Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

MIĘDZYNARODOWA FEDERACJA
PELOTY BASKIJSKIEJ

LECH STĘPNIEWSKI


Mało co wymaga więcej wiedzy, niż jej zdobywanie. Chcesz wiedzieć? Musisz najprzód wiedzieć, skąd brać. Wiedzieć, gdzie dadzą ci plewy, a gdzie "miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze" - i jeszcze umieć odróżnić jedno od drugiego. Także bowiem i w tym wypadku obowiązują słowa Pańskie: "Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma".

Dziś oczywiście rozumie się to tak, że dodane będzie każdemu, kto ma dostęp do Internetu. Wprawdzie na iluzjach "nowej ekonomii" spod znaku IT nie robi się już kokosów, ale w edukacji podobno dalej bez Internetu ani rusz. Toteż na Internet zrzucają się szkoły, fundacje, rodzice (to najczęściej), a nawet TP S.A. - niczym wytrawny dealer wciągający klienta w nałóg - ofiarowuje na początek garsteczkę darmowych impulsów.

Co o tym myślę, powiem krótko: dziecku w szkole potrzebny jest w pierwszym rzędzie dostęp do dobrego nauczyciela; dalej - dostęp do dobrej biblioteki; w końcu - dostęp do komputera i kilku przyzwoitych programów. Natomiast o Internecie jako o źródle wiedzy lepiej w ogóle nie myśleć przed maturą. Chyba że pod troskliwym okiem owego dobrego nauczyciela - na którego zresztą już nie starczyło, bo pieniądze poszły na opłaty za rachunek telefoniczny albo na stałe łącze.

Ale przecież Internet to prawdziwa kopalnia informacji, Wszechnica Wiedzy Wszelakiej etc. Są tam na przykład cudne encyklopedie pełne najświeższych wiadomości; nic tylko kopiować i wklejać do rozumu. Owszem, są! I właśnie jednej z nich się ostatnio przyjrzałem.

Encyklopedia nazywa się WIEM - Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna - i jest dostępna w sieci pod adresem www.encyklopedia.pl. Można się do niej także dostać wprost ze znanego portalu Onet.pl (wiem.onet.pl). Została opracowana na podstawie Popularnej Encyklopedii Powszechnej Wydawnictwa Fogra, której przygotowanie - jak zapewnia na swej stronie internetowej wydawca - "pochłonęło kilka lat pracy zespołu wybitnych i uznanych specjalistów, profesorów akademickich, pracowników instytutów naukowych i muzeów oraz pasjonatów i hobbystów o nieprzeciętnej znajomości tematu". Owoc kilkuletniej pracy "zespołu wybitnych specjalistów" istnieje również jako program komputerowy - nb. zalecany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Po raz pierwszy w najętych przez Fogrę specjalistów zwątpiłem przy haśle "Jezus". Hasło zaczyna się w miarę przyzwoicie; ot, takie tam streszczenie Ewangelii "własnymi słowami", aż tu raptem niespodzianka: "W pierwotnych relacjach Jezus, uważany za Mesjasza, nie występował pod nazwą Chrystus. Dopiero od ok. 60 n.e., w późniejszym okresie kształtowania się pierwszych gmin chrześcijańskich, taką nazwę (z greckiego pomazaniec, mesjasz) nadał mu św. Paweł z Tarsu" (wytłuszczenia tu i dalej moje).

Mesjasz, który nie występuje pod nazwą Chrystus, to zaiste osobliwość, o jakie zaś tajemnicze "pierwotne relacje" szło autorowi hasła, trudno zgadnąć. W gnostyckiej "Ewangelii Tomasza" "Chrystusa" - o ile pamiętam - brak. Jednak "Ewangelia Tomasza" pochodzi najprawdopodobniej z końca II wieku, więc jakby nie liczyć jest późniejsza nie tylko od listów Pawłowych, ale i od Ewangelii kanonicznych. Z kolei w "Nauce dwunastu apostołów" (Didache) powiada się: "Bo Twoja jest chwała i moc przez Jezusa Chrystusa na wieki!" (9,4). Religijny hobbysta z Fogry pewnie jednak w ogóle nie miał Didache w ręku, bo w odpowiednim haśle pisze bzdury, iż dziełko to "zalecając rozmaite normy moralne, nie przypisuje ich przekazu Jezusowi, lecz uzasadnia je korzyściami natury społecznej".

Bzdury są też w skądinąd bzdurogennym haśle "inkwizycja", z którego m.in. wynika, że wg bulli Innocentego VIII (pewnie chodzi o "Summis desiderantes") "każda czarownica pozostaje w stosunku płciowym z diabłem". W haśle "Jan Ewangelista" napisano słusznie, że był synem Salome, ale już odnośnik w tekście jest do zupełnie innej Salome - tej co to wytańcowała głowę Jana Chrzciciela.

Aliści najpiękniejszy kwiatuszek znalazłem w haśle "Kościół katolicki". Pomijam już mętność kilku zdań i to, że historia Kościoła katolickiego kończy się dla autora hasła właściwie w średniowieczu (II Sobór Watykański nie został nawet wspomniany!). Wcześniej jednak można przeczytać, że "najpełniejszy wyraz katolicyzmowi dał w swoich pismach Augustyn biskup Hippony. Występują w nich tak istotne dla katolicyzmu elementy jak: miejsce dla religii prymitywnej, legalizacja mistycyzmu, podkreślenie znaczenia zewnętrznych rytów i ceremonii, uzasadnienie politycznej władzy Kościoła i zracjonalizowanie teologii".

W pierwszej chwili pomyślałem, że ci specjaliści z Fogry to jakaś zwyczajna antykatolicka jaczejka, ale gdzie tam! Żydom też się dostało!

W haśle "kabała" stosowny "hobbysta" najpierw informuje, że "podstawowymi dziełami kabały są: "Sfera jecira" (Księga stworzenia) [naprawdę "Sefer Jecira(h)"; nb. w dużo lepszym haśle "Zohar" jest literówka: "Seer Jecirah"], powstała w III i IV w. w Babilonii, stanowiąc uogólnienie babilońsko-perskiej astrologii, neopitagoreizmu, manicheizmu, dawnego mesjanizmu i mistycznej filozofii islamu". Dzieło z III-IV w. będące uogólnieniem "mistycznej filozofii islamu"? Zaiste, Żydzi to naród proroków!

Na koniec zaś tak kabałę bełkotliwie podsumowuje: "Współcześnie kabała stanowi podstawę rozwoju ruchów okultystycznych i teozoficznych, takich jak: New Age, Sierra Club, Dzieci Boga, Zero Population Growth, działających głównie w Stanach Zjednoczonych Ameryki i Kanadzie, a stowarzyszonych w Konspiracji Wodnika. Kabała jest także ważnym elementem doktrynalnym funkcjonowania masonerii i lóż masońskich".

Dostało się również gnostykom, którzy zasłużyli jedynie na hasło krótkie, bałamutne i przepisane skądś z błędami ("Saturlin" zamiast Saturnina, "Walenty" zamiast Walentyna, ani słowa o odkryciach w Nag Hammadi), a także antropozofom (malutkie, lecz pełne błędów hasło "Steiner Rudolf"). Osławione "New Age" okazuje się zaś czystym kretynizmem polegającym m.in. na odrzuceniu "bogów i pośredników pomiędzy nimi a człowiekiem: proroków, mistrzów, guru, kapłanów, ojców i matek itp.," oraz na wyzwoleniu "życia erotycznego (w przeciwieństwie do minionej fazy Ryby) z represyjnych ideałów dziewiczości, obowiązku czystości i nadania mu nowych znaczeń".

Z filozofami "uznani specjaliści" z WIEM też nie obeszli się najlepiej. Streszczają ich poglądy niechlujnie, a w skąpo wydzielanych faktach robią błędy, np. podtrzymując bajkę o polskim pochodzeniu Nietzschego i myląc datę urodzenia nawet tak znanego myśliciela jak Platon (dwukrotnie "437 p.n.e." zamiast 427 p.n.e.).

Natomiast hasło "Jung Carl Gustaw" przedstawia się w całości tak oto: "Jung Carl Gustav (1875-1961), szwajcarski psychiatra, psychoanalityk, twórca psychologii analitycznej i teorii archetypu. Poglądy jego wywarły wpływ na psychiatrię, psychoanalizę i filozofię. Rozwinął teorię «libido», jako podstawy życia psychicznego, pojmował jednak «libido», nie tylko seksualnie, jak Z.Freud, ale także jako żądzę władzy, «wolę» A.Schopenhauera i «elan vital» H.Bergsona".

Młodzież określa takie rzeczy krótko - żenada! Jest przy tym hasło "Jung Carl Gustav" nie tylko krótsze od biogramu Adama Michnika, ale nawet od opisania żywota i dzieł polskiego poety ludowego Pocka Jana, współzałożyciela Klubu Pisarzy Ludowych w Lublinie i autora zbioru poetyckiego "Zgrzebne pieśni". Ani zaś nie umywa się do obfitego hasła "Pieszczachowicz Jan Wacław" ("polski krytyk literacki"), czy nieco skromniejszego "Poprawa Jan". Ten ostatni to "polski muzyk", "redaktor naczelny «Notesu Jazzowego»" (patrz hasło "Notes Jazzowy"), sądząc po objętości haseł przynajmniej dwakroć ważniejszy w historii jazzu niż niejaki "Davis Miles Devey". Nie trzeba przy tym chyba dodawać, że i Poprawa Jan i Pieszczachowicz Jan Wacław to właśnie część owego "zespołu wybitnych i uznanych specjalistów", którzy całą tę encyklopedię tak pięknie napisali.

Zazwyczaj zresztą - przepisali. Podejrzewam, że np. wszystkie hasła dotyczące polskiej literatury zostały przepisane z poczynieniem mechanicznych skrótów (Pieszczachowicz Jan?) z dwutomowej "Literatury polskiej. Przewodnika encyklopedycznego". Tam właśnie pewna książka Stefana Themersona nosi tytuł "Przygody Pędrka Pędziwiatra" (zamiast przyjętego powszechnie "Pędrka Wyrzutka") i "Pędziwiatr" figuruje też w WIEM. Wystarczy zresztą dokładnie przeczytać choćby hasło "Mickiewicz Adam", by dostrzec, jak głupio ciachały nożyczki przepisywaczy.

Nadto niektóre hasła zmajstrowano sięgając do źródeł co najmniej niekonwencjonalnych. W haśle "satanizm" (z działu "religioznawstwo") dowiadujemy się, że to "ruch religijny wiążący się z kultem szatana i orgiastycznymi elementami ceremonii. Występuje od czasów wczesnego chrześcijaństwa w formie ukrytej, dopiero w XX w. przybrał formy instytucjonalne, zwłaszcza w USA. Do seksualnych ceremonii w satanizmie należą np.: «msza» na łonie nagiej kobiety, seks grupowy, wymiana partnerów". A dalej następuje informacja, że "hasło opracowano na podstawie "Słownika Encyklopedycznego Miłość i Seks" Wydawnictwa Europa. Autor - Lew Starowicz. ISBN 83-87977-17-9. Rok wydania 1999" wraz z zachętą i odnośnikiem, by odwiedzić w Internecie rzeczone Wydawnictwo Europa.

Są też hasła, których "wybitni i uznani specjaliści" właściwie ani nie napisali, ani nie przepisali, i które wprowadzają do encyklopedii przyjemny nastrój surrealizmu. "Międzynarodowa Federacja Peloty Baskijskiej (1929-). Międzynarodowa Federacja Peloty Baskijskiej, Federación Internacional de Pelota Vasca, FIPV", organizacja założona w 1929 w Madrycie".

Można się od nich także dowiedzieć, że "Najwyższy CZAS!" to "pismo konserwatywno-literackie" redagowane przez Stanisława Michalkiewicza, a ponieważ jest to już "fakt encyklopedyczny" w następnym numerze wstępniak "Od redaktora" będzie musiał napisać ktoś inny, red. Sommera zapędzi się zaś do pisania sonetów i epigramatów. Ja obiecuję jak zwykle jakąś rodzajową nowelkę.


© Lech Stępniewski kwiecień 2002

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny