Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

BRAĆ PIENIĄDZE I W NOGI

LECH STĘPNIEWSKI


Od czasu do czasu w Krakowie ukazuje się znienacka kwartalnik "bruLion". Zyskał on idiotyczną opinię "kontrowersyjnego", być może z tego powodu, że szerokie koła wciąż nie potrafią się połapać, czy mają przed sobą mutację "Zeszytów Literackich" czy też magazynu "Cats". P.T. Konserwatystów mogą razić brzydkie wyrazy powtarzane po więcej niż kilka razy i ogólny brak adoracji, nad którą zdecydowanie przedkłada się masturbację oraz poezję awangardową. W ostatnim numerze jest m.in. Warhol, Wittgenstein i, jak zawsze, trochę erotyki i ezoteryki. Przeczytałem z wstydliwą przyjemnością, wiersze zaś - z rozpędu.

Jest tam także list - z maja 1992 r. - redaktorów "bruLionu" do redakcji "Polityki" będący odpowiedzią na propozycję wzięcia udziału w jakiejś dawno już zapomnianej ankiecie. Utwór w tonie pryncypialny ("odmawiamy wzięcia udziału", "nie mamy ochoty", "nie zasługujecie"), ale i nie pozbawiony tzw. konstruktywnych propozycji. "Będziemy z wami rozmawiać" - powiadają na koniec redaktorzy B. do redaktorów P. - "kiedy Koźniewski, Passent, Toeplitz zgodzą się zostać publicznie spałowanymi po tyłkach. Ale to mało. Będziemy mogli z wami rozmawiać po komunistycznej Norymberdze".

Są to propozycje godne uwagi, choć pragnienie ujrzenia tyłka Koźniewskiego świadczy o cokolwiek spaczonym smaku estetycznym. Równie ważna jest deklaracja, która następuje po historiozoficznej części listu zwieńczonej tezą o niekwestionowanym tryumfie ideologii komunistycznej w Polsce - "na dwa pokolenia". "Nas to już nie dotyczy. Są wśród nas ideologiczni fanatycy i zwykli prywatni skurwiele" - wyznają redaktorzy B. - "ale nie ma już komunistów - a tym bardziej cynicznych polkomunistów (...) uprawiających odważne polemiki w cieniu ZOMOwskich pałek".

Ja też mam spaczoną wyobraźnię, więc natychmiast wyobraziłem sobie ów "cień ZOMOwskich pałek" przypominających stado przedsiębiorczych fallusów - co jest plebejskim wariantem trzciny myślącej - i przemykającego między nimi Passenta. Tak zadumany machinalnie przeczytałem stopkę "bruLionu", a w niej wytłuszczone zdanie: "Zeszyt opublikowany dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury i Sztuki".

Więc jakże to? "Odmawiamy wzięcia udziału" opublikowane "dzięki wsparciu". I gdyby jeszcze takiemu, o które prosi się pokornie pod kościołem! Ale tu przecież mowa o pieniądzach z upaństwowionego lasu Sherwood, gdzie jak dawniej - choć minęły "dwa pokolenia" - grabi się po ustawowemu, by wspierać po uważaniu. I rzecz nie w tym, czy podanie panów artystów "rozpatrzył pozytywnie" urzędnik Dejmek, czy może jeszcze urzędniczka Cywińska. Kradzione pozostaje kradzionym, a ministerstwo kultury - rozsadnikiem komunizmu większym niż tuzin redakcyj "Polityki".

Owszem, za poprzedniej wersji obecnego ustroju wyłudzanie pieniędzy od komunistów mogło w sobie mieć (choć rzadko miało!) coś makiaweliczno-walenrodycznego. Ostatecznie lepiej było je strwonić na najdzikszą nawet awangardę niż zostawić Koźniewskiemu. Dzisiaj uczestniczenie w państwowym rozdawnictwie przywilejów jest jedynie wspieraniem cynicznego przekonania, że wolni ludzie swoje pieniądze potrafią wydać co najwyżej na wódkę i dlatego "ukulturalniać" powinien ich urzędnik. Ale ironiczna historia dopisuje właśnie nową pointę. Już niedługo redaktorzy "bruLionu" będą uprawiać swoje odważne polemiki ocienione ministerialnym majestatem w towarzystwie "wspartego" sumką 13 miliardów redaktora Toeplitza, którym się brzydzą.

Na szczęście są późno urodzeni i - jak zapewniają - nie ma już wśród nich komunistów. Poeta A.M. mówił o sobie trzeźwiej: "okuty w powiciu".


© Lech Stępniewski marzec 1994

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny