Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

PARODIA W FILOZOFII

LECH STĘPNIEWSKI


Czy w filozofii możliwe są parodie? Oczywiście! Szczególnie wtedy, gdy jakiś filozof używa języka w sposób niezwykły. Pozytywiści na przykład z upodobaniem wyśmiewali nicościującą się nicość u Heideggera. Jednak najlepsze parodie pojawiają się niechcący i to właśnie przydarzyło się Heglowi.

Kto liznął marksizmu, ten z pewnością słyszał o dialektyce i jej prawach. Co to jest dialektyka, tego ja teraz nie powiem, bo nie ma potrzeby. Zresztą, jak większość rzeczy, którymi zajmują się filozofowie, jest ona tak skomplikowana i tajemnicza, że aż włos się jeży na głowie. Co jeden filozof powie coś o dialektyce, to drugi zaraz wyśmieje i powie odwrotnie, albo, co gorsza, wymyśli jeszcze jakieś takie nowe diabelstwo, że tylko obraza boska.

Ale wróćmy do praw dialektyki. Dla wierzącego marksisty są one tak pewne, jak Bóg u św. Tomasza - po prostu zgodnie z nimi świat się kręci. Jest tam między innymi prawo o przechodzeniu ilości w jakość. Engels tak je objaśnia:

"Czysto ilościowy wzrost lub ubytek powoduje w pewnych określonych punktach węzłowych skok jakościowy. Na przykład przy ogrzewaniu lub ochładzaniu wody, gdzie punkt wrzenia i zamarzania stanowią węzły, w których - przy normalnym ciśnieniu - następuje skok do nowego stanu skupienia, czyli ilość przechodzi w jakość".
Myśl jest taka: woda nie zmienia stanu skupienia po troszeczku, pomaluśku, ale nagle - ciach - gdy temperatura osiągnie odpowiednią wielkość. Engels tego przykładu sam nie wykombinował, ale przepisał po łebkach od Hegla. Jeśli jednak się nad tym chwilę zastanowić, to okaże się, że heglowski dialektyczny filozof powołujący wodę na świadka Rozumu przypomina pocieszną molierowską figurę: rozprawia o zasadach świata, a nie widzi tego, co ma przed nosem. Tak zresztą zawsze parodiowano filozofów.

Dlaczego przypomina pocieszną figurę? Przecież gdyby było prawdą, że woda dopiero w temperaturze 100 stopni nagle staje się ciałem lotnym, to by nigdy żadna kałuża z podłogi nie wyparowała ani żadne gacie nie wyschły! Cóż, filozofowie raczej rzadko szorują podłogi i piorą sobie gacie i dlatego punkt wrzenia wody pomylił im się z jej parowaniem. Ten przykład z wodą powtarzano potem w dziesiątkach książek i przez lata nikt - nikt! - tego idiotyzmu nie zauważył.

Na tym jednak nie koniec wypadków z dialektyką. Klasyk Marks powiada o niej: u Hegla stała na głowie, a on ją postawił na nogach i na dobitkę wyłuskał jej racjonalne jądro z mistycznej skorupy. Co to znaczy, raczej trudno powiedzieć.

Jakie Marks miał praktyczne podejście do dialektyki, dobrze świadczy pewien jego list do Engelsa. Było to w roku 1857, akurat wybuchło powstanie w Indiach i Marks, który dorabiał sobie jako komentator spraw indyjskich, nie bardzo wiedział, co jest grane. Próbował więc jakoś lawirować, żeby nie stracić reputacji znawcy:

"Możliwe, że się zblamuję - pisał w liście - Jednakże zawsze można znaleźć wyjście za pomocą pewnej dialektyki. Ująłem, naturalnie, moje hipotezy tak, że i w przeciwnym razie również będę miał słuszność".
I to jest już parodia drugiego stopnia. Marks miał bzika na punkcie Hegla i jego dialektyki. W starych podręcznikach filozofii pisano o nim w dziale pod tytułem "Pomniejsi hegliści", a tu - parodiuje dialektykę Hegla jako metodę filozoficzną, no bo cóż warta jest metoda, która nie służy do lepszego poznawania i rozumienia, ale do wykręcania kota ogonem - tylko po to, żeby nasze było na wierzchu. Już 30 lat wcześniej Goethe ostrzegał przed tym Hegla, co Eckermann skrupulatnie zanotował:
"Następnie rozmowa skierowała się na istotę dialektyki.
- W gruncie rzeczy dialektyka nie jest niczym więcej - rzekł Hegel - jak tylko uporządkowanym i metodycznie ukształtowanym duchem sprzeciwu, który tkwi w każdym człowieku i okazuje się nader przydatny w rozróżnianiu prawdy od fałszu.
- Oby tylko - wtrącił Goethe - takie umysłowe sztuczki i kombinacje nie były często nadużywane i wykorzystywane na to, by fałsz obrócić w prawdę, a prawdę w fałsz!
- Coś podobnego zdarza się niekiedy - odparł Hegel - ale tylko u ludzi chorych na umyśle".
Nie przypuszczał, biedaczek, jakich będzie miał uczniów.


© Lech Stępniewski 1990

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny