Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

O PRZEZNACZANIU

LECH STĘPNIEWSKI


1. Stanisław Michalkiewicz zrobił rachunek antenowego istnienia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i doszedł do wniosku, że "gdyby (...) telewizja wykorzystała czas darowany panu Owsiakowi na emisję reklam, to zarobiłaby z tego tytułu 109,5 mld zł". Jest to rozumowanie liberalne w formie - nie ma darmowych obiadów, więc liczmy koszty ukryte - lecz socjalistyczne w treści.

2. TV rzeczywiście funkcjonuje jak zakład produkcyjny, który wytwarza czas antenowy. Po części sprzedaje go przymusowo właścicielom telewizorów pod postacią programów, po części zaś oferuje do wykorzystania - m.in. na ogłoszenia kupieckie. Kosztuje to słono, więc byłoby pewną przesadą utrzymywać, że chętni walą drzwiami i oknami. Gdyby jednak tak się jakoś złożyło, że TV miała wówczas klientów na dodatkowe sześć godzin reklam, lecz rzekła im: Oto zabierzcie mamonę nieprawości swojej, albowiem gotuję się już na powtórne przyjście p. Owsiaka, red. Michalkiewicz miałby całkowitą rację. Należałoby zatem udowodnić, że ktoś konkretny chciał kupić choć minutę z czasu darowanego p. Owsiakowi, ale odszedł z kwitkiem.

Tymczasem red. Michalkiewicz zadowala się socjalistycznym przesądem, że wyprodukowane = potrzebne, a więc sprzedane. Wystarczy "przeznaczyć" sześć godzin na reklamy i już.

3. Socjaliści patrzą na świat z punktu widzenia producenta i dlatego ich marzeniem jest swego rodzaju anty-rynek. Na tym zwyczajnym ludzie wybierają towary i kupują sobie to, na co akurat mają ochotę. Natomiast na "rynku" socjalistycznym właśnie producenci (a ściślej: urzędnicy państwowi organizujący produkcję) mogliby sobie dobierać ludzi do tego, co akurat udało się wyprodukować. Wtedy istotnie wystarczyłoby "przeznaczyć" dowolną porcję dowolnego towaru bez obawy, że nie znajdzie się chętny.

Oczywiście trudno sobie wyobrazić takie "przeznaczanie" bez administracyjnego ściągania daniny. W tym wypadku z firm, które musiałyby owe sześć godzin reklam wykupić, bo w przeciwnym razie wszystkie obliczenia przyszłych zysków diabli biorą. Redaktor Michalkiewicz po prostu mocno wierzy, że gdyby jemu pozwolono tak ściągać i przeznaczać, byłby lepszym gospodarzem. To zrozumiałe. Wielu ludzi do dziś szczerze wierzy, że oni socjalizm urządziliby lepiej.

4. Nadto jego rozumowanie aż prosi się o redukcję do absurdu. Skoro bowiem TV mogła na sprzedaży sześciu godzin bez trudu zarobić ponad 100 mld (o klientów postępowo nie pytamy), czy nie byłoby roztropniej, gdyby za jednym zamachem - i równie łatwo - rozprzedała hurtem cały swój czas antenowy (ponad 30 godzin w obu programach). Toż to dopiero kupa forsy! Grubo ponad 100 bilionów złotych rocznie! Ten prosty sposobik patentuję i zgłaszam niniejszym jako mój osobisty wkład w rozwiązanie bolesnego problematu długów państwowych.

5. Nie trzeba zachwycać się p. Owsiakiem by przyjąć, że puszczano go w TV nie zamiast reklam, lecz np. zamiast programów, które w sumie kosztowałyby drożej niż te sześć godzin transmisji. Możliwe też, że w TV obstalowano pierwotnie mniejszą porcję reklam, ale na wieść o przybyciu p. Owsiaka (napędzającego przed telewizory sporo młodzieży), producenci napojów bąbelkowych, czekoladek itp. dziecięcych uciech czym prędzej wykupili dodatkowe minuty.

Widzi mi się, że to nawet całkiem prawdopodobne. W końcu na pomocy, dzieciach i serduszkach z lewej strony robi się najlepsze interesy.


© Lech Stępniewski marzec 1994

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny