Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

JAK PISAĆ

LECH STĘPNIEWSKI


W Gazie, w Nazarecie, w Ramallah dzieją się dziś rzeczy straszne, ale również rzeczy straszne trzeba umieć opisać. Początkujący publicysta zapewne ograniczyłby się w takim wypadku do bezmyślnego rejestrowania faktów - to znaczy tego, kto, kogo, kiedy i jak zamordował. Natomiast publicysta wytrawny nawet z dalekiej Polski potrafi dostrzec subtelne różnice oraz przyczyny i tło wydarzeń.

Tło jest najważniejsze - świat, jak zawsze, nienawidzi Żydów, toteż gdy "zbłąkane kule" zabijają jednego palestyńskiego chłopca, natychmiast "we Francji płoną synagogi", a "w Chicago strzelano do Żydów". Po dwóch dniach wprawdzie o krwawej strzelaninie w Chicago już ani słowa, ale we Francji dalej "podpalano synagogi", choć próżno dociekać, ile ich w końcu spłonęło. "W obliczu tych zbrodniczych czynów - kończy wątek francusko-chicagowski wytrawny publicysta - wszyscy - z mediami na czele - winni" etc. etc.

Z mediami na czele, albowiem traf chciał, że zabójstwo palestyńskiego chłopca zostało sfilmowane i "kadry obiegły cały świat". Wkrótce jednak, za sprawą kolejnego trafu, w Ramallah pojawili się "zabłąkani Izraelczycy", rezerwiści, wzięci przez Palestyńczyków za tajnych agentów i zakatowani, więc "przyszły inne kadry i obraz zmienił się diametralnie". Tak w każdym razie zapewnia wytrawny publicysta, czyniąc zarazem użytek z tego, że w tej wojnie jedna ze stron musi być z konieczności chałupnikiem zbrodni: może swego wroga jedynie rozdeptać, rozerwać na strzępy, włóczyć po bruku - a potem pokazywać "w triumfie zakrwawione dłonie". "Zakrwawione dłonie" - to obraz z jądra ciemności. Spokojny wyraz twarzy izraelskiego snajpera - gdyby go jakimś cudem sfilmowano przy pracy - z całą pewnością odbiegałby od dzikich min palestyńskiego "motłochu". Niektórym widzom skojarzyłby się raczej z ambitnym, skupionym na trudnej operacji chirurgiem...

Taki fachowiec naturalnie nigdy nie strzela do dzieci. Najwyżej czasem zmuszony jest strzelać w ich kierunku, gdyż "w zamieszkach od samego początku uczestniczyła palestyńska policja" i uzbrojone bojówki Arafata. "To posługiwanie się przez Palestyńczyków bronią - wyjaśnia wytrawny publicysta - spowodowało gwałtowną reakcję żołnierzy z atakowanych izraelskich posterunków". Wytrawny publicysta dyskretnie nie tłumaczy, w jaki sposób tak mizerna przyczyna zdołała wywabić na nowy mord izraelskie helikoptery i czołgi. "Posługują się bronią", powiada, ale przecież nie słychać, żeby trafiali. Wygląda na to, że w oczach wytrawnego publicysty ludzie Arafata należą do chyba najgorzej wyszkolonych w swym rzemiośle terrorystów.

Pozostaje jednak smutna sprawa owego 12-letniego chłopca "tulącego się z ojcem do muru w Gazie nim trafiła go zbłąkana kula", który umierając przed ślepiami kamer zepsuł Izraelowi reputację w telewizorach całego świata. Co gorsza, ośmielił się umrzeć nieanonimowy, bo dotąd zabitych Palestyńczyków liczono zazwyczaj na tuziny, a to nie działa na wyobraźnię. Dlatego wytrawny publicysta decyduje się napisać jasno: "Palestyński chłopiec zginął w wymianie ognia po palestyńskim ataku na izraelski posterunek. Gdyby Palestyńczycy przestali strzelać, mógł ocaleć. Kula, która go dosięgła, nie miała narodowości".

Te trzy krótkie zdania dały mi znacznie więcej do myślenia niż niejeden obszerny i gadatliwy artykuł. Teraz wiadomo już, że to tylko kule i rezerwiści błądzą. Słowa pana Dawida Warszawskiego, wytrawnego publicysty w służbie czynnej, są zawsze celne.


© Lech Stępniewski październik 2000

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny