Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

PORNOGRAFIA POGROMOWA

LECH STĘPNIEWSKI


Nie tak dawno w "Gazecie Wyborczej" pisarz Stefan Chwin zastanawiał się "Czy antysemita jest naszym bliźnim?" i wyszło mu, że chyba nawet jest - tylko jakimś takim pokrzywionym. Ale i dla P.T. Antysemitów zaświeciło w "Gazecie" słońce, bo jury literackiej nagrody NIKE ogłosiło właśnie nazwiska siódemki finalistów.

Kogóż tam nie ma! Jest La Pasionaria polskiego feminizmu, Kinga Dunin, nieprzyjaciółka Rodziny i Moralności. Jest Jerzy Pilch, specjalista od tematów alkoholicznych. Są też - ach, raduj się ksenofobiczne serce! - specjaliści od mniejszości. Artur Daniel Liskowacki został nominowany za powieść "o niemieckich rozbitkach" w powojennym Szczecinie, natomiast panowie Szewc, Grynberg i Gross za opowieści o dolach i niedolach Żydów. Czyli kobiety cierpią, Niemcy cierpią, Żydzi cierpią potrójnie, a Polacy tylko trąbią wódę i cierpią najwyżej wtedy, kiedy mają kaca. Tak w każdym razie wynika z zestawu dzieł tegorocznych laureatów, więc antysemici znowu będą mogli oddawać się do woli swym ponurym obsesjom i czczym urojeniom.

Podejrzewam w tym wszystkim dobrotliwą rękę ojca Stanisława Musiała, jednego z jurorów, który antysemitom umie dogodzić jak mało kto, a w dodatku wybornie zna się na literaturze. Niegdyś wystawiał również świadectwo naukowej rzetelności Janowi Tomaszowi Grossowi. Dziś "Gazeta" podchodzi już do tej kwestii o wiele ostrożniej, pozwalając sobie jedynie na mały sofistyczny zakrętas.

"Teraz wiemy, że w stodole Bronisława Śleszyńskiego spalono nie 1600, tylko raczej 250 Żydów, że w akcji raczej brało udział, niż nie brało, niemieckie komando z Ciechanowa - wszystko to jednak nie zmienia faktu, że polscy sąsiedzi mordowali żydowskich sąsiadów, nie zmienia to też faktu, że wszystko to wiemy po Grossie i dzięki Grossowi".

Ale tak wygląda tylko wersja na użytek krajowy. Na eksport dalej posyła się stary towar. Jak przypomniała piórem Thomasa Urbana "Rzeczpospolita" (1-2 września 2001), we wstępie do niemieckiego wydania "Sąsiadów" Gross po raz kolejny beztrosko oświadcza, że nie ma nic, co chciałby dodać do wydania oryginalnego. Bez zmian pozostaje absurdalna liczba 1600 ofiar. Nie wspomina się o wynikach ekshumacji, o znalezieniu łusek z niemieckich karabinów ani o działalności Einsatzkomando SS pod dowództwem Hermanna Schapera. Czy zatem rzeczywiście zbliżamy się do prawdy dzięki Grossowi, czy może raczej pomimo Grossa?

W przedmowie do niemieckiego wydania "Sąsiadów" Adam Michnik pisze, że odwaga Jana Tomasza Grossa "stawia go w jednym szeregu" z Karolem Jaspersem, Tomaszem Mannem, a także ze Słowackim i Mickiewiczem. Gross i Mickiewicz? Owszem, było coś w wierszu Mickiewicza "Do Franciszka Grzymały" o takim odważnym Żydzie, co to "Polsce dał policzek" i jeszcze przy tym wołał: "Jam kapłan prawdy! fałszujmy i łżyjmy!", ale to może jednak nie o Grossie. A swoją drogą okropnie antysemicka ta nasza literatura...

Nic zatem dziwnego, że istnieje paląca potrzeba stworzenia nowej, lepszej poezji polskiej, w której do spraw żydowskich będzie podchodzić się z należytym taktem i szacunkiem. Potrzebie tej wyszedł niedawno naprzeciw artysta Maciej Zembaty, tworząc na kanwie książki Grossa piosenkę o zbrodni w Jedwabnem zatytułowaną "Maleńki rynek". Artysta Zembaty znany był dotąd głównie z podłożenia słów do "Marsza żałobnego" Chopina (emploi "czarny humor") oraz z antysemickich wybryków polegających na znęcaniu się nad utworami Leonarda Cohena, wybitnego pieśniarza pochodzenia żydowskiego. Być może więc mamy tu do czynienia z próbą pewnej ekspiacji.

Piosenka nie jest, broń Boże, jakaś awangardowa. Przeciwnie, cała została ułożona z żetoników bardzo już wyślizganych. Nastrój sierceszczypatielnyj niczym z ruskich romansów. Do bohaterki, kilkunastoletniej Ryfki Goldberg, ojciec mówi "Ryfuniu", a on sama ma "skórę gładszą niż jedwab", "smutne oczy przepastne jak agat", blednie "jak chusta" etc. Zdarzają się nawet rymy, np. synagoga - Boga, sąsiedzi - gawiedzi, ale nie za często, bo rymować trudno.

Akcja też toczy się jak żetonik. Najpierw "Wrzesień zagrzmiał nad Polską", "przyszli czerwoni mołojce", potem "Niemiec czerwonych przepędził" i "w Jedwabnem zaczęły się rzeczy, których lepiej było zaniechać". Najciekawsza jest zwrotka przedostatnia, którą przepiszę tu w całości, żeby dać Państwu pojęcie o osobliwym smaku artystycznym artysty Zembatego.

Gdy część Żydków skwierczała w stodole
Bo nie dało się wszystkich tam upchać
Wzięli Ryfkę chłopaki na pole
I gwałcili - normalnie i w usta
Ona szybko pobladła jak chusta
I umarła od polskiej siekiery
Odrąbali jej główkę prześliczną
I zagrali nią w nogę na miedzy
Wprawdzie artysta Zembaty ma bujną fantazję (w jednej z wypowiedzi prasowych np. ogłosił się osobistym znajomym papieża), ale akurat w tym wypadku cały ów jedwabieński Grand Guignol to jedynie nawiązanie do niezapomnianego stylu klasyka pornografii pogromowej, Jerzego Kosińskiego. Głowa zgwałcona i odrąbana dobrze mieści się w poetyce "Malowanego ptaka", gdzie seks przeplata się z wydłubywaniem oczu, a "pijani Kałmucy przekazywali sobie zbryzgane krwią kobiety i bili je, zmuszając do dziwacznych czynów". Jeden z nich gwałci nawet - i to na stojąco! - pięcioletnią dziewczynkę!

Nie trzeba dodawać, że nigdy nie było żadnej Ryfki Goldberg (nb. gdyby nawet była, tatuś nie zwracałby się do niej w jidysz "Ryfuniu"). O obcięciu głowy żydowskiej dziewczynce (podobno Gitele Nadolny lub Nadolnik) mowa jest zaledwie w jednym jedynym zdaniu z bardzo późnej relacji Ryfki Fogel opublikowanej w amerykańskiej Księdze pamiątkowej Jedwabnego w 1980 roku ("Goje porwali córkę Judke Nadolnego, Gitele, obcięli jej głowę i grali nią jakby to była piłka"). O podobnym zdarzeniu wspomina również niejasno Menachem Finkelsztajn: "Stało się wtedy też wiadomem, że polscy zbrodniarze zabili żydowską dziewczynę, odpiłowując jej głowę od ciała, a ciało nogami wrzucili w trzęsawisko". Ale według niego miało to dziać się w Radziłowie i w dodatku jeszcze przed 24 czerwca 1941!

Natomiast nic o odciętej głowie nie wie nie stroniący od okropności ("dzieci [...] kładli na widły i rzucali na żarzące się węgle") główny świadek Grossa, Szmul Wasersztajn. A przecież gdyby nawet jednym uchem usłyszał o czymś takim, z pewnością odnotowałby i ten sposób, w jaki goje "zbezczeszczali ciała świętych męczenników". Dziś oczywiście odcięta głowa należy już do pogromowego porządku narracji i kolejni świadkowie nierzadko coś tam sobie na ten temat "przypominają", by nie wyjść na idiotów, którzy dnia 10 lipca roku pamiętnego gapili się w niebo.

Ma się rozumieć, idiotą nie jest również artysta Zembaty. Wprawdzie troszeczkę pografomanił z tą jedwabną skórą Ryfki, smutnymi oczami "przepastnymi jak agat", grzmiącym Wrześniem etc. etc. Jednak Żydów roztropnie policzył w wersji eksportowej ("Tysiąc Żydów stłoczyli jak bydło"). Na końcu swej piosnki zaś wyznał, że ma z powodu Jedwabnego po nocach koszmary, więc odmawia "kadisz nieskładnie" i bardzo za Jedwabne przeprasza - co skądinąd było jeszcze łatwiejsze do odgadnięcia niż rym do "synagoga".

Kliknij, by powiększyć [20 KB]
[A tak naprawdę wygląda agat]

Brzmi to doprawdy wzruszająco, ale czy Maciej Zembaty w ogóle umie odmówić kadisz?


© Lech Stępniewski wrzesień 2001

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny