.

 

Filozofia za 2,14 pln/min z VAT

Demokrację mamy akurat jak się patrzy, prawodawcom naszym śmiałości też nie brakuje, a i wybory za każdym razem przypominają tę wielką prawdę, że posłem albo nawet prezydentem może zostać u nas byle kto. Dlatego nie zdziwiłem się zbytnio, gdy zwrócono mi niedawno uwagę na pewne ogłoszenie w "Życiu Warszawy" następującej treści:

"Maria Szyszkowska - filozof, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, na podstawie wiedzy i doświadczenia poradzi Ci jak żyć w zgodzie z własnym ja i przezwyciężać presję poglądów i obyczajów. Zadzwoń i wybierz temat interesującej Cię porady".

Porad do wyboru jest dziesięć i noszą one takie oto filozoficzne tytuły: "Niezbędność zaaprobowania siebie", "Brak pewności siebie", "Erotyzm", "Samotność", "Szczęście", "Flirt", "Upływ czasu", "Marzenia", "Uroda życia", "Inność". Niżej wielkimi wołami numer telefonu i malutkimi literkami: "Telemedia 2,14 pln/min z Vat".

No, pomyślałem, red. Michalkiewicz będzie miał się z pyszna, gdy to sobie przeczyta. Nie tak dawno grymasił nad filozoficznymi kompetencjami prof. Szyszkowskiej, gdy oznajmiła, że zdefiniowanie pornografii przekracza możliwości ludzkiego rozumu, a tu proszę: i tematy nie byle jakie, i "na podstawie wiedzy i doświadczenia".

Widać też, że panią profesor aż pili, by obdarować ludzkość swoją mądrością, bo cenę ustaliła niewysoką. Inna pani profesor "na telefon" - "DAVID HARKLAY, prywatnie prof. Violetta Koseska" - bierze za "indywidualny horoskop interpretowany na żywo" równo dwa razy więcej.

Owszem, horoskop dobra rzecz, bo jeśli w gwiazdach stoi, że musowo zostanę profesorem, i to może nawet samego "Uniwersytetu Warszawskiego", to na co mi wtedy jeszcze mądrość, choćby i od prof. Szyszkowskiej. Ot, przejrzę sobie rano gazetki, żeby zobaczyć, gdzie najlepiej dać fajne ogłoszenie - i tyle. Docenci stanowczo powinni przepuszczać swe granty dzwoniąc do DAVIDA HARKLAYA płci żeńskiej.

Z drugiej jednak strony, gdybym miał zamiar zostać, na przykład, damą swobodnych obyczajów, skusiłaby mnie raczej bogatsza duchowo oferta filozoficzna. Najpierw postarałbym się naturalnie "przezwyciężyć presję poglądów i obyczajów" mniej swobodnych, by uznać "niezbędność zaaprobowania siebie", dzięki czemu rychło pozbyłbym się "braku pewności siebie" i nabrał kwalifikacji zawodowych. Potem wystarczyłby już tylko krótki "flirt", szczypta "erotyzmu", jakieś "marzenia", i już mógłbym smakować "urodę życia" oraz zaznawać pełni "szczęścia", nie przejmując się zgoła tym, że po balu czeka mnie jeszcze "inność", "upływ czasu" i wreszcie "samotność".

 

Filozofia za 125 zł

Równocześnie z ogłoszeniem prof. Szyszkowskiej otrzymałem od życzliwej duszy zieloną płachtę z cudacznym anonsem mającego się odbyć w tym roku w Warszawie Pierwszego Europejskiego Kongresu Uniwersalizmu, którego celem będzie "współtworzenie otwartego europeizmu jako samowiedzy Europejczyków i rozwijanie uniwersalizmu, w tym planów integracji i syntezy nauk, kultur i praktyk".

O uniwersalistach pisałem równo rok temu, gdy obiecywali wytworzyć "po raz pierwszy w dziejach naprawdę racjonalne, aideologiczne społeczeństwo uniwersalne, oparte rzeczywiście na nauce i na etyce". Chwała Bogu, nic przez ten czas nie wytworzyli, nie zintegrowali i nie zsyntetyzowali, bo do roboty jakoś nie bardzo się palą, a wtedy szło im jedynie o wyłudzenie kolejnej dotacji na swoje powszechnie nie znane pismo. Artykuł wywiesiłem w Internecie ["Uniwersaliści proszą o wsparcie"], więc kto ciekawy, niechaj sobie poczyta.

Co to takiego ów uniwersalizm, do dziś się jeszcze całkiem nie wyjaśniło, choć tylko z Komitetu Badań Naukowych panowie uniwersaliści zgarnęli w zeszłym roku sumę przeszło dwa razy większą (70 tys. zł), niż cała reszta czasopism naukowych Wydziału Filozofii i Socjologii UW. Tacy już są: biorą pieniądze i nawet nie chce im się jasno napisać, na co je przepuszczają!

Z lektury zielonego anonsu wynika jednak, że zostać uniwersalistą nie jest trudno: wystarczy dodawać gdzie popadnie przymiotnik 'uniwersalny' albo lepiej: 'uniwersalistyczny'. Zupełnie tak samo, jak za socjalizmu narodowego dodawało się wszędzie 'aryjski', a za socjalizmu międzynarodowego - 'proletariacki'. Wtedy była "aryjska fizyka" i "proletariacka moralność", teraz zaś jest "etyka (...) uniwersalistyczna, a nawet uniwersalna etyka", "uniwersalistyczna ekologia", "medycyna uniwersalistyczna", "cywilizacja uniwersalistyczna", "uniwersalizm Jana Pawła II i ONZ", "Havla koncepcja uniwersalizmu", "uniwersalizm przeciwko nacjonalizmowi", "młodzież jako podmiot uniwersalny", a nawet "rozwój uniwersalny" i "wieczne, dlatego uniwersalne znaczenie" dzieła Janusza Korczaka. Podkreślam, że cały ten słowotok wypisałem nie z 3 tomów grubych jak u Hegla, ale z jednej kartki formatu A-3.

W tym miejscu muszę poczynić pewną uniwersalną uwagę natury moralnej. Otóż ogłoszenie prof. Szyszkowskiej, jakkolwiek by osobliwe czyniło wrażenie, jest jej prywatną inicjatywą, zostało opłacone z jej prywatnych pieniędzy i pozostawia prywatnej decyzji czytającego, czy zadzwonić i dać pani profesor zarobić, czy też nie. W elementarnym sensie jest to zatem przedsięwzięcie uczciwe.

Natomiast uniwersaliści bredzą, piszą, lulki palą za nasze, zagrabione nam "na naukę" pieniądze. Ale gdyby ktoś przypadkiem zechciał wybrać się na Europejski Kongres Uniwersalizmu, by zobaczyć, co się z jego pieniędzmi dzieje, musi za to dodatkowo zapłacić z własnej kieszeni, gdyż "warunkiem uczestnictwa biernego w obradach jest wykupienie białego identyfikatora za 30 zł". Gdyby zaś przy okazji chciał jeszcze powiedzieć uniwersalistom, co o tym wszystkim myśli, musi zapłacić 4 razy tyle, bowiem "uczestnictwo (...) z prawem zabierania głosu (...) kosztuje 125 zł".

Kiedy w Atenach wystawiano komedię, koszty przygotowania chóru brali na siebie zamożniejsi obywatele, natomiast ubogim państwo fundowało dwa obole na bilecik - żeby biedacy choć naśmiać mogli się do woli. Dziś, jak pokazuje przykład "Europejskiego Kongresu", biedny płaci za komedię dwa razy: raz, gdy ją z jego podatków wystawiają, i drugi raz, gdy chce ją potem obejrzeć. Ale wtedy najczęściej już mu wcale nie do śmiechu.


© Lech Stępniewski marzec 1997

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny