Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

DZIWNE LOSY KSIĄŻEK

LECH STĘPNIEWSKI


W "Gazecie Wyborczej" (31 grudnia - 1 stycznia i 4-5 stycznia 1997 r.) wielki, dwuczęściowy artykuł Lidii Ostałowskiej o profesorze Leszku Kołakowskim. Historia PRL-u i filozofia, ale Dionizy, ten od hierarchii niebieskiej, znowu nazywa się Aeropagita. Aero - to coś powietrznego (jak Aerofłot) i dobrze pasuje do aniołów, areopag zaś nie kojarzy się już chyba z niczym.

Artykuł ma tytuł "Mord w oranżerii", chociaż żaden trup tam się nie pojawia, prócz "zielonego trupa", w którego grano na balu u Ireny Szymańskiej. Mordem w oranżerii nazwał Jerzy Markuszewski wyrzucanie z partii Leszka Kołakowskiego oraz broniących go członków organizacji partyjnej Związku Literatów. "W oranżerii" - bo na werdykt czekano w korytarzu KC wśród doniczek z fikusami. Co do "mordu" zaś, widać tak to wtedy dramatycznie przeżywano: w końcu każdy z "mordowanych" wraz z legitymacją partyjną tracił, było nie było, część swojego życia. Między innymi wtedy właśnie, prócz Kołakowskiego, odeszli z PZPR Jacek Bocheński, Tadeusz Konwicki, Igor Newerly, Kazimierz i Marian Brandysowie, Julian Stryjkowski, Wiktor Woroszylski i... Wisława Szymborska.

Leszka Kołakowskiego wyrzucono z partii za słynne przemówienie wygłoszone 21 października 1966 r. w sali nr 17 na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego. "Poszedłem tam sobie - opowiada dziś Profesor - i powiedziałem parę rzeczy. To nic takiego nie było. Władza i ci młodzi zrobili z tego wielkie rzeczy".

Władza robiła "wielkie rzeczy", wyrzucała, szpiclowała i podsłuchiwała, ale jednocześnie próbowała sięgać, przynajmniej jeszcze wtedy, po dość prostackie metody kija i marchewki. Obijemy cię, zdawała się mówić, ale nie nad miarę; podokuczamy - ale nie aż tak, byś od tego stracił zaraz apetyt na naszą marchew. To tylko w "Gazecie" przeszłość musi być uporządkowana do końca i bez reszty. "Gdy wygłaszał przemówienie w sali nr 17 na Wydziale Historii - pisze Lidia Ostałowska - już go nie drukowano. Potem zakazano cytatów, polemik".

Drukowano. W roku 1967 ukazała się jedna z nie najmniej ważnych książek Leszka Kołakowskiego - "Kultura i fetysze" (m.in. z esejami o etyce bez kodeksu i prawdomówności jako wartości kultury). I by pokusa była większa, ukazała się wyjątkowo sprawnie (Oddano do składania 21.II.1967 r. Podpisano do druku w czerwcu 1967 r. Druk ukończono w lipcu 1967 r. - wówczas cykl taki trwał zazwyczaj 2-3 lata). Pojedyncze prace zdarzało się prof. Kołakowskiemu ogłaszać nawet w latach 1968 i 1969, choć wtedy już wyłącznie w periodykach tak specjalnych, jak "Archiwum Historii Filozofii i Myśli Społecznej" czy "Odrodzenie i Reformacja w Polsce".

Cuda z książkami zdarzały się i później. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych (!), gdy Profesor już od dłuższego czasu wykładał w Oksfordzie, w księgarni naprzeciw Uniwersytetu Warszawskiego na krótko zapełniła się jego dziełami cała półka. Kupiłem sobie wtedy "Jednostkę i nieskończoność" (uczona rzecz - z roku 1958! - o antynomiach wolności w filozofii Spinozy) i kilka egzemplarzy "Filozofii pozytywistycznej" wydanej w roku 1966. Okazało się, że przez cały czas były "na stanie" magazynów Składnicy Księgarskiej i wystarczyło je po prostu zamówić. Nb. mniej więcej w tym samym czasie i w tych samych magazynach odkryto zaginiony nakład trzeciego tomu "Historii estetyki" Władysława Tatarkiewicza, który oferowano, już osierocony, na stole "książek przecenionych" za niewygórowaną cenę 10 złotych.

W lecie przeszłego roku na podobnym stole, stojącym przy ulicy naprzeciwko gmachu dawnego KC, spostrzegłem ze smutkiem, pośród wielu dzieł o szydełkowaniu i kuchni orientalnej, również książkę Leszka Kołakowskiego. Prowadzący interes mężczyzna w średnim wieku, przesadnie wytatuowany wedle podmiejskiej mody, poinformował mnie, że ceny są dwie: książki lepsze kosztują dwa złote, gorsze zaś - złotówkę. Ponieważ wyglądałem widocznie na amatora wyłącznie lepszych książek, tym razem za sumę dwóch złotych stałem się posiadaczem wydanych sześć lat wcześniej "Bajek różnych" ze znakomitymi ilustracjami Andrzeja Dudzińskiego.

Mam w swojej bibliotece jeszcze jedną osobliwość: PIW-owskie wydanie "Rozmów z diabłem" Kołakowskiego - to z odciskiem diabelskich szponów na czerwonej okładce - kupione w 1966 roku w... Moskwie! W jednym z tamtejszych Empików wyceniono tę niewielką książeczkę na - jak oznajmia niezgrabna pieczątka - 0 rubli 34 kopiejki. W wiele lat później profesor Kołakowski wpisał mi do niej aż nazbyt uprzejmą dedykację, nie kryjąc przy tym swego zdumienia i rozbawienia.

Habent sua fata libelli.


© Lech Stępniewski styczeń 1997

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny