Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

Z DZIEJÓW POSTĘPU

LECH STĘPNIEWSKI


Lewica zawsze chce cudzego dobra, a czasem nawet wszystkich cudzych dóbr naraz. Wynika to jasno również z przemyśleń pewnego głośnego niegdyś socjalisty, które niedawno ukazały się w polskim przekładzie.

Budowę świetlanej przyszłości zacząć trzeba oczywiście od planowania, ponieważ "sensowne wykorzystanie sił narodu można osiągnąć tylko przez centralną gospodarkę planową". "Co do planowej gospodarki - dodaje zaraz ów skromny mąż - dopiero zaczynamy i wydaje mi się czymś pięknym budowa (...) europejskiego ładu gospodarczego".

Planowa państwowa gospodarka staje się koniecznością również dlatego, że gospodarka prywatna "wszędzie składa się z takich samych łajdaków, zimnych groszorobów. Biznes przypomina sobie o idealizmie tylko wtedy, gdy chodzi o zarobki robotników: jak to, chcecie podwyżki? A gdzie wasz idealizm?"

"Nie spotkałem jeszcze przemysłowca - podkreśla nasz bohater z nutką ironii - który na mój widok nie robiłby zbolałej miny (...) Posłuchać ich, to się wydaje, że już ledwo zipią. Ale jakoś ich stać na wszystko".

Gdy jednak socjaliści szparko zabiorą się za gospodarkę, na (prawie) wszystko będzie stać przede wszystkim robotników: "W przyszłości każdy robotnik będzie miał urlop (...) a raz czy dwa w życiu będzie mógł odbyć podróż morską".

Przy okazji - żeby było taniej - wszystko się ujednolici i znormalizuje: "Po co nam (...) sto różnych wzorów wanien? Po co nam zróżnicowane wymiary okien i drzwi? Żeby do nowego mieszkania trzeba było koniecznie kupować nowe firanki? (...) W ciągu roku - dwóch trzeba z tym procederem skończyć!"

Wtedy też pomyśli się o "tanim radiu" i "popularnej maszynie do pisania". Jednocześnie zdolna młodzież będzie kształcona na koszt państwa, gdyż najważniejsze pytanie brzmi: "jak dać każdemu, oprócz zawodu, możliwość dalszego rozwoju".

W końcu bowiem "naszym zadaniem jest wychowanie człowieka, który będzie widział piękne i prawdziwie wspaniałe strony życia (...) Chcemy cieszyć się pełnią życia (...) i unikać wszystkiego, co według ludzkiej miary szkodzi bliźniemu".

Takiego nowego człowieka trzeba, rzecz jasna, trzymać z dala od Kościoła. "Bez klechów można się świetnie obejść". Mają oni w dodatku "perwersyjne skłonności", a całe to ich "chrześcijaństwo jest największym nawrotem ciemnoty, jaki ludzkość kiedykolwiek przeszła". Co innego podziwiać wspaniałość kosmosu, który "jest nieskończony we wszystkich kierunkach" czy propagować ekologię, ponieważ już niedługo skończy się węgiel i wtedy "posłużymy się innymi siłami przyrody - powietrzem i wodą".

Jednak "nigdy nie wolno narodowemu socjalizmowi (...) naśladować religii. Jest jedynie zobowiązany nieustannie naukowo rozbudowywać swoją teorię, która jest niczym więcej jak hołdem złożonym rozumowi".

Narodowemu socjalizmowi? A tak! Autorem tych wszystkich postępowych myśli jest bowiem ADOLF HITLER!

Bardzo lubił myśleć. "Gdyby znalazł się ktoś inny - powiedział kiedyś - nigdy nie pakowałbym się w politykę, lecz został artystą [Obejrzyj w drugim oknie dwie akwarele Adolfa Hitlera] lub filozofem" . Dlatego w wolnych chwilach zawsze rozmyślał: o mikrokosmosie, teorii glacjalnej, prawach natury a także o ludziach przedksiężycowych i Atlantydzie. Był również prekursorem, jeśli chodzi o styl życia: praktykował wegetarianizm, miłość do natury, a przy tym nie stronił, zdaje się, od rozmaitych narkotyków.

Monologi, które Hitler wygłaszał przy posiłkach w swych kolejnych kwaterach głównych w latach 1941-1944, zostały zachowane dla potomności dzięki staraniom Parteigenosse Martina Bormanna. Są świadectwem bardziej wiarygodnym niż chronologicznie wcześniejsze - i przełożone kilka lat temu - "Rozmowy z Hitlerem" Rauschninga. Führer jadał zwykle w dobranym gronie i mógł mówić długo i swobodnie, nie skrępowany wymogami doraźnej taktyki albo propagandy. Ot, takie tam niby-sympozjony narodowych socjalistów.

Teraz, dzięki polskiemu wydaniu "Rozmów przy stole", mamy rzadką okazję posłuchać samego Hitlera, gdyż dotąd byliśmy przeważnie skazywani na rozmaitych pośredników, zawsze lepiej wiedzących, co naprawdę autor "miał na myśli". O dziwo, akurat ta nienormalność mało komu wadziła! Jeszcze niedawno krajowa edycja "Mein Kampf" wywołała taką falę oburzenia wśród postępowców i ludzi stadnych, jakby już samo czytanie owego dziełka świadczyło o zbrodniczości czytającego. Dawano wtedy do zrozumienia, że porządnemu człowiekowi powinna w zupełności wystarczyć moralna ocena "faszyzmu", jak międzynarodowi socjaliści lubią nazywać konkurencyjny sklepik socjalistów narodowych. A przecież nawet najtrafniejsza ocena bez rzetelnej wiedzy czyni człowieka bezbronnym i nie pozwala mu dostrzec wokół siebie tego, co kiełkując dziś tak niewinnie, być może będzie wymagać niedługo akurat takiej samej oceny.

Niestety, nie mogę polecać tej pożytecznej książki z zupełnie czystym sumieniem. Tłumaczenie jest miejscami fatalne, redakcja niestaranna, skład zaś - amatorski. Niezrozumiałe zdania, dziwaczna interpunkcja oraz niewybaczalne w takich ilościach literówki i błędy ortograficzne psują na każdym kroku przyjemność lektury.

Za większość potknięć odpowiada pan Stefan Dejkało, który "Rozmowy przy stole" zredagował, po części przetłumaczył, opatrzył dość osobliwym posłowiem, a nawet zaprojektował dla nich okładkę. Ze wszystkich tych dzieł jedynie okładka prezentuje znośny poziom. W swym posłowiu pan Dejkało pisze mętnie o jakimś mającym rychło nastąpić "odrodzeniu słowiańskim". Ale gdzie tu, bracia Słowianie, odrodzenie, skoro nawet tacy echt-patrioci, jak on, własnej mowy nie szanują. Dobrze, że Hitler, siedząc w raczej głębokim kotle socjalistów, tego nie widzi, bo z pewnością mruknąłby zaraz: zwykłe słowiańskie niechlujstwo, i rozpoczął swój kolejny monolog - tym razem przy smole.

[Adolf Hitler, "Rozmowy przy stole", Wydawnictwo CHARYZMA, Warszawa 1996.]


© Lech Stępniewski styczeń 1997

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny