Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

ĘCYKLOPEDIA

LECH STĘPNIEWSKI


Czy nie powinna istnieć porządna polska encyklopedia, z której można by się dowiedzieć, jak wygląda świat widziany z prawej strony? Oczywiście, że powinna! Choćby dla równowagi! Choćby po to, by nie czytać wiecznie tej samej lekcji, że antypolonizm to wymysł antysemitów, antysemici zaś to przepełnieni fanatyczną i chorobliwą nienawiścią katolicy, osobliwie polscy, co oczywiście żadnym antypolonizmem nie jest.

Dlatego Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne wydając pierwszy tom swej "Encyklopedii «Białych Plam»" sprawiło mi właśnie tę osobistą przykrość, jaką zawsze kończą się zawiedzione nadzieje. Gdy kartkowałem to dzieło, nieustannie widziałem też oczyma wyobraźni rozmaitych postępowych mentorów już zacierających z uciechy swe lewe ręce. Bo oto okropna "prawicowa kultura" sama, dobrowolnie, wystawiła im pupę do klapsów.

 

Literówgi i błendy

Dobra encyklopedia musi być przede wszystkim bezbłędna. To nie gazeta, gdzie bystrzy czytelnicy zaraz podniosą larum, a redakcja w następnym numerze omyłkę z pokorą sprostuje. Jeśli idzie o informacje, encyklopedia jest ostateczną wyrocznią i dlatego drobiazgi, które ujdą w artykule (bo sprawdzi się je w encyklopedii!), tu robotę redakcji od razu dyskwalifikują.

Z przykrością informuję więc redakcję PWE, że: Klemens Aleksandryjski, Atenagoras i Tertulian na pewno nie żyli w średniowieczu (s. 15); autor "Rozmów z Hitlerem" dwa razy pisany Rauschung, to Rauschning (s. 88); antropozof Rudolf Steiner nie urodził się w roku 1865 (s. 102), ale w roku 1861; pewne chrześcijańskie pismo to nie Didach, ale Didache (tak się skraca Didache ton dodeka apostolon) (s. 107); cytowana książka Hervé Rousseau nie nazywa się "Ciemny Bóg" ale "Bóg zła" (Le dieu du mal) (s. 109); zamiast "J. Zawiejski" powinno być "J. Zawieyski" (s. 117); Didero nazywa się naprawdę Diderot, Schoppenhauer to Schopenhauer, a Elliot - Eliot (wszystko na s. 176); fałszywy żydowski mesjasz to nie Sabbataj Cewi, ale Sabbataj Cwi (s. 191); a Ben Gurion (1886-1973) nie mógł starać się o odwołanie wyklęcia Spinozy (1632-1677) "jeszcze prawie 200 lat po jego śmierci" (s. 192).

 

Trudna polska język

Dobra encyklopedia musi też być napisana językiem poprawnym i jasnym.

Nie ma w niej miejsca dla kwiatków w rodzaju: "wydobyć dziecko i móc go ochrzcić" (s. 16), zamiast "je ochrzcić", ani też "wielu poddaje w wątpliwość", gdyż w języku polskim w wątpliwość się podaje (s. 81). Dodatkowy męt wprowadzają literówki. Na s. 102 zamiast "rozumieniem a." [antropozofii], powinno być "rozumienie", a dziwne "postulata partyjności" ze s. 299 to po prostu "postulat apartyjności". Wydaje mi się też, że na s. 103 zamiast "przenika jednostronność", powinno być "przezwycięża..."

Z takimi błędami jeszcze pół biedy, bo przynajmniej sens zdań nie do końca czytelnikowi umyka. Są jednak w "Encyklopedii «Białych Plam»" miejsca zagadkowe i trudno zrozumiałe.

W haśle "alienacja", po ryzykownie zwięzłym przedstawieniu myśli Hegla, powiada się, że według Marksa alienację usunie "zniesienie kapitalistycznych własności środków produkcji" (s. 84). I teraz nie wiem, czy według autora hasła środki produkcji mają swoiste "kapitalistyczne własności" (w odróżnieniu od np. "własności socjalistycznych"), czy też po prostu szanowny autor niedbale przepisał z pierwszego lepszego podręcznika marksizmu frazes o zniesieniu "kapitalistycznej własności..."

W haśle "aborcja" informuje się czytelnika, że "fundacja Rockefellera przeznaczyła w latach 20. fundusze na pewną budowlę dla E. Rüdina" (s. 20), autora hitlerowskiej ustawy o sterylizacji, ale już się nie wyjaśnia, co to była za tajemnicza "budowla" i co w ogóle z tej demaskatorskiej informacji wynika.

Przy układaniu hasła "antysemityzm" chyba też przepisywano niedbale i dlatego dowiadujemy się, że: "Prześladowanie Żydów za Nerona było bez wątpienia spowodowane przez żydowskie donosy" (s. 179).

Podobne objaśnienie - z gatunku "podoficerska wdowa sama się wychłostała" - znaleźć można i w haśle "akcja «Wisła»": "Ostatecznie Łemków uratowała stanowcza decyzja W. Gomółki (sic!), która zahamowała proces ich wysiedlania; wydawało się, że ich problem został rozstrzygnięty, tak jak tego sobie życzyli, przyszłość jednak pokazała, że tak nie jest; do «sprawy» wkradło się wiarołomstwo, które w dużej mierze legło u podstaw decyzji w sprawie a. «W» [akcji "Wisła"]" (s. 74-5). Mętlik okropny. Wygląda na to, że Łemków najpierw "uratował" Gomułka, ale oni potem i tak jednak sami na siebie bicz ukręcili i złośliwie - niczym owa podoficerska wdowa u Gogola - się wychłostali. Osobnym majstersztykiem autora jest też, iż w całym tym sporym haśle ani razu nie padają określenia "komuniści" czy "komunistyczne władze". Ba, nawet wojsko - w innych miejscach tej książki traktowane jako komunistyczne narzędzie do walki z polskim społeczeństwem (np. s. 244) - staje się po prostu zwyczajnym Wojskiem Polskim.

I z zupełnie innej beczki: "Cage «komponuje» sonatę fortepianową pt. 4'33, o której mówi się, iż jest to «kompozycja w trzech częściach, w czasie której żaden dźwięk nie jest celowo produkowany»" (s. 285). Aha! - pomyśli czytelnik - to znaczy dźwięki są tam produkowane niecelowo. I pobłądzi. A wystarczyłoby napisać jasno, że utwór Cage'a to 4 minuty i 33 sekundy ciszy. "Pianista" siada do fortepianu i nie wydobywa żadnych dźwięków!

 

Żydowskie studentki i maniczne manie

Beztroska językowa wielu autorów tego tomu bierze się zapewne stąd, że najwyraźniej encyklopedia pomyliła im się z publicystyką. Dlatego są raczej żarliwi, niż dokładni, dlatego też w ideowym zapamiętaniu uwieczniają - bo każda encyklopedia jest rodzajem muzeum - jakieś pięciorzędne drobiażdżki.

W haśle "aborcja" dzieje polskich ustaw pro- i antyaborcyjnych po roku 1989 (żadna tam "biała plama"!) odtworzone zostały aż do poziomu polemiki posła Jurka z posłanką Labudą (s. 30). Ważne hasło "antypolonizm" wygląda jak z grubsza tylko posegregowany zbiór wycinków z gazet (w rodzaju "w «Canadian Jewish News» (24 IX 1992) podano dość szczególne wypowiedzi żydowskiej studentki", s. 159) opatrzony komentarzem.

Cudacznie prezentuje się pod tym względem hasło "Alaska". Można się z niego dowiedzieć, że podczas pogrzebu gen. Krzyżanowskiego, pierwszego organizatora administracji amerykańskiej na Alasce, "orkiestra grała marsza żałobnego jego kuzyna F. Chopina", i że w październiku 1999 r. wojewoda śląski Marek Kempski uzyskał w USA ofertę pracy na Alasce dla polskich górników (to już też biała plama?). Niestety, "przybywający z Polski będą mogli otrzymać najwyżej 80% płacy górników amerykańskich" (s. 79).

Niektórzy autorzy potraktowali z kolei "Encyklopedię" jako rodzaj trybuny dla swych teorii i teoryjek. Jeden rzuca śmiałą myśl, że "pojęciowym wyrazem abstrakcjonizmu jest teologia negatywna" (s. 37), a także w trzech różnych miejscach paskudnym niby-naukowym żargonem snuje opowieści o bycie jako Ruchu-Nieokreśloności i bycie jako Idei-Tożsamości-Niezmienności, z czego wynikają ponoć ejdetyczne i maniczne teorie sztuki (s. 37-8, s. 111, 287-8). Przy okazji określa sceptycyzm jako dewiację umysłową (s. 111) i pewnie dlatego na s. 191 zamiast "sceptyków" są "ceptycy".

Inni nie chcą być gorsi i w szale doprawdy manicznym wywodzą, że "w pewnym sensie komunizm wyewolułował (sic!) z liberalizmu" (s. 118). Dalej są jeszcze bzdury o tym, że to teorie liberalne doprowadziły w XIX wieku do"okrutnego wyzysku robotnika fabrycznego" i w ten sposób "komuniści znaleźli podatny grunt dla głoszenia swych rewolucyjnych, wywrotowych teorii".

W zbyt wielu, jak na mój gust, artykułach przez usuwanie białych plam rozumie się głównie skrupulatne podawanie "prawdziwych nazwisk". Po pierwsze, co to dziś za plamy, skoro broszurki z odpowiednimi wykazami amatorzy mogą dostać nawet na Krakowskim Przedmieściu. Po wtóre, nawet i tu zgody narodowej nie ma, i jeden odplamiacz pisze, że Julian Stryjkowski to Julian Stark (s. 50), a inny - że Pesach Stark (s. 174). Panowie, czyżby ktoś jeszcze w Polsce nie wiedział, że Julian Stryjkowski był Żydem!

 

Ambitni do pióra!

Rzecz jasna byłbym niesprawiedliwy obwiniając wszystkich autorów "Encyklopedii" o niechlujstwo, mętniactwo i umysłową lewiznę. Z przyjemnością czytałem np. klarowne i treściwe hasła opracowane przez pp. Jacka Bartyzela i Bohdana Urbankowskiego.

Bóg jeden w niebiesiech wie natomiast, jakie okrutne męki cierpiałem studiując hasła podpisane przez ks. Aleksandra Posackiego (wiele błędów i językowych łamańców w nich właśnie wyłowiłem), któremu udało się do "Encyklopedii" przemycić chyba bruliony swoich kazań z cyklu "Co dobry katolik o świecie wiedzieć powinien".

Nie jęczałem dowiadując się, że "Platon w «Uczcie» opisywał praczłowieka jako istotę biseksualną w kształcie koła" (s. 97). Nie szlochałem widząc, że ks. Aleksander potrafi napisać duże hasło o aniołach bez choćby napomknienia o Pseudo-Dionizym Areopagicie i jego "Hierarchii niebiańskiej", a za to z cenną uwagą, że bł. Ojciec Pio "miał zwyczaj posyłania swego Anioła stróża w różnych misjach" (s. 100). Ale i na mnie przyszedł w końcu płacz i zgrzytanie zębów, gdy w haśle o antropozofii doszedłem do szkół waldorfskich.

Są to szkoły, ma się rozumieć, podejrzane i sekciarskie, a kwintesencją ich ohydy jest - i tu już ks. Posacki SJ wyraźnie przesadził w swej jezuickiej dialektyce - "intensywna współpraca szkoły z domem rodzinnym dziecka" służąca "tworzeniu wspólnego frontu światopoglądowego" (s. 106)! Innymi słowy, szkoła waldorfska wychowuje dzieci dokładnie tak, jak sobie tego życzą ich rodzice. Czyżby zatem prawicowym ideałem miało być raczej katolickie ministerstwo oświaty?

*

W haśle "ambicja" jako pierwszą pozycję bibliograficzną podaje się "Sumę teologiczną" św. Tomasza, a ponieważ cała "Suma" to półka książek, odesłanie staje się zarazem doskonale bezużyteczne. Aliści samo hasło już takie nie jest i nie byłoby źle, gdy P.T. Redakcja "Encyklopedii «Białych Plam»" zechciała raz jeszcze je przeczytać.

Pisze się tam bowiem ze wszech miar słusznie, że ambicja może być "motorem w dążeniu do jeszcze większego dobra", ale zawsze należy ją "odróżnić od zarozumiałości, która polega na przecenieniu zdolności i podejmowaniu działań przekraczających siły, możliwości bądź zdolności". Ano, należy...

"Encyklopedia «Białych Plam»", t. I, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, Radom 2000.


© Lech Stępniewski marzec 2000

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny