Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

PREZESIE! NIE LĘKAJCIE SIĘ!

LECH STĘPNIEWSKI


W poprzednim stuleciu, gdy wierzono jeszcze, że ludzkość z biegiem dziejów nabiera rozumu, historycy pisywali czasem o panice roku tysięcznego. Przodkowie nasi - opowiadano wtedy - pozbawieni dobrodziejstw nauki, więc mniej od nas rozumni, przypomnieli sobie pod koniec pierwszego millennium przepowiednię z Apokalipsy: "A gdy się skończy tysiąc lat, z więzienia swego szatan zostanie zwolniony" (20,7). W prostocie ducha wzięli ją dosłownie, no i strach ich obleciał, że wraz z rokiem tysięcznym nadejdzie obiecany Koniec Czasów. Dla zeszłowiecznych racjonalistów był to dobry przykład tzw. "średniowiecznego zabobonu".

Dzisiaj już mało kto sądzi, że nauka chroni od głupoty. Wszyscy - jak powiadał Szwejk - i tak mądrzy być nie mogą, bo wtedy byłoby na świecie tyle mądrości, że co drugi człowiek by od tego całkiem zgłupiał. Dlatego ludzkość kierowana instynktem samozachowawczym głupieje i mądrzeje na przemian, i trzeba doprawdy mądrości niezwykłej, by przewidzieć, kiedy ludziom znowu zachce się, z potrzeby ducha, zgłupieć. Pan Prezes utrzymuje ("Jeszcze trzy lata", "NCz!" 1/1997), że nastąpi to już niebawem: po pierwsze, za sprawą promieniowania słonecznego; po wtóre, ponieważ zbliża się rok 2000 - data świetnie pasująca na popularny termin Końca Świata albo przynajmniej Wielkiej Przemiany.

Prawda, proste umysły często uważają okrągłe liczby za wyróżnione i bardziej znaczące od innych (dla przeciętnej kobiety 9 złotych i 90 groszy to cena niemal jakościowo odmienna od pełnych 10 złotych, choć różnica wynosi zaledwie 1 procent). Do tego dochodzi tradycja jubileuszy, rocznic, planów, więc jakże tu nie pomyśleć, że i dobry Pan Bóg, wzorem ministra Kołodki, oparł swoją ekonomię zbawienia na jakimś "pakiecie 2000", w którym tysiąclecia są czymś w rodzaju boskich "piatiletek".

Według Prezesa takie nastroje paraumysłowe będą miały, jak większość urojeń, bardzo realne konsekwencje. "W zasadzie więc nadciągający rok jest ostatnim, w którym można do szerszego ogółu przemawiać językiem racjonalnym". Potem, panie i panowie, szlus - zacznie się "psychoza końca Millenium".

Co tu gadać, wzruszyła mię ta wiara Prezesa, że teraz można jeszcze "przemawiać językiem racjonalnym", i to w dodatku do "szerszego ogółu" - chyba z UP i ROP włącznie! Natomiast przepowiednię milenijnej psychozy, w dodatku fajniejszej niż zwyczajne wariactwa, przyjąłem dość sceptycznie.

W końcu nawet przed rokiem tysięcznym - historycy są dziś co do tego raczej zgodni - żadnej paniki nie było!

"W ciągu całego X wieku - podaję za Jeanem Delumeau - jedna jedyna osobistość wyznaczyła światu odrodzonemu przez Chrystusa termin tysiącletni i nic nie wskazuje, by przeraziło się tym wiele osób". Pierwszy znany opis przerażeń roku tysięcznego pochodzi dopiero z końca XV wieku i jest raczej wyrazem humanistycznej pobłażliwości dla trwóg epoki barbarzyńskiej. Niekompletność źródeł nie ma w tym wypadku większego znaczenia.

"Jeżeli (...) masy nie uległy wtedy powszechnej panice (...) - podkreślał Marc Bloch - działo się tak przede wszystkim dlatego, że ludzie tej epoki, głęboko wciągnięci w całoroczny rytm pór roku i liturgii, na ogół nie myśleli o liczeniu lat, a tym bardziej o liczeniu ich za pomocą rachunku opartego na jakimś ujednoliconym systemie". W rzeczywistości rok tysięczny "dla bardzo wielu ludzi Zachodu (...) nie kojarzył się z żadnym dokładnie sprecyzowanym okresem w paśmie mijających dni".
Inaczej mówiąc: wierzono w tę samą apokalipsę, ale brakowało wspólnego kalendarza, by móc wyznaczyć jej termin.

Dziś jest akurat odwrotnie: mamy w zasadzie jeden kalendarz światowy i przynajmniej kilkanaście liczących się - oraz konkurujących ze sobą! - wyobrażeń apokalipsy, co w sumie daje jednak efekt równie mizerny. Założenie Prezesa, iż "nastroje związane z nadchodzącym Nowym Tysiącleciem wystąpią tylko w krajach naszej cywilizacji" - co w pewnym sensie by te nastroje zagęściło i wzmogło - utkane jest z mgły. Cóż bowiem z tego, że muzułmanie, Japończycy, Chińczycy czy Żydzi stosują niekiedy "własne rachuby czasu", skoro jednocześnie uczestniczą w powszechnej cywilizacji. Japończycy mogą zastanawiać się w nieskończoność nad skutkami przemian w erze Meiji, lecz prawdziwie rzeczywistą rachubą czasu jest dla nich ta, wedle której zawierane są transakcje na tokijskiej giełdzie. Zgodnie z tym samym kalendarzem statki zawijają do portów, latają samoloty, a Bank Światowy udziela kredytów.

(Na marginesie: przyjęło się pisać "hidżra" a nie "hedżra". dla Żydów nie "wybije niedługo rok 5000", bo już jest 5757 - dlatego śpiewamy o Jezusie Chrystusie, że był "cztery tysiące lat wyglądany".)

Owszem, ludzie innych kultur mają do przejętych od nas cyferek raczej chłodny stosunek. Co ich, na dobry ład, ostatecznie obchodzi okrągła rocznica urodzin jakiegoś osobliwego Żyda, który, o ile wiadomo, ani nie był prawnikiem, ani nie założył żadnego banku. Ale czy aby na pewno w Europie, po dwóch stuleciach antychrześcijaństwa, uda się jeszcze wykrzesać przy tej okazji jakąkolwiek, choćby nawet paniczną, żarliwość? Jednocześnie żaden z wielkich kościołów chrześcijańskich nie wiąże roku dwutysięcznego z Końcem Czasów, Papież zaś wprost powiada, że pragnie wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie i przygotować do dwutysięcznej rocznicy Misterium Golgoty przypadającej wg tradycyjnej chronologii na rok 2033.

Prezes twierdzi jednak, że początki nadciągającej psychozy już widać, bo "rośnie liczba rozmaitych nowych (...) sekt". Rośnie? Jeśli pominąć Rosję, to w porównaniu z tym, co działo się na świecie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (New Age i era Wodnika!), można by raczej twierdzić, że jest akurat odwrotnie. Skądinąd wielość sekt to najlepsza gwarancja ich znikomej skuteczności i właściwie należałoby sobie życzyć ich urodzaju po to, by uniknąć psychoz naprawdę masowych. Prorocy, których liczy się na tuziny, szybko powszednieją i jeśli nawet Chrystusowi wierzono tak niezobowiązująco (kończył po trzech latach raptem z jedenastoma uczniami!), to właśnie dlatego, że w ówczesnej Palestynie akurat proroków nie brakowało. W USA istnieje dziś więcej sekt niż w jakimkolwiek innym kraju, lecz w znacznym stopniu wzajemnie wytłumiają one swoje energie, natomiast w Rosji są groźne właśnie dlatego, że jest ich jeszcze tak niewiele!

(Na marginesie: sekta na Ukrainie to Białe Bractwo a nie "Biała Mateczka". Rosja nie była "tradycyjnie (...) wylęgarnią rozmaitych sekt". amerykańscy Amisze nie wywodzą się z Rosji, co najwyżej niektórzy z nich najpierw wyemigrowali z Holandii do Rosji, a dopiero stamtąd do Ameryki; Mennonici i starowiercy wyraźnie różnią się doktrynalnie, więc nie bardzo wiem, jak można by obie te religie wyznawać naraz.)

Jest jeszcze jedna szczepionka na panikę przed Końcem Świata - wolny (choć trochę) rynek!

Przecież oprócz "firm robiących business na uroczystościach millenijnych" zawsze będzie więcej tych, które robią business na zwykłym życiu. Już to widzę: koniec roku 1999, w TV kolejny prorok odmalowujący straszliwość kar piekielnych a zaraz potem reklama nowego automobilu z kontyngentu na rok 2000 - "Pewnie piekielnie drogi? Dzięki Bogu, nie!" I idę o zakład, że nawet najbardziej paraumysłowe i kipiące apokalipsą pisemka będą również wtedy zachęcać swoich czytelników do przedłużenia prenumeraty na następny rok...

Więc właściwie nie ma się czego lękać, chyba że... Chyba że ZUS jednak zbankrutuje i szlag trafi emerytury i renty a nawet zasiłki macierzyńskie, iżby się wypełniły słowa Pisma: biada brzemiennym w one dni. Wielu zaś z tego pokolenia straci mamonę swoją, albowiem napisano: dzień Pański przyjdzie jak złodziej...

Ba, dobry Boże, ale żebyś Ty widział, jakie my sądne dni i złodziejstwo musimy tu wytrzymywać po każdych wyborach!


KONTRA

Na mój artykuł W.Cz. Prezes UPR Janusz Korwin-Mikke odpowiedział w następnym numerze "Najwyższego CZASU!" tak:

P. Lech Stępniewski pozwolił mi łaskawie nie lękać się przełomu wieków. Ja się nie lękam: zastanawiam się tylko, jak się wtedy zachowywać! Natomiast nie zgadzam się z następującymi tezami mego Polemisty:

1. Japończycy, Arabowie itd. też liczą czas wg "naszej ery" - "zgodnie z tym kalendarzem zawierane są transakcje na tokijskiej giełdzie, statki zawijają do portów, latają samoloty, a Bank Światowy udziela kredytów". Zapewne - ale znikomy procent Japończyków gra na giełdzie, lata samolotami, pływa statkami i pożycza z Banku Światowego - a w dodatku akurat nie są to ci, którzy mogliby popaść w psychozę końca wieku! Przy okazji: sposób liczenia lat nie odgrywa żadnej roli przy lataniu samolotem (ani nawet rakietą!) - a przy korespondencji z Arabami komputery automatycznie piszą daty licząc od Hedżry, w dodatku arabskimi cyframi od prawej strony... P. Stępniewski poprawia mnie na "hidżry". Zawsze pisałem np. Hedżas, a nie Hidżas. Czy coś się zmieniło? Póki co, ja piszę, jako dobry konserwatysta, Kambodża, a nie Kampucza.

2. Nastroje "millenaryjne nie wybuchną". Dziś właśnie jechałem z taksówkarzem, który - bez żadnej zachęty z mojej strony (mam świadka!) powiedział, że "z kim by nie rozmawiał, wszyscy niepokoją się nadciągającym końcem Tysiąclecia". Anomalie pogodowe nieźle temu sprzyjają!

3. Nie było paniki w roku 1000. Bo nie było "powszechnej przymusowej oświaty", więc ludzie nie ogłupieli! Zwracam uwagę, że w ogóle chrześcijaństwo wyznawała mniejszość Europy (w Polsce może 10%), czytać, rachować umiało i kalendarz znało może 2%, w dodatku rachuba lat nie była ustalona (obecnie przyjęta jest najprawdopodobniej przesunięta o 4 lata w stosunku do prawdziwej!).

I jeszcze jedno: liczby zapisane D, M czy MM nie są tak "okrągłe" jak 500, 1000 czy 2000. Liczenie rzymskie nie jest całkiem dziesiętne - a przed rokiem 1000 cyfr arabskich nie używano. Zresztą: sam p. Stępniewski cytuje znanego historyka, Marka Blocha, używającego podobnych argumentów.

4. Amisze wywodzą się z Rosji. Natomiast w kalendarzu hebrajskim istotnie rąbnąłem się o 1000 lat - przepraszam.

5. Nie twierdziłem, że wielość sekt powoduje, że ich wpływ staje się groźny - twierdziłem tylko, że ich powstawanie jest symptomem narastającej fali irracjonalizmu. Jak bowiem inaczej nazwać samobójstwo - pardon: odlot na ogonie komety - 39 najwyższej klasy informatyków?


REKONTRA

1. Panu Prezesowi wolno oczywiście wymyślać własną konserwatywną pisownię, ale już "za cysorza Franca" nie pisano "hedżra", lecz jeszcze inaczej: "hedżira" lub "hegira" ("Słownik wyrazów obcych" Michała Arcta z 1913 r. na stronie 294). Także "Historya literatury powszechnej" Juliana Adolfa Święcickiego z roku 1901 (tom III, "Literatura arabska") używa pisowni "hedżira" - np. na stronie 38. Na stronie 10 jest tam też "Hidżas", a nie "Hedżas".

2. Argumentu "z taksówkarza" nie komentuję, bo czego to taksówkarze nie gadają, by zabawić zacnego klienta...

3. Nie bardzo wiem, z jaką moją tezą nie zgadza się W.Cz. Pan Prezes w tym punkcie, twierdzi bowiem to samo, co ja: że paniki w roku 1000 nie było. I powołuje się na Blocha, którego ja cytowałem.

4. Amisze nie wywodzą się z Rosji. Co najwyżej dla niektórych z nich Rosja była (i to dopiero po roku 1788!) jednym z krajów, do których emigrowali. Tak w każdym razie podają wszystkie znane mi encyklopedie (Britannica, Grolier, Encarta) oraz sami Amisze na swych stronach internetowych (choć, swoją drogą, co to za Amisze, skoro są w Internecie...). W Rosji, owszem, powstał Kościół Braci Mennonitów (Mennonite Brethren Church), ale to nie to samo, co Old Order Amish.

5. Dalej uważam, że więcej sekt pojawiało w latach 60. i 70. niż dzisiaj (czyli, zgodnie z rozumowaniem W.Cz. Prezesa, "fala irracjonalizmu" też była wówczas większa), a jednak wtedy do paniki nie doszło. Nb. informatycy-samobójcy byli co najwyżej średniej klasy.


© Lech Stępniewski styczeń 1997

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny