Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

DOBRANOC! ZAPIĘTA

LECH STĘPNIEWSKI


"Daj mi pierś ucałować" - powiada bohater sonetu Mickiewicza i zaraz dodaje ze smutkiem - "Dobranoc! zapięta". A my, praworządni czytelnicy, oddychamy z ulgą, że zapięta, więc do niczego, chwała Bogu, na pewno nie dojdzie, i ani cześć kobieca, ani - nade wszystko! - Ustawy Sejmowe nie zostaną wystawione na ciężką próbę.

W komentarzach do niedawnej nowelizacji "pornograficznych paragrafów" kodeksu karnego najczęściej pojawiały się dwa sprzeczne wątki. Po pierwsze, pryncypialnie oburzano się na ustawodawcę za to, że próbuje dyktować dorosłym ludziom, co wolno im w zaciszu domowym oglądać. Wszelako zaraz potem odgrażano się buńczucznie, że będzie to dyktatura wielce nieskuteczna: chętni i tak, co chcą, sobie kupią, ale po wyższej cenie, bo wyprodukowane już nie przez "normalnych biznesmenów", lecz przez "gangsterów". Słowem, Sodoma i Gomora jeszcze okropniejsza, a przy tym kolejne upokorzenie nieskutecznego prawa.

Wynikający stąd morał - że nie warto by organy ustawodawcze państwa debatowały o organach płciowych obywateli - jest po części słuszny: ale pożyteczny chyba tylko dla zimnokrwistych trzebieńców. Natomiast prawdziwi miłośnicy wszetecznych wizerunków powinni raczej radować się klątwami, jakie na ich pieścidełka nakłada prawodawca! Jeśli bowiem pornografia ma zachować to, co w niej najcenniejsze, ów erotyczny pieprzyk przyprawiający o miły dreszcz w lędźwiach, musi być, przynajmniej trochę, zakazywana i prześladowana!

Tradycyjna mądrość - droga każdemu konserwatyście - nie bez racji podkreśla zbawienny wpływ zakazów na ludzkie apetyty. W dziedzinie płciowej reguła ta sprawdza się szczególnie dobrze, bo od czasów prowansalskich trubadurów w kulturze europejskiej do natury erotycznego napięcia należy coś, co nazwałbym w skrócie zabraniającym podsuwaniem. Bardzo ładnie ujmuje to pewien Mickiewiczowski czterowiersz (niestety - najpewniej apokryficzny!) napisany dla Edwarda Odyńca wybierającego się w towarzystwie kilku dam z pielgrzymką do Wędziagoły:

"A gdy dochodząc usiądą przy drodze,
Aby wdziać białe pończoszki:
Pamiętaj, chłopcze, o mojej przestrodze,
Nie patrzeć wtedy na nożki
".

Kliknij, by powiększyć [13 KB]
[Przykład dobrej, konserwatywnej erotyki w wykonaniu Franciszka Bouchera]

Otóż to: pończoszka, nożka, tu dekolt, tam biały karczek, a po pierwszym pocałunku - w siódmym niebie. Dzisiejsi smętni rozpustnicy (niesłusznie nazywani erotomanami), aby dostąpić porównywalnych uniesień musieliby się chyba wykosztować na pół agencji towarzyskiej.

Wytrawni szachiści mawiają czasem, że groźba bywa silniejsza niż wykonanie: gdy postraszę przeciwnika zbiciem piona, może on zrobić głupstwo więcej dla mnie warte, niż sam pion zgarnięty znienacka. I bardzo podobne prawidła rządzą grą miłosnych namiętności! Również w erotyce obietnica podnieca mocniej niż spełnienie - szczególnie w wypadku, gdy przez spełnienie rozumie się jedynie kolejny obrazek pełen rozdokazywanych nagusów.

Tymczasem pornografia rozkładana na straganach bez żadnych ograniczeń staje się spełnieniem wyjątkowo prostackim. Wyprana z obietnic niczym plaża dla nudystów, upodabnia się do fabularyzowanego podręcznika ginekologii albo, w najlepszym razie, do poradnika spożywania owoców "przedsiębiorczości genitalnej" (ten piękny termin pożyczam z "Epistemologii strip-tease'u" Leszka Kołakowskiego). Owszem, prawne zakazy i mnie nie całkiem smakują. Daleko bardziej wolałbym jakieś normalne kulturowe tabu w rodzaju "nie wypada", ale co począć - postępowcy już się z tym dorobkiem ludzkości (a tak! dorobkiem! spróbujcie sami coś podobnego stworzyć!) rozprawili.

Dodatkową zaletą erotyki jest to, że łechce ona i rozwija wyobraźnię. Bardzo to potem pomaga w realnym życiu, gdyż niewiele alkowianych par przypomina, dajmy na to, Richarda Burtona i Liz Taylor. A topornie dosłowna pornografia, ze wszystkimi organami na wierzchu, działa akurat przeciwnie. Człowiek kupuje kolejny numer sex-pisemka, wyobraża sobie Diabeł wie co, na koniec z dreszczem emocji otwiera, a tu nic - tylko gołe baby...

Od groźby wszechogarniającej nudy przemysł pornograficzny ratuje się na dwa sposoby.

Zrazu, gdy zwykły seks już nie bardzo podnieca, nasila się bodźce: zamiast pani z panem jest więc pani i dwóch panów, potem trzech, wielkie orgie etc. Wreszcie lansuje się także zachowania seksualne w powszednim życiu niezmiernie rzadkie, licząc na to, że miejsce bodźców erotycznych zajmie u oglądaczy pospolita ciekawość. Bo przecież pisemek z zoofilami czy kalekami w roli głównej (była swego czasu taka moda w krajach bardziej od nas wyzwolonych) nie robi się dla innych zoofilów i kalek!

Jest to strategia szczególnie amoralna: niszczy ostatnie resztki barier obyczajowych, a na dokładkę prowadzi prostą drogą do hodowli dewiantów seksualnych przyzwyczajanych stopniowo do coraz silniejszych dawek. Niemniej wynajęci "seksuolodzy" zawsze objaśnią na wyprzódki, że takie udziwnienia są pożyteczne i dobre, bo umożliwiają zaspokojenie słusznych potrzeb rozmaitym "kochającym zupełnie inaczej", którzy w przeciwnym razie byliby zmuszeni coś tam pogwałcić i pomordować.

Mniej perwersyjny (i u nas najpospolitszy) jest drugi sposób, polegający po prostu na regularnych i masowych dostawach świeżego mięsa. W tym wypadku zakłada się, że jeśli tylko towar będzie łatwo dostępny i niedrogi, klient nie pożałuje paru groszy na nowe pupy i piersiątka. Ale żeby prowadzić taką gospodarkę ekstensywną na opłacalną skalę przemysł pornograficzny potrzebuje nieograniczonej swobody działania!

I w tym miejscu pora nareszcie rozwiać mit głoszący, że z powodu prawnych restrykcji wydawnictwa pornograficzne "zejdą do podziemia" i tam wpadną w objęcia chciwych brudnej mamony "gangsterów".

Otóż prawdą jest, że w czasach prohibicji robiono wielkie pieniądze na przemycie alkoholu, że dziś robi się pieniądze kosmicznie większe na produkcji i przemycie narkotyków, ale nikt nigdy nie zrobił - i nie zrobi! - wielkiego majątku na produkcji czy przemycie zakazanej pornografii, więc żadni zdrowi na umyśle "gangsterzy" się za taki mierny interes nie wezmą.

Przeciwnie, wszyscy ci właściciele rozmaitych "Playboyów", "Hustlerów" czy pomniejszych gadzinówek z tej branży dorobili się na pornografii produkowanej legalnie i coraz łatwiej i szerzej dostępnej. Tu trzeba bowiem działać z wielkim rozmachem, trzeba być widocznym, mieć kolportaż i reklamę.

Owszem, zysk z przemytu kilku paczek "świerszczyków" może być wspaniały dla buszujących na granicy "mrówek" i jakiegoś małomiasteczkowego watażki. Ale żadna poważna mafia się na taką amatorszczyznę nie skusi; już raczej przekupi posłów, by na powrót uchwalili liberalne prawo, które umożliwi pranie mafijnych pieniędzy również i w tym biznesie.

Pornografia nijak też nie przypomina wódki lub narkotyków; ani wpierw tak nie uzależnia, ani też później nie może być sprzedawana z kilkunasto- czy kilkudziesięciokrotnym przebiciem. Więcej, goła baba na zdjęciu musi przeciętnie kosztować tanio, bo maluczko, a bardziej będzie się opłacało nająć jakąś bezpruderyjną pannę, by na żywo wykonała to, co akurat ma się ochotę obejrzeć. W końcu kobieta może czasem być - że sparafrazuję Karola Krausa - w pełni użyteczną namiastką pornograficznej ilustracji. Rzecz jasna, trzeba do tego pewnej wybujałości fantazji.

Dlatego nie warto się martwić, że gdy w cudnej ojczyźnie naszej rozprowadzanie pornografii stało się raptem o tycią odrobinkę utrudnione, jacyś okrutni "gangsterzy" zaraz doprowadzą podnieconych płciowo Polaków do ruiny. Odwrotnie, nawet po czarnorynkowych podwyżkach ludność wyda w sumie na pornografię najprawdopodobniej dużo mniej niż przedtem.

Podobnie zresztą ludzie wydawali znacznie mniejsze pieniądze na podniecające wyznania polityczne Adama Michnika w czasach, gdy były one surowo zakazane (choć dla spragnionych i majętnych nie tak całkiem niedostępne), niż dziś, gdy leżą codziennie w każdym kiosku.

Cóż, nie byli wtedy jeszcze do takich podniet przyzwyczajeni...


© Lech Stępniewski luty 2000

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny