Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

POCHWAŁA PARTACTWA

LECH STĘPNIEWSKI


Brzydko jest być partaczem. Według 6 tomu "Słownika języka polskiego" wydanego w 1964 roku pod egidą Polskiej Akademii Nauk 'partacz' to "człowiek pracujący niedbale, nieumiejętnie, zwłaszcza: kiepski rzemieślnik, fuszer". Niedbała robota partacza to z kolei 'partactwo', czyli "praca, robota wykonywana po partacku, źle, niedbale, po dyletancku". "Słownik" przypomina również, przytaczając stosowny cytat, że Lenin "był (...) wrogiem naukowego partactwa, powierzchowności, pochopnie wygłaszanych sądów i ogólnikowych frazesów". Napisano to po polsku, więc zasady naukowe słownika nie zostały naruszone.

Partacz partaczy, ponieważ nie chce mu się robić dobrze albo też robić dobrze nie umie, bo go nie nauczono. Lekarstwem na pierwszą przypadłość są normy i przodownictwo pracy. Lekarstwem na drugą zaś - powszechna szkoła, która na koniec wyda każdemu stosowne świadectwo doskonałości. Tym samym problem partactwa w prawidłowym ustroju przestaje istnieć i pozostają jedynie badania historyczne oraz etymologiczne.

Dlaczego właściwie partacz nazywa się partacz? "Słownik" podaje, że dawniej 'partaczem' zwano pospolicie naprawiacza starych rzeczy, łatacza. Sam 'part' zaś to "grube płótno konopne lub lniane", które, jako materiał ubogich, zapewne często wymagało łataniny. Od 'partu' pochodzi przymiotnik 'parciany', tak poręczny przy opisie niegdysiejszego chłopstwa, obowiązkowo paradującego w pozytywistycznych nowelkach w parcianych łapciach albo spodniach.

Brückner w swym "Słowniku etymologicznym języka polskiego" powiada, że 'part' to "grube płótno zgrzebne" i do tego samego pnia zalicza 'partacza' i 'partaninę', przez co rozumie "lichą, tandetną robotę". "Ale - dodaje - na Rusi portnoj 'krawca' znaczy", ponieważ prasłowiańskie prt to 'płótno'. "Jest jednak u Słowian i drugie prt, o 'braku, szkodzie'" - pisze dalej Brückner. Stąd rosyjskie "portit', porcza, 'zaguba, zepsucie', u nas zapartek, 'jajo niezalężone'". 'Partacz' tedy to byłby ten, co swego jaja wysiedzieć nie umie. Psuje każdą robotę, bo żadnej do należytego celu nie doprowadza.

Jest jednak i drugi trop. "Słownik języka polskiego" objaśnia, że 'partacz' to także "rzemieślnik nie wyzwolony, zajmujący się rzemiosłem bez zezwolenia cechu". Pochodzić by to miało od francuskiego a part albo raczej łacińskiego a parte, co znaczy 'osobno, na boku'. Partaczem zwano więc zrazu tego, kto pracował na własną rękę, poza cechem. Ta definicja nie zawiera już żadnych określeń wartościujących. Jak zatem partacz, a więc w istocie "niezależny rzemieślnik", został dzisiejszym nędznym partaczem?

Że do partaczy przylgnęło miano fuszerów, w tym zapewne niemała zasługa usilnej propagandy cechowej. Wolny rzemieślnik był dla cechu śmiertelnym zagrożeniem, ponieważ naruszał jego monopol. Cech ustalał sztywne ceny wyrobów i surowców, wynagrodzenie czeladników, ich dopuszczalną liczbę w warsztacie, jak i czas pracy - a zatem również wielkość produkcji, którą starano się dostosować do przewidywanej wielkości spożycia. Przepisy te uniemożliwiały konkurencję, natomiast dość skutecznie wyrównywały dochody majstrów. Jak podkreślał Witold Kula, zwłaszcza w czasie spadku popytu system cechowy działał "jako system równego podziału między członków cechu zmniejszonych globalnych zysków czy (...) równego podziału ewentualnych strat". Często cech zabraniał warsztatom nawet jakiejkolwiek reklamy, byle tylko równość majstrów nie została naruszona.

Natomiast uczeń w takim systemie musiał latami uwijać się za grosze, nim wyzwolono go na czeladnika, co wiązało się jednak z obowiązkiem wniesienia stosownych opłat i wyprawienia kolacji dla towarzyszy cechowych. Potem zaś czekał kolejne lata, często spędzane na tradycyjnej wędrówce czeladniczej, nim otrzymał szansę na wykonanie swego majstersztyku (Meisterstück) - co kosztowało jeszcze więcej. Egzamin mistrzowski można było naturalnie oblać i wtedy cała wędrówka zaczynała się na nowo. Prowadziło to do powstania grupy tzw. wiecznych czeladników, z której to właśnie najczęściej rekrutowali się partacze.

Partacz wyrywał się z czeladniczych kolein: robił, ile chciał, i za ile chciał. Pracował "na stronie", więc pomawiano go o nierzetelność albo nieudolność - kunsztu przecież by się nie wstydził. Przeciwstawiano mu "uczciwych rzemieślników", którym przepisy cechowe nierzadko wręcz nakazywały pracę na oczach ludzi (oraz innych majstrów - co ułatwiało kontrolę). Skutek tych pomówień bywał zazwyczaj mizerny i stąd może zaciekłość, z jaką przeinaczano samo znaczenie słowa "partacz". Również w czasach niedawnych skończyło się na zepsuciu wielu słów, gdy znęcano się nad "leseferyzmem", "kapitałem" i opisywano dzikość wolnego rynku.

Skądinąd to właśnie partacze byli pionierami gospodarki wolnorynkowej. Produkowali taniej, a więc mogli liczyć też na mniej zamożną klientelę. Z kolei rosnący popyt sprawiał, że niezależnych wytwórców stale przybywało. Obok łazikujących po gościńcach niby-czeladników z najpotrzebniejszymi narzędziami w węzełku, coraz częściej pojawiali się partacze osiadli. Ponoć w Warszawie w XVII w. tacy jegomoście, zwani czasem bardziej szczerze "przeszkodnikami", stanowili już prawie połowę wszystkich rzemieślników!

A że byli niedouczeni i nie zawsze robota wychodziła im najlepiej? Cóż, dla ubogiego kiepski zydel lepszy jest niż żaden. Zresztą - dzisiaj także podobnie się zaczyna. Czterdzieści lat temu japońska elektronika była synonimem tandety, a o matołectwie wytwarzanych tam imitacji dzieł europejskiego cechu krążyły nawet dowcipy. Potem szyld pogardzanego partacza przejął Hongkong, Tajwan, Korea. Teraz wypada krzywić się na wyroby z Malezji...

Dziejowa rola partactwa ustaje wszakże, gdy powszechną produkcję tandety przejmuje obdarzone dziejową misją państwo.


© Lech Stępniewski luty 1997

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny