Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

LEKARSTWO DLA TERRORYSTY

LECH STĘPNIEWSKI


Zły człowiek wali kijem w łeb i zabiera zegarek, natomiast ludzie, którzy bezinteresownie zabijają setki albo i tysiące przypadkowych osób w oczywisty sposób nie mogą być źli - są więc najpewniej zagubieni albo chorzy. Tak właśnie rozumują dziś rozmaici poczciwcy, gotowi każdego terrorystę przytulić do serca, samemu zaś ibn Ladenowi wysłać szwadron czułych psychoterapeutów.

Ach, głupio napisałem, bo przecie i ten, co zabiera zegarek, nie jest wcale zły - to świat, w którym dla kogoś zabrakło zegarka, jest zły. "Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?" - płacze poeta, a my razem z nim. Bo przydałby się nam w końcu jakiś lepszy świat, skoro wszyscy jesteśmy bardzo dobrzy i tylko niektórzy o tym jeszcze nie wiedzą.

P.T. Terrorystów wprawdzie najlepiej byłoby przekonać, że i oni są dobrzy, po dobroci, ale zazwyczaj trudno się do nich zbliżyć na odległość mniejszą niż odległość strzału. Dlatego też różne okropnie tajne laboratoria wojskowe podobno pracują usilnie nad wyrobem specjalnych gazów zdolnych złagodzić nawet najsurowsze obyczaje. Rozpylałoby się taki gaz nad, dajmy na to, bazą terrorystów i spokojnie czekało na wybuch. Ma się rozumieć - wybuch powszechnej miłości i braterstwa. Stanisław Lem już dawno wszystkie te sztuczki przewidział ze szczegółami.

Niestety, na trwałe skutki bombardowania miłością w proszku trudno liczyć, albowiem - jak uczy Pismo - najważniejsza jest przemiana samego serca człowieczego. I tu właśnie z pomocą przychodzą głosiciele Dobrej Nowiny naszych czasów, to znaczy specjaliści od dłubania w genach.

Już kilka lat temu w czasopiśmie "Cell" opublikowano wyniki badań, z których wynikało, że samotniczo usposobiony osobnik siedzący w kącie różni się od rozdokazywanego, wprost ocierającego się od innych, towarzyskiego stworzenia, zaledwie mutacją pojedynczego genu! A jednak osobnicy pierwszego typu woleli zawsze spożywać swój posiłek w pojedynkę (te zachowania były charakterystyczne dla populacji angielskiej), podczas gdy typ drugi (populacja kalifornijska i australijska) biesiadował wraz z kompanami. Podobno cała rzecz w jakichś receptorach białka odpowiadających za zdolność komórek nerwowych do reakcji na pewne chemiczne bodźce, ale wybaczcie, jeśli coś pokręciłem, bo wprost okropnie to skomplikowane.

W każdym razie uczeni twierdzą, że mogą już bez trudu przerabiać jednych na drugich, tj. wziąć takiego spokojnego Anglika, sztucznie wprowadzić mu odpowiedni gen i w ten sposób, rach-ciach, zmienić go w zsocjalizowanego Kalifornijczyka!

Sama socjalizacja to jednak za mało, by gruntownie wyleczyć zahukanego terrorystę. Dobrze byłoby, gdyby towarzyszył jej jeszcze wzrost przyjaznych uczuć i zdolność do nawiązywania trwałych związków z niewiastami, bo to zawsze trochę niesporo latać z bombą i straszyć ludzkość, gdy w domu czeka obiad i młoda żonka. No i właśnie całkiem niedawno szacowne pismo "Nature" doniosło, że naukowcom z uniwersytetu Emory w Georgii udało się - prawie jak na zamówienie! - wynaleźć "genetyczny eliksir miłości".

Wystarczy podobno jeden zastrzyk z wirusem służącym jako nośnik genu odpowiedzialnego za kodowanie receptora wazopresyny, aby osobnik płci męskiej chętniej (i trwale!) wiązał się z partnerką, którą mu się podsunie. Jednocześnie staje się też bardziej lękliwy i niespokojny, a co za tym idzie - bardziej tolerancyjny dla innych samców!

Autor tego eksperymentu, Larry Young, twierdzi, że niedobór wazopresyny może być również odpowiedzialny za autyzm oraz inne defekty w społecznym funkcjonowaniu. O skłonnościach do terroryzmu co prawda nie wspomniał, ale to przecież oczywiste, że i w tym wypadku użycie takiej humanitarnej wunderwaffe miałoby jedynie błogosławione skutki. Innymi słowy: wy w nas wąglikiem, a my w was wazopresyną.

Dzięki temu w P.T. Terrorystach zwiększyłaby się wydatnie skłonność do życia rodzinnego, czy nawet wręcz domatorstwa - co skądinąd zawsze godne zalecenia. Bo jak pisał Błażej Pascal:

"Kiedym się jął czasami rozważać krzątania się ludzi, niebezpieczeństwa i mozoły, na jakie się narażają na dworze, na wojnie, skąd rodzi się tyle zwad, namiętności, zuchwałych, a często niegodziwych przedsięwzięć itd., odkryłem, iż całe nieszczęście ludzi pochodzi z jednej rzeczy, to jest, że nie umieją pozostać w spokoju i w izbie".
Pozostaje jednak pytanie, czy można utrzymać w izbie kogoś, kto - jak Osama ibn Laden - ma przeszło trzy tuziny dzieci?
* Gwoli jasności dodaję, że opisywane wyżej sztuczki z genami nie zostały na razie wypróbowane na ludziach. Gen zmieniający samotniczego Anglika w towarzyskiego Kalifornijczyka zidentyfikowano u nicieni, mało przystojnych robaków (dla biologów to "obleńce"); ale nicienie-samotniki rzeczywiście pochodziły z Anglii, a nicienie lubiące jeść gromadnie - z Kalifornii i z Australii. Z kolei "genetyczny eliksir miłości" aplikowano tylko nornikom (na zdjęciu w "Nature" wygląda toto jak zwykła mysz polna), które, okazuje się, mają życie wewnętrzne chyba bogatsze niż kukiełki z Big Brothera. Ponieważ jednak ekolodzy już dawno ustalili, że wszyscy - tj. nicienie, norniki, ludzie etc. - jesteśmy braćmi i dziećmi jednej Matki Ziemi, potraktowanie p. Osamy jak nicieńca i nornika nie powinno wzbudzić protestów w kręgach postępowych.


© Lech Stępniewski październik 2001

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny