Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

PUBLICYSTYKA I ŻYCIE

LECH STĘPNIEWSKI


"Podzielam obawy, że wiele wystąpień polityków prawicowych podminowuje autorytet prawa i kruszy instytucje demokratycznego państwa. Apele o rozliczenie PRL, z iście inkwizytorską pasją wzywające do dekomunizacji, lustracji, delegalizacji SdRP, zrealizować by można jedynie w warunkach stanu wyjątkowego i zawieszenia swobód obywatelskich".
(Lesław Maleszka, "Historia nie lubi kompromisów", "Gazeta Wyborcza", 11 września 1995)

"4 czerwca minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz przekazuje szefom klubów parlamentarnych listę posłów i senatorów zarejestrowanych w archiwach MSW jako tajni współpracownicy SB. Wybucha skandal. Klub "S" popiera inicjatywę ministra. (...) Wielu związkowców zatraciło rozsądek. Mówili o kryptokomunistycznych rządach agentów z SB".
(Lesław Maleszka, "Druga Solidarność w Trzeciej Rzeczypospolitej", "Gazeta Wyborcza", 31 sierpnia-1 września 1996)

"ZChN uczestniczył w dwóch gabinetach - Olszewskiego i Suchockiej. Oba leczyły ich z różnych złudzeń. "Zasługą" rządu Olszewskiego było pokazanie, co w praktyce oznacza lustracja: ZChN-owski minister umieścił na liście agentów komunistycznej bezpieki prezesa Zjednoczenia".
(Lesław Maleszka, "Pochwała oszustwa", "Gazeta Wyborcza", 18 września 1997)

"Przypominam te fakty tak obszernie, by uświadomić dwie rzeczy. Po pierwsze: że ustawa dekomunizacyjna nie rozwiązuje wszystkich problemów i rozwiązać nie może, niepodobna bowiem w państwie demokratycznym wyrzucić poza nawias prawa dziesiątek tysięcy ludzi".
(Lesław Maleszka, "Co można zdekomunizować?", "Gazeta Wyborcza", 14 lutego 1996)

"Lesław Maleszka: - Rozmaite sondaże wskazują, że hasła dekomunizacji i lustracji są dziś najbardziej popularne nie gdzie indziej, tylko w elektoracie UW.
Andrzej Celiński: - Bo ta kwestia najbardziej dziś dzieli Polaków. (...) Ja sam w 1990 r. uważałem, że Unia jest za bardzo chrześcijańska w podejściu do dekomunizacji i lustracji, w końcu jednak sądziłem, że nie ma innych, sensowniejszych rozwiązań niż te, które proponował rząd Mazowieckiego. Dziś myślę nieco inaczej. (...) Bezczelność SLD idzie zresztą tak daleko, że ludzie w rodzaju posłanki Sierakowskiej postulują lustrację księży i biskupów.
Lesław Maleszka: - Równocześnie żądają pełnego rozgrzeszenia, ba - wyrazów uznania dla funkcjonariuszy SB, którzy szantażem i groźbami werbowali księży".
("Sprawy merytoryczne, personalne i symboliczne". Lesław Maleszka rozmawia z Andrzejem Celińskim, "Gazeta Wyborcza", 18 kwietnia 1997)

"Wierzbickiego zawiedli wreszcie... Polacy. Oburza się, że Kwaśniewski jest prezydentem, a lewicowa koalicja przez cztery lata była u steru rządów. Pomija milczeniem fakt, że ktoś wybrał tych ludzi na najwyższe stanowiska w wolnej RP. (...)
Warto, by pamiętali o tym politycy, którym dziś - w dziewięć lat po upadku komunizmu - marzą się ustawy dekomunizacyjne. (...) Konsekwencje takich ustaw łatwo sobie wyobrazić: gwałtowne pomnożenie nienawiści i różnego rodzaju konfliktów społecznych (...)
Myśl o przebaczeniu jest Wierzbickiemu obca. (...) Ze wzgardą odrzuca więc Wierzbicki wielkoduszność wobec kogoś, kto przed laty zapisał się do PZPR, bo uznał, że oportunizm jest ceną, jaką warto zapłacić za robienie rzeczy pożytecznych".
(Lesław Maleszka, "W pułapce antykomunizmu", "Gazeta Wyborcza", 9 kwietnia 1998)

"Nie chciałbym dezawuować całej książki Kuli; ciekawe są zwłaszcza fragmenty dotyczące przebiegu walk ulicznych w Gdańsku. Jednakże spiskowa wersja wydarzeń grudniowych nakreślona przez autora wydaje się jedynie płodem jego fantazji. (...)
A jeśli powołuje się na taką wypowiedź: (...) "Nie ulega wątpliwości, że wielu organizatorów zajść w zakładach i na ulicach było agentami aparatu bezpieczeństwa, który sterował ich działalnością" - to powinien wiedzieć, że akurat pamiętniki Piotra Jaroszewicza są wyjątkowo niewiarygodne".
(Lesław Maleszka, "Czytajcie a znajdziecie. Grudzień '70", "Gazeta Wyborcza", 27-28 stycznia 2001)

"A gdybym był emerytowanym pułkownikiem SB, napisałbym: Drodzy towarzysze z AWS! Ze szczerego serca gratuluję Wam, że nadszedł czas opamiętania. (...) Mam nadzieję, że już wkrótce ofiarni pracownicy Urzędu Kontroli Prasy powrócą na stanowiska. Ale na tym nie można poprzestać. Musimy odbudować bohaterską Służbę Bezpieczeństwa".
(Lesław Maleszka, "Porno jest git", "Gazeta Wyborcza", 18 stycznia 2000)

"Owszem, istnieją poważne poszlaki, że pogrom kielecki został sprowokowany. Jeśli jednak byli prowokatorzy, byli też ludzie, którzy dali się sprowokować. (...) Niezależnie od intencji o. Salija jego wypowiedź spodoba się politykom, którzy dziś wkładają wiele wysiłku w rozgrzeszanie Polaków. (...)
Są na szczęście chrześcijanie, dla których racje etyczne są ważniejsze od polityki. Bp Jaworski i członkowie Komitetu Kościelnego przypominają, że rozgrzeszenie musi poprzedzić pokuta".
(Lesław Maleszka, "Pokuta czy polityka", "Gazeta Wyborcza", 5 lipca 1996)

"Miałem też okazję przeczytać felieton Stanisława Michalkiewicza w ostatnim numerze "konserwatywno-liberalnej" gazety "Najwyższy Czas!". (...) Nie jest to, powiedzmy sobie szczerze, jakiś przypadkowy wybryk pana Michalkiewicza, publikującego także na łamach antysemickiej "Naszej Polski". (...) Władze Unii Wolności Michalkiewicz zwykł był nazywać "Sanhedrynem". Felietoniście wszystko się jakoś tak kojarzy... (...)
Przypisanie polskiemu inteligentowi antysemityzmu stanowi dzisiaj faktycznie wyrok śmierci - frasuje się Ryszard Legutko w piątkowym "Życiu". Dobry Boże, gdyby w tym była choć krzyna prawdy... (...) Jak na osobę zmarłą śmiercią cywilną, nasz nieboszczyk ma się całkiem nieźle".
(Lesław Maleszka, "Nieboszczycy mają się nieźle", "Gazeta Wyborcza", 26 czerwca 2000)

"Była w tej formacji niekłamana wielkość. Po 1945 r. ludzie z AK nie dali się uwieść obietnicom nowego ładu, nie wstępowali do PZPR, starali się - na ile to było możliwe - nie angażować w proces stalinizacji Polski. Ale była też słabość. "Obrona substancji narodowej" sprowadzała się do rocznicowych mszy za ojczyznę i składania wiązanek pod pomnikami czynu narodowego. Odmowa zaangażowania w sprawy publiczne - wyrastająca z pragnienia, by nie ubrudzić się w kontaktach z "czerwonymi" - prowadziła do coraz większej izolacji od dokonujących się w Polsce przemian, do zamknięcia w "okopach św. Trójcy".
(Lesław Maleszka, "Tu nie chodzi o Jedwabne", "Gazeta Wyborcza", 25 maja 2001)

"Lesław Maleszka: - W czasach powszechnej ucieczki w prywatność, przekonania, że władza wszystko może, my uczyliśmy zachowań obywatelskich i głośnego mówienia o polityce. Pokazaliśmy, że można walczyć o ważne dla ludzi sprawy podpisując się pod żądaniami, petycjami".
(Jerzy Sadecki, "Czarny marsz. Siódmego maja 1977 roku zabito Stanisława Pyjasa", "Rzeczpospolita", 7 maja 1997)

"Lesław Maleszka mówił, że nie pamięta, by Pyjas opowiadał o inwigilacji SB. - Sam również niczego bym nie zauważył - stwierdził. (...) Stwierdził, że prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa starali się wydobywać informacje świadczące o alkoholizmie i samobójczych skłonnościach zmarłego. - Nie stroniliśmy od alkoholu. Staszek był wesołym człowiekiem, optymistycznie nastawionym do życia - opowiadał".
(Maciej Kuciel, "Zeznawali opozycjoniści", "Rzeczpospolita", 14 października 2000)

"Jesteśmy rzecznikami Studenckiego Komitetu Solidarności, ośrodka opozycji, który funkcjonował w latach 1977-1980. Działalność w tym komitecie uznajemy za tytuł do dumy. Tym większy wstrząs wywołała w nas wiadomość, że jeden z nas, nasz przyjaciel i działacz SKS Lesław Maleszka przez cały ten czas współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa".
(List otwarty [kilkanaście podpisów], "Rzeczpospolita", 6 listopada 2001)

"Latem tego roku "Tygodnik Powszechny" opublikował fragmenty pracy magisterskiej o rozpracowaniu przez SB środowiska SKS w Krakowie, pisanej na uczelni peerelowskiego MSW przez oficera SB. W tekście jako źródło informacji wymieniano tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Ketman". Postać o tym kryptonimie pojawia się też m.in. w materiałach, związanych z inwigilacją przez SB tragicznie zmarłego - prawdopodobnie pobitego na śmierć przez ludzi SB - krakowskiego opozycjonisty Stanisława Pyjasa. Na podstawie zawartych w pracy magisterskiej szczegółów dawni działacze SKS skojarzyli tę postać z Maleszką. "Zapytałem go wprost; przyznał mi się, że "Ketman" to on" - mówił PAP Bronisław Wildstein, jeden z sygnatariuszy listu".
(PAP, 7 listopada 2001)

"Podejrzenia skonkretyzowały się w połowie tego roku, kiedy dotarliśmy do pracy magisterskiej funkcjonariusza SB o działaniach operacyjnych wobec SKS - mówi Józef Ruszar, jeden z członków SKS. W pracy pojawił się agent o kryptonimie "Ketman". To on miał m.in. uczestniczyć w zakładaniu podsłuchu w domu Ruszara. (...) Drogą analizy doszliśmy do wniosku, że "Ketmanem" jest Maleszka - dodaje Ruszar. (...) Według Józefa Ruszara, o roli Maleszki uczestnicy SKS poinformowani zostali 22 września. (...) Na zebraniu pojawiły się jednak propozycje, aby dać Maleszce szansę. Padły propozycje, aby wszystko publicznie wyjaśnił. Maleszka niestety nie zareagował. O wszystkim poinformowano też Adama Michnika".
(mk, "Zapytałem go wprost", "Gazeta Krakowska", 7 listopada 2001)

"We wtorkowej "Rzeczpospolitej" ukazał się list otwarty 19 moich koleżanek i kolegów z krakowskiego i wrocławskiego Studenckiego Komitetu Solidarności, w którym stwierdzono, że w latach 1977-80 jako działacz SKS byłem współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.
Informacja ta jest zgodna z prawdą. Za swoje winy i za zło, jakie wyrządziłem moim przyjaciołom, ponoszę oczywistą odpowiedzialność. Także i za to, że po 1989 r. nie umiałem nikomu opowiedzieć o tym ponurym okresie mego życia - nawet tak bliskim mi ludziom z "Gazety Wyborczej".
Nie potrafię, niestety, cofnąć czasu, ale mogę spróbować go odtworzyć. Wkrótce przedstawię obszerne wyjaśnienie w tej sprawie. Dziś mogę tylko prosić wszystkich, którym wyrządziłem krzywdę, o wybaczenie".
(Lesław Maleszka, "Oświadczenie Lesława Maleszki", "Gazeta Wyborcza", 7 listopada 2001)

Z twórczości i biografii Lesława Maleszki wybrał i pozostawił bez komentarza Lech Stępniewski.


SOLIDARNOŚĆ UBEKÓW

Niestety, nie wszyscy potrafili powstrzymać się od pospiesznych komentarzy, dlatego jeszcze dwa cytaty:

"Krzysztof Kozłowski, powiedział "GK": - Brzydzi mnie ten sposób załatwienia sprawy. Nie wiem, czy Maleszka był czy nie był agentem. Ale zwalczanie współpracy agenturalnej przez donos, jest absurdem. Zastanówmy się, czy mówimy o plotkach, czy o faktach. Jest to sprawa grupy ludzi, którzy razem działali w SKS. Nie wszyscy oni podpisali list otwarty, opublikowany w "Rzeczpospolitej". Zawarta w nim wiadomość jest żadna. Nie podano skąd ona pochodzi, nie przedstawiono żadnych dowodów. Gdyby był jakiś wyrok sądu lustracyjnego i odwoływanie się do niego... ale tak nie jest. Nikt nigdy oficjalnie nie powiedział o współpracy Leszka Maleszki ze służbami bezpieczeństwa PRL".
("Gazeta Krakowska", 7 listopada 2001)

"W dniu, w którym wydrukowano Pański komentarz, ukazało się oświadczenie oskarżonego potwierdzające współpracę, więc co do faktów nie ma już chyba wątpliwości. Ale 19 osób, które podpisały list otwarty, w tym ja, ma prawo zapytać, dlaczego Krzysztof Kozłowski (redaktor "Tygodnika Powszechnego", którego przyjaźnią i poparciem cieszył się SKS w Krakowie) od razu założył naszą nieuczciwość i nierzetelność? (...)
Dziwi mnie też, że (...) redaktor katolickiego pisma ma też poważne kłopoty z rozróżnianiem podstawowych pojęć moralnych. Jakoś w Pańskiej wypowiedzi nie zauważyłem wyrazów obrzydzenia do systematycznego, trwającego przez wiele lat denuncjowania najbliższych przyjaciół. Znalazł je Pan dla poszkodowanych, którzy ten fakt ujawnili. To po prostu niepojęte. (...)
W wielu opozycyjnych środowiskach SB werbowało swoich agentów. Wiadomo Panu jednak, że w naszym przypadku jest pewna szczególna okoliczność. SKS był studenckim ruchem, który powstał po zamordowaniu Staszka Pyjasa przez SB. (...) Zresztą zaraz potem nastąpiła kolejna zbrodnia. Kiedy prokuratura - w odpowiedzi na naszą akcję - wszczęła lipne dochodzenie, SB zamordowała świadka, Staszka Pietraszkę, który widział, jak Pyjasa eskortowano z akademika i podał rysopis esbeka.
Tak więc wielu studentów, którzy zaangażowali się w ruch, przystąpiło do niego z pobudek moralnych, a nie z powodu czystego buntu politycznego. Zdrada w tym gronie nie jest tylko zdradą polityczną, a współpraca z tajną policją była współpracą z mordercami kolegów. W przypadku Leszka Maleszki - zabójcami najbliższego kolegi. Przyzna Pan, że to trochę zmienia standardową sytuację. (...)
Szanse na ukaranie zabójców Staszka Pyjasa i Staszka Pietraszki są bliskie zeru. Po 1989 roku "gruba kreska" i czyszczenie akt zrobiły swoje. (W ideologii i realizacji "grubej kreski" miał Pan i swój bezpośredni udział jako czołowy polityk, senator, a także pierwszy niekomunistyczny minister spraw wewnętrznych.) Wszelkie śledztwa utknęły wobec solidarności ubeków".
(Józef Ruszar, "List do Krzysztofa Kozłowskiego", "Rzeczpospolita", 9 listopada 2001)


JAK "GAZETA WYBORCZA" ZJADŁA TĘ ŻABĘ

OSTATNIE ŻYCZENIE MALESZKI - NAJWAŻNIEJSZE SĄ WIĘZI SPOŁECZNE - PRZEPRASZAMY - IDZIEMY W ZAPARTE!

"W jednej sprawie starałem się programowo nie zabierać głosu. Nie byłem zwolennikiem lustracji i mówiłem o tym w wielu rozmowach - uważałem jednak, że nie mnie wyrokować na łamach gazet, czy lustracja jest potrzebna. Raz jeden pozwoliłem sobie na polemikę w sprawie dekomunizacji. Nadal uważam, że w demokratycznym państwie obywatela można pozbawić części praw publicznych jedynie prawomocnym wyrokiem sądu - i że twierdzenie to pozostaje prawdziwe niezależnie od biografii osoby, która je wygłasza. (...)
Mam tylko jedno życzenie. Chciałbym, by moje akta osobowe gromadzone przez SB były pierwszymi - i ostatnimi, które zostaną publicznie otwarte. Policja polityczna w komunistycznym państwie złamała kręgosłupy moralne wielu osób. Szantażem, strachem, prowokacją, biciem. Nie z każdym udało się to zrobić tak łatwo jak ze mną, ale skutki musiały być równie opłakane. Przez ostatnie 12 lat każdy z tych ludzi starał się zapomnieć o przeżytym dramacie. O tym, że czynił zło swoim najbliższym - sam żyjąc w poczuciu, iż padł ofiarą gwałtu. Dziś każda z tych osób czeka na sądny dzień - gdy otwarcie kartoteki rozbije krąg jej znajomych, czasem rodzinę, uczyni z niej banitę. Rozumiem, że aparat administracyjny państwa powinien wiedzieć, jaka jest przeszłość urzędnika na wysokim szczeblu, któremu powierza się informacje szczególnej wagi. Jakie jednak będą korzyści z tych paru pręgierzy hańby, w imię których jesteśmy gotowi dewastować różne więzi społeczne?

*
Wszystkich, którym wyrządziłem krzywdę - także tych, którzy po przeczytaniu tego tekstu nigdy już nie wyciągną do mnie ręki - gorąco przepraszam. W tej chwili nie jestem w stanie zrobić więcej".
(Lesław Maleszka, "Byłem «Ketmanem». Wyjaśnienia Lesława Maleszki na temat jego współpracy z SB", "Gazeta Wyborcza", 13 listopada 2001)

"Ujawniony niedawno fakt wieloletniej współpracy naszego kolegi, redaktora i publicysty Leszka Maleszki z peerelowską Służbą Bezpieczeństwa był ciosem dla całego zespołu i środowiska "Gazety Wyborczej". (...)
Przez 25 lat nikomu nigdy nie powiedział, co robił. I żył z tym przez 25 lat. Jest to świadectwo człowieka złamanego i zakłamanego, ze wszystkimi straszliwymi tego konsekwencjami. I, niestety, jest to świadectwo wymuszone - gdyby fakt współpracy z SB nie wyszedł na jaw, Leszek Maleszka prawdopodobnie sam by się nie przyznał. Pogrzebałby w sobie tę prawdę. (...)
Zawsze uważaliśmy i nadal uważamy, że w wolnej Polsce więcej złego niż dobrego przynosi sądzenie i skazywanie takich ludzi, publiczne roztrząsanie jako dowodów w ich sprawie raportów, zeznań, SB-ckich fałszerstw - świadectw ludzkiej słabości, strachu i upodlenia. O tym wszystkim pamiętamy i będziemy pamiętać; o tym trzeba wiedzieć, to także budzi moralne obrzydzenie.
Nikt ze środowiska "Gazety" nie znał prawdziwej przeszłości Leszka Maleszki. Znaliśmy kogo innego. Dzisiaj musimy się zmierzyć z faktem, że przez wiele lat cieszył się w zespole autorytetem znakomitego redaktora i autora, ogłaszał na naszych łamach teksty, do których publikowania - dzisiaj już to wiemy - nie miał tytułu moralnego. Leszek Maleszka stracił w naszych oczach wiarygodność i szacunek. Jego nazwisko musi na długie lata zniknąć z łam "Gazety", bo to nazwisko wprowadzało nas i Czytelników w błąd.
Czy można się podnieść z moralnego upadku? Czy człowiek może wrócić z tak dalekiej podróży? Czy możemy i powinniśmy mu w tym pomóc?
Nie wiemy. Ale byłoby okrutną pychą z naszej strony wykluczyć pozytywne odpowiedzi na te pytania".
Redaktorzy naczelni: Adam Michnik, Helena Łuczywo, Juliusz Rawicz, Piotr Pacewicz, Piotr Stasiński
("Stanowisko redaktorów naczelnych «Gazety Wyborczej» w sprawie Lesława Maleszki", "Gazeta Wyborcza", 13 listopada 2001)


© Lech Stępniewski listopad 2001

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny