Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

MAJESTAT PRAWA
(tragifarsa w dwóch aktach z epilogiem)

LECH STĘPNIEWSKI


 

AKT I (streszczenie)

W akcie pierwszym występują: Gromada Posłów oraz Uczeni Eksperci. Gdzieś w tle przemyka z obłędem w oczach zdezorientowane Społeczeństwo.

W wielkiej scenie zbiorowej Gromada Posłów pokrzykuje, przytupuje i ochoczo zabiera się do ratyfikowania dodatkowego protokołu do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, surowo zakazującego straszenia obywateli karą śmierci. W trakcie przygotowań do wesołego oberka paru Przytomnych Posłów próbuje się jeszcze dowiedzieć, czy aby na pewno ów papierek należy do prawa cudnej Unii Europejskiej, do której wszak pilno nam jak do toalety. Okazuje się wprawdzie, że nie, nawet "formalnie" nie należy, i że do Konwencji Praw Człowieka chyba ktoś go kiedyś przyczepił spinaczem, ale rozochoceni posłowie już puszczają się w tany i, rach-ciach, przyklepują, co trzeba.

Jednocześnie pod ścianami Uczeni Eksperci wyciągają siedem sążnistych ekspertyz i jednomyślnie udowadniają, że protokół przyklepujemy teraz tylko dla fasonu, ponieważ "konstytucja i tak przesądza niedopuszczalność kary śmierci", co wynika jasno z mnóstwa jej artykułów. Artykuł 40 zakazuje na przykład kar okrutnych i poniżających, artykuł 30 zaś stanowi, że źródłem praw i wolności człowieka jest jego przyrodzona i nienaruszalna godność, którą władza obowiązana jest chronić. Natomiast artykuł 38 to już sam cymes: "Rzeczpospolita zapewnia każdemu prawną ochronę życia". "Na tle tego przepisu nie ulega wątpliwości, że zabicie człowieka w majestacie prawa oznaczałoby złamanie gwarancji w nim przewidzianej" - napisał profesor Piotr Hofmański, sędzia Sądu Najwyższego (za "Gazetą Wyborczą" z 12 kwietnia).

Na sali sejmowej wieje humanizmem, na ulicach - grozą. Naczelnicy więzień pomni, że kary nie mogą naruszać godności i być poniżające, opracowują projekty kar godnych i wywyższających. Policjanci na wszelki wypadek gubią pistolety. Nie wiadomo bowiem, czy krzyknięcie za niegrzecznym bandytą: "stój, bo strzelam", a już, nie daj Boże, samo wystrzelenie, nie jest przypadkiem zbrodniczym wstępem do "zabicia człowieka w majestacie prawa", a tym samym "złamaniem gwarancji" konstytucyjnych? Pospieszni przechodnie, rozglądając się nerwowo na boki, pytają już tylko, o jakim "majestacie" tu w ogóle mowa. Przecież prawo, które wyrzeka się kary śmierci - czyli ostatecznego i nieodwołalnego wykluczenia ze społeczności podlegającej temu prawu - zamienia się w zwykły zbiór przepisów porządkowych, więc żadnego majestatu już nie ma i mieć nie może.

 

AKT II (streszczenie)

Akt drugi toczy się w kameralnej atmosferze. Występuje w nim właściwie tylko jedna postać - były as wywiadu, generał Gromosław Czempiński. W długim monologu opowiada między innymi i o tym, w jaki sposób wywiad stara się zapobiegać aktom terroru.

"Wyprzedzenie prewencyjne to jest klucz do bezpieczeństwa. Rzecz jasna nie ma sposobu na uniknięcie wszystkich zagrożeń. Paradoksalnie łatwiej dogadać się z terrorystami czy z mafią, zawrzeć jakieś układy, złożyć propozycje nie do odrzucenia niż zapanować nad rzeszą tzw. zwykłych obywateli. Ludzi stanowiących zagrożenie się ostrzega. - Macie neutralizować. W waszym interesie jest, aby nic się nie wydarzyło, bo inaczej uderzymy w was. I wtedy uderza się bardzo brutalnie. Z ofiarami. Więc świat przestępczy to uznaje" (za "Rzeczpospolitą" z 15-16 kwietnia, podkreślenie moje).
Ma się rozumieć, monolog ten nie powinien być grany w konwencji Jakóba Bonda, agenta z "licencją na zabijanie". Niemniej nawet podany dyskretnie, dostatecznie obnaża obłudę "humanistów bez granic" z aktu pierwszego, głośno brzydzących się uśmiercaniem kogokolwiek "w majestacie prawa". Okazuje się bowiem - co dla bystrych widzów było jasne od samego początku - że gdy w grę wchodzą sprawy naprawdę ważne, państwo i tak nigdy nie waha się przed "brutalnym uderzeniem". Jakże by zresztą mogło być inaczej, skoro jest to w istocie jedyny język, który wszyscy rozumieją i "uznają".

 

EPILOG

BÉRENGER (odwraca się gwałtownie, raz jeszcze, i widzi nagle, tuż przed sobą Mordercę) Ach!... [...] Niech pan nie patrzy na mnie w ten sposób. Będę z panem szczery. Jeszcze przed chwilą chciałem się mścić, zemścić się za siebie i za innych. Chciałem kazać pana zaaresztować, posłać na gilotynę. Zemsta jest rzeczą głupią. Kara nie jest żadnym rozwiązaniem. Byłem wściekły na pana, miałem do pana śmiertelną pretensję... i kiedy pana zobaczyłem... nie, nie od razu, nie w tej samej sekundzie, ale już po paru chwilach, ja pana... to śmieszne, co powiem, pan mi nie uwierzy, muszę to jednak powiedzieć... muszę... pan jest ludzką istotą, należymy do tego samego gatunku, powinniśmy się zrozumieć, to nasz obowiązek... po paru chwilach pana pokochałem... prawie pana pokochałem... jesteśmy przecież braćmi... i jeżeli pana nienawidzę, powinienem samego siebie nienawidzić... (chichotanie Mordercy) Niech pan się nie śmieje: istnieje solidarność ludzka, istnieje braterstwo, jestem o tym głęboko przekonany, niech pan się ze mnie nie śmieje... (chichotanie Mordercy; wzrusza ramionami) [...] (Bérenger łamie ręce składa je, błaga, klęka przed Mordercą) Już nie wiem, co mam panu powiedzieć. Na pewno wiele zawiniliśmy wobec pana. (chichotanie Mordercy) A może wcale nie zawiniliśmy. (znowu chichotanie) Nie wiem. Może to moja wina, może pańska, może ani moja, ani pana. Może to nie jest niczyja wina. To, co pan robi, jest może złe, może dobre, może ani dobre, ani złe. Nie wiem już, co mam sądzić. Możliwe, że życie rodzaju ludzkiego nie ma żadnego znaczenia, a więc i jego zniknięcie... może cały świat jest niepotrzebny i ma pan rację, że chce go pan wysadzić w powietrze albo przynajmniej schrupać kawałek po kawałku, jednostkę po jednostce... Może nie powinien pan tego robić. Już nic nie wiem, ja już nic nie wiem. Może pan jest w błędzie, może błąd nie istnieje, może to my jesteśmy w błędzie, że chcemy istnieć... Niech pan powie. Co pan o tym myśli? Ja już nic nie wiem. [...] Mój Boże, nic się nie da zrobić!... Co można zrobić... co można zrobić...

Podczas kiedy zabójca łagodnie chichocząc powoli zbliża się do niego.

KURTYNA

[Eugeniusz Ionesco, "Morderca nie do wynajęcia" (1958)]


© Lech Stępniewski kwiecień 2000

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny