Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

ŁAZIEBNI, PIEKARZE, WŁAŚCICIELE KANTORÓW

LECH STĘPNIEWSKI


Jak pisze Grzegorz z Nyssy w swym dziele "O boskości Syna i Ducha Świętego", przed wielkim soborem w Konstantynopolu w roku 381 - na którym potępiono arianizm i wiele innych obrzydliwych herezji - atmosfera w mieście była naprawdę niezwykła. Podobno nawet właściciele kantorów wymiany pieniędzy i sprzedawcy płaszczy dyskutowali o teologii.
"Jeśli zapytasz o pieniądze, ten ci odpowie dysertacją o Zrodzonym i Niezrodzonym; jeśli się pytasz o cenę chleba, odpowiedzą ci: Ojciec jest większy od Syna; jeśli zauważysz, że kąpiel jest dobra, łaziebny ci zadeklaruje, że Syn jest z niebytu" (przekład Ewy Wipszyckiej).
Coś podobnego dzieje się teraz w "Najwyższym Czasie!" po artykule pana Zbigniewa Dury o błędach o. Bocheńskiego i redaktor Michalkiewicz przekonuje się widomie, że Duch wieje kędy chce, bo dotąd dyskutowano w jego piśmie przeważnie właśnie o pieniądzach, cenach chleba a także o tym czy cesarz-brudasek nie powinien aby zażywać kąpieli publicznie.

Mój poprzedni artykuł ("Unus defensor" "Najwyższy CZAS!" 6/96) spotkał się w numerze 9/96 z aż podwójną przyganą. Nie zabierałbym głosu, gdyby chodziło o specjalistyczne drobiazgi, ale kontrowersja dotyczy spraw zasadniczych i chciałbym je rozświetlić ku pożytkowi P.T. Czytelników - również tych, którzy wcześniejszych dysertacji nie czytali. Tym razem będzie prawie wyłącznie o Żydach: Jezusie Chrystusie, talmudystach i Karolu Marxie.

* * *
Pan Dura twierdził pierwotnie, że o. Bocheński popełnił błąd natury filozoficznej i źle ustalił tzw. "wiarę podstawową" chrześcijaństwa, wskutek czego doszedł "aż do niebezpiecznego poziomu herezji". Według o. Bocheńskiego tą wiarą podstawową jest wiara w jednego Boga, Stworzyciela i Ojca, którą chrześcijaństwo dzieli wraz z judaizmem i islamem. Właśnie owo "dzielenie" najbardziej oburzyło pana Durę.

W swej żarliwej obronie "wiary (...) jedynej prawdziwej" dopuścił się on jednak pomieszania pojęć: wiara podstawowa chrześcijaństwa to w tym wypadku nie to samo, co istota chrześcijaństwa (zawarta w Credo), ponieważ o. Bocheńskiemu chodziło o uchwycenie istoty religii jako takiej (ściślej: wielkich religii światowych). Kiedy to wytknąłem, pan Dura zmienił front i teraz twierdzi, że błąd o. Bocheńskiego polegał na... samym filozofowaniu. Nie na tym, co myślał, ale że w ogóle ośmielił się myśleć o chrześcijaństwie na wspólnej płaszczyźnie z innymi religiami. Zakaz porównywania Prawdziwego Słowa z czymkolwiek jest - jak już wskazywałem - stanowiskiem obecnym w dziejach chrześcijaństwa niemal od samego początku, ale można je wypowiedzieć w kilku zdaniach, zamiast robić zamieszanie sążnistym artykułem. Wtedy siedziałbym cicho - nie warto bowiem dyskutować z kimś, kto uważa, że przedmiot jego rozważań z założenia nie podlega dyskusji.

Rozumiem, zgorszyły pana Durę uwagi o bliskości judaizmu i chrześcijaństwa, więc rad by zakrzyknąć: z Żydami nie chcemy mieć nic wspólnego! (Prócz Starego Testamentu, rzecz jasna, tj. proroków, patriarchów, ich baranów etc., a także paru rybaków znad jeziora Genezaret i pewnego ucznia rebe Gamaliela.) Już w swym pierwszym artykule z satysfakcją napisał: "według Talmudu nie wszyscy są braćmi, a goje raczej animalibus są podobniejsi, przez to nieczyści". Nie zwróciłem na to uwagi, więc powtórzył mocniej: "Nota bene Żydzi nie uważają innych ludzi za braci, a Talmud idzie aż tak daleko, że traktuje gojów jak jakieś małopoludy (tacy homines erecti)". Dwa razy napisał. Widocznie to dla niego bardzo ważne, żeby dołożyć Talmudowi.

Żydzi nie uważają innych ludzi za braci? Którzy Żydzi? Od razu przypomniał mi się stary i - jakże by inaczej - żydowski dowcip. Wiesz Natanku - mówi Jaś - mamusia nie pozwala mi się z tobą bawić, bo wy, Żydzi, ukrzyżowaliście Pana Jezusa. - To nieprawda! - oburza się Natanek. - To nie my, to na pewno ci Goldbergowie z drugiego piętra. Panu Durze nie chodzi jednak o Goldbergów z drugiego piętra, ale o wszystkich Żydów, którzy "nie uważają". Aż dziw, że w tym wypadku nie czuje awersji do iście zawrotnych abstrakcji, dzięki którym potem jeden bęcwał ustali, co Żydzi wysysają z Talmudu, a drugi - co Polacy wysysają z piersi matki.

Co do samego Talmudu sprawa jest bardziej złożona. Warto sobie uświadomić, że tekst ten powstawał przynajmniej przez kilkaset lat, współtworzyło go kilka tysięcy (!) autorów i w swej obszerniejszej wersji (tzw. Talmud Babiloński) liczy kilkanaście tomów. Należałoby go zatem właściwie traktować jak antologię pełną najróżniejszych opinii, w wielu wypadkach wykluczających się nawzajem. Tymczasem P.T. Antysemici wybierają z Talmudu wyłącznie rozmaite obrzydliwostki, P.T. Filosemici zaś - kawałki świadczące, że jest on niemal jednym ze źródeł Postępowego Humanizmu i Braterstwa Ludzkości.

Równie dobrze z Antologii Poezji Polskiej można wysnuć wniosek, że Polacy to banda pieniaczy i opojów, albo, przeciwnie, naród powstańców i myślicieli. Ba, wystarczy jeden tylko Mickiewicz, by przytaczać zdania świadczące o Tradycyjnym Polskim Postępowym Internacjonalizmie: "szlachetna szyja Rylejewa, którąm jak bratnią ściskał", jak i zdania świadczące o Tradycyjnym Polskim Wstecznym Szowinizmie: "gorszy z was lepszy jest niż dobry cudzoziemiec".

W dodatku P.T. Antysemici notorycznie zapominają, że dla pobożnego Żyda Talmud nie jest ważniejszy od Tory ("Nie będziesz się brzydził Edomitą, bo jest twoim bratem, ani Egipcjaninem, bo przybyszem byłeś w jego domu" - Pwt 28,8, cytowane w Talmudzie m. in. w traktacie Bawa Kamma). Natomiast P.T. Filosemici czasem posuwają się do przeinaczania cytatów (znane zdanie: "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat" w Talmudzie brzmi: "Kto ratuje jedno życie w Izraelu..."). Rzeczywiście, ekskluzywizm żydowski często może być przykry, ale przecież nawet Pan Jezus powiada, że brat, który nie usłucha Kościoła "niech ci będzie jak poganin i celnik" (Mt 18,17) i trudno byłoby dowieść, że jest to wezwanie do braterstwa, i że poganina (chrześcijańskiego goja) uważa się tu za tożsamego z prawowierną owieczką.

W tym miejscu jeszcze trzy krótkie uwagi:

1. Ponieważ pan Dura objawił się nagle jako miłośnik logiki, proszę, by przemyślał sobie następujące zdanie: Chrześcijaństwo jest - podobnie jak islam i judaizm - monoteizmem, ale nie każda religia monoteistyczna jest chrześcijaństwem.

2. Zwracam uwagę panu Durze, że jego twierdzenie "człowiek myśli abstrakcyjnie (...), lecz posługując się abstrakcją myśli o rzeczach konkretnych" niebezpiecznie przypomina niesławne poglądy franciszkanina Wilhelma Ockhama, z powodu których ów heretyk spędził trzy lata w więzieniu Świętej Inkwizycji nim strachem zdjęty zbiegł stamtąd przed końcem procesu pod opiekę cesarza Ludwika Bawarskiego, wielkiego nieprzyjaciela samego Ojca Świętego.

3. Przykro mi, że przywołane przeze mnie słowa Jezusa Chrystusa o tym, by nigdy bratu swemu nie mówić "Bezbożniku" pozostały całkiem bez echa.

* * *
Pan Jan Steczkowski zbeształ mnie z kolei za to, że terminologię o. Bocheńskiego (wiara podstawowa - nadbudowa religijna) pozwoliłem sobie potraktować - doceniając wielkie poczucie humoru ojca Innocentego! - jako świadomą kalkę pojęć diamatu Karola Marxa, Żyda z zupełnie innej parafii (konkretnie parafii św. Pankracego w Londynie, gdzie wybrano go nawet w roku 1868 konstablem). To "pozbawione jest sensu" - napisał pan Steczkowski, a potem wyliczył kilka różnic. Niestety, dowiódł jedynie, że za czasów poprzedniej wersji obecnego ustroju marxizmu się nie nauczył, co zresztą można uznać za pozytywny przejaw swoistego nonkonformizmu.

I tak, Marx nigdy nie mówił "o pełnej zgodności w danym czasie i miejscu między istniejącą bazą i odpowiadającą jej nadbudową". Mówił akurat odwrotnie - o niezgodnościach między bazą i nadbudową, które pobudzają rozwój społeczeństw i w konsekwencji prowadzą do rewolucji.

Jeżeli o. Bocheński stoi na stanowisku, że - cytuję pana Steczkowskiego - "to samo jądro (wiara podstawowa) kreuje szereg różnych form jej wyrażania", to zgadza się z diamatem wprost cudownie. To samo kapitalistyczne jądro kreuje np. szereg różnych form politycznych (proszę porównać choćby USA, Singapur i Izrael), a w feudalizmie różnice w nadbudowach są jeszcze większe.

Owszem, teoria marksistowska ma wyraźnie dynamiczny charakter, lecz i teorię wiary podstawowej łatwo uzupełnić o ten aspekt. Chociaż o. Bocheński zdążył zająć się jedynie religiami monoteistycznymi, czyli jakby tylko jedną formacją, nic nie broni uwzględnić także politeizm, animizm, fetyszyzm itp. wcześniejsze "formacje religijne".

Gdyby zdanie "byt określa świadomość" rozumieć tak pryncypialnie, jak zrobił to pan Steczkowski, trzeba by przyjąć, że według Karola Marxa wszyscy brzuchaci kapitaliści z cygarami w gębach zawsze myślą jednakowo i inaczej myśleć nijak nie mogą. Hola, drogi panie! Aż takim idiotą to on nie był! A co z magicznym zwrotem "w ostatniej instancji", co z dialektyką? Oj, przydałaby się powtórka z materializmu historycznego. Nie daj Boże, żebyśmy musieli na nią niedługo czekać!

A tak nawiasem - przyjemnie nieraz pogawędzić z łaziebnym o prawdach wiary i tajemnicach bytu. Nawet tanie mydło zaczyna wtedy pachnieć jakoś kulturalniej.


© Lech Stępniewski marzec 1996

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny