Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

BLADA TWARZ I CZERWONOSKÓRZY

LECH STĘPNIEWSKI


Jakiego koloru jest Cejrowski? - Kowboj-socjalista (narodowy) - Autorytety są zgodne. Najwygodniej strzelać w plecy - Co to jest słuch wyborczy - Od opieki do bezpieki - Strzelają do kowboja, ale celują w szeryfa

Pani Anna Bikont z gazety "moralnych autorytetów" dostrzegła, że w Polsce znów ma zamiar narodzić się faszyzm, więc czym prędzej przerwała tę ciążę - oczywiście "z ważnych powodów społecznych". Tatusiem okazał się tym razem Wojciech Cejrowski, autor programu telewizyjnego "W.C. kwadrans". Programu dość nieszczęśliwie nazwanego satyrycznym, bo przykłady postępów postępu, jakie tam można było usłyszeć, włos jeżą na głowie.

Swój artykuł red. Bikont zatytułowała "Brunatny kowboj RP", ponieważ Cejrowski przedstawia się w swym kwadransie jako Naczelny Kowboj RP. Kowboj - rozumiem: nosi buty z cholewami i na końcu zawsze puszcza piosenkę country (w takt której raczej trudno maszerować bojówkom), ale dlaczego brunatny? Jeśli faszysta, to powinno być - czarny kowboj, a jeśli brunatny, to wtedy chyba nazista czyli narodowy socjalista.

Ale jaki tam z Cejrowskiego za przeproszeniem socjalista! Socjalista, którego brzydzi namiętność urzędników do wychowywania dorosłych ludzi? Który nie chce uznać, że bez opieki państwowych fachowców natychmiast zrobiłby krzywdę sobie i swoim dzieciom? Przecież to kowboj, a kowboje są niereformowalnymi indywidualistami: kochają wolność, ale jednocześnie nie zrzucają odpowiedzialności za to, co sami sknocili, na "społeczeństwo", które źle się nimi zaopiekowało. W dodatku Cejrowski w Boga wierzy i to tak osobliwie, że nawet chodzi do kościoła, a potem bezwstydnie o tym opowiada. Czy tak wygląda teatrzyk małego nazisty?

Przeciwnie - to raczej poetyka klasycznego westernu. Kowbojom można wiele zarzucić. Brak intelektualnej rafinady, uproszczony obraz świata - ale nie socjalizowanie!. Nic dziwnego też, że prostemu kowbojowi, który naczytał się Ewangelii - z jej horrendalnym "tak, tak, nie, nie" - co i raz wszystko rozszczepia się na czarne i białe.

Wiele razy owo białe w programie Cejrowskiego doprowadzało mnie do białej gorączki, ale potem przypominałem sobie, co powiada Filozof. Że mianowicie żyjemy w czasach, gdy zatarła się granica "między katem i ofiarą, między kobietą i mężczyzną, między pokoleniami, między zbrodnią i bohaterstwem, między prawem i gwałtem...". Więc może dobrze, jeśli raz po raz ktoś przypomina, że taka granica jednak istnieje. Nawet gdy sam czasem kreśli ją krzywo.

Oczywiście, gazeta "moralnych autorytetów" nie pomawia nikogo o socjalizm (narodowy) bez oparcia się na bezspornych faktach. Są to zawsze fakty najbardziej faktyczne z możliwych czyli - jak określa je prof. Geremek - fakty prasowe. Jeśli jeden autorytet powiada, że Cejrowski robi "program faszystowski", drugi dodaje, że "gra na jednej nucie o faszystowskim brzmieniu", a trzeci autorytarnie stwierdza, że "tak właśnie rodzi się faszyzm", to tak na pewno jest, bo podważać tak cudnie zgodne autorytety mógłby tylko jakiś nihilista, a w coś przecież wierzyć trzeba.

Również innym autorytetom dziwnie łatwo przychodzi tym razem odróżnić czarne od białego: po prostu widzą, że program "jest obrzydliwy", że "ta audycja jest straszna", że przyglądają się "strasznemu widowisku". Pewien autorytet-erudyta stwierdza nawet, że przy Cejrowskim "Lepper to spokojny, umiarkowany dżentelmen", a potem cytuje z aprobatą Jean-Paul Sartre'a, choć przy idiotyzmach tego ostatniego największe głupstwo, jakie zdarzyło mi się usłyszeć w "W.C. kwadransie", to spokojny i umiarkowany pogląd dżentelmena. Autorytetowi-erudycie Cejrowski przypomina też "tego młodego blondaska, który w «Kabarecie» (...) śpiewa czystym głosem pieśń o ojczyźnie, a za nim stoją pałki i noże". Takie ma kulturalne skojarzenia!

* * *
Ponieważ ludzie powodowani brzydkimi emocjami - nawet jeśli są to autorytety - mówią zazwyczaj bardzo wiele, na przedstawienie potwornych poglądów "blondaska" red. Bikont zostało czterokrotnie (!) mniej miejsca niż na opinie o nim. Ale jeśli akt oskarżenia wypadł pięknie, nie warto kłopotać się o dowody. Wystarczy tradycyjna "kampania nienawiści".

Czego chce blondasek? Utrzymania kary śmierci, surowych kar dla handlarzy narkotyków, prawa do wychowywania własnych dzieci wedle swego uznania i prawa do samoobrony przed przemocą, a więc także do posiadania broni. Nie lubi Jurka Owsiaka, homoseksualistów, których nie można nie akceptować, a także prezerwatyw - szczególnie gdy w szkole każe się je naciągać na banany. I jeszcze: "gdy wspomina Szymona Wiesenthala, gładzi nieobecną brodę". Tylko tyle? Gładzi? O, jak niewiele trzeba, by zostać w Polsce socjalistą (narodowym)!

Ale może Cejrowski gładząc miał coś strasznego na myśli? Może to jakaś okropna aluzja? Warto by go spytać o to wprost, niech się wytłumaczy z tego i z innych obrzydliwości. Cóż, kiedy w całym artykule, złożonym z cytatów i autorytetów, Cejrowskiego in persona nie ma wcale! Podobno akurat wyjechał, a ponieważ wyrok trzeba było wykonać natychmiast, red. Bikont bez zbędnych moralnych skrupułów posłała za nim swoją kulę. Chciał kowboj westernu, no to dostał strzał w plecy.

Jednak z drugiej strony strach z takim socjalistą (narodowym) rozmawiać. Płytę artysty Sojki z piosenką "Jesteś moją kokainą" rzucił na ziemię "i kopa kowbojskim butem". Wprawdzie chwilę wcześniej powiedział wyraźnie, że samego Sojki w żadnym wypadku tak potraktować nie wolno, bo to człowiek, ale tego już red. Bikont jakoś nie dosłyszała. Co do kokainy - i głupoty artysty Sojki - nie ma żadnych zastrzeżeń.

W szkole w Toruniu nauczyciel zorganizował oddział samoobrony uczniów. Cejrowski się cieszy i popiera. Wiadomo - będzie Cejrowski-jugend. I po co to: "złapali ucznia który niszczył kafelki w ubikacji". Tego, że celem samoobrony jest przede wszystkim walka z handlarzami narkotyków, którzy nachodzą szkoły, red. Bikont znów nie dosłyszała. To się nazywa - słuch perfekcyjnie wyborczy!

Każdy pogląd podejrzanego o socjalizm (narodowy) jest z definicji niesłuszny. Dlatego red. Bikont nawet nie udaje, że z czymś tam polemizuje, owszem, w całym jej ogromnym artykule brak choćby jednego argumentu! Jest dla niej oczywiste, że wolno upokarzać dzieci każąc im mówić publicznie o swych doświadczeniach seksualnych, jeśli robi to "grupa przeszkolonych psychologów", ale rodzicom trzeba prawnie zakazać używania pasa, bo z pewnością kochają swe dzieci gorzej niż państwowy urzędnik.

Bulwersuje ją zdanie Cejrowskiego, że "AIDS przelatuje przez prezerwatywy jak tornado", ale gdy Maciej Pawlicki, szef "Jedynki" i jedyny obrońca Cejrowskiego (jak się szybko okazuje też nie lubiący reklamować homoseksualistów) zastanawia się w trakcie rozmowy, czy prezerwatywa chroni przed AIDS czy tylko zmniejsza ryzyko, słyszy natychmiast: "Nie wchodźmy (...) w dysputę semantyczną". A przecież albo prezerwatywy rzeczywiście chronią przed AIDS - i wtedy wystarczyło wytknąć Cejrowskiemu jego nieuctwo - albo też admiratorzy prezerwatyw postępują jak ktoś, kto zachęca innych do jazdy po niebezpiecznej drodze, troskliwie przy tym upominając pędzących na złamanie karku, by zwolnili nieco, bo to "zmniejsza ryzyko" wypadku.

Być może prezerwatywy są zdrowe, kara śmierci zaś - to przesadna przykrość dla bandyty, ale sugerować, że każdy, kto myśli inaczej, zdąża - na zasadzie "od rzemyczka do koziczka" - prosto do socjalizmu (narodowego), to tak jakby twierdzić, że zwolennik społecznej gospodarki, sprawiedliwości społecznej i opieki, na pewno skończy w bezpiece jako czekista-stalinista. W obu przypadkach trudno o gwarancje, owszem, nie ma żadnej, tak jak i nie ma idei, w imię której nie można by zrobić krzywdy bliźniemu. Niemniej zwolennikom opieki, przeszkolonych w miłosierdziu urzędników i "rządu fachowców" zalecałbym modlitwy szczególnie gorliwe.

Dlaczego jednak zwykły donos na program, który zajmuje około promila (!) czasu antenowego publicznej telewizji, w gazecie "moralnych autorytetów" ma prawie dwie kolumny i to w weekendowym wydaniu?

Otóż donos donosi nie tylko o tym, że publiczna telewizja promuje faszystowskie programy, ale równie gorliwie donosi, że w samej telewizji nie najlepiej się teraz dzieje. Cejrowski jest straszny, widzi to wszak każdy autorytet, lecz wszystko tak się jakoś poplątało, że zdjąć go nie sposób. "Zarząd ubezwłasnowolnił Radę Nadzorczą w kwestii nadzoru nad programem (...) A prezes Walendziak ubezwłasnowolnił zarząd. W ten sposób nie ma w telewizji miejsca na dyskusję programową. I jedno środowisko polityczne, jeden prezes decyduje o kształcie programowym telewizji".

Cóż tedy począć z tak zniewalającym otoczenie prezesem? Skoro "autorytety moralne" dają swoje światłe przyzwolenie, a nawet niedwuznaczną zachętę, dni prezesa Walendziaka są już chyba policzone. Wystawić szeryfa na odstrzał to wprawdzie rzecz brzydka, ale czego się nie robi dla swych czerwonych braci. Howgh.


POSTSCRIPTUM (z marca 2000)
Niestety, końcowe przepowiednie rychło się spełniły. Najpierw zniknął z anteny p. Wojciech Cejrowski i jego "W.C. kwadrans", potem przepadł gdzieś niepostępowy Maciej Pawlicki, aż wreszcie - prezes Walendziak przestał być prezesem... Drżyjcie tedy przed gniewem "Gazety Wyborczej", wy, którzy jeszcze nie złożyliście jej tłustej ofiary całopalnej, bo bóg to zazdrosny i pamiętliwy, i nie ścierpi innych bogów obok siebie...
Nb. p. Wojciech Cejrowski po tych niemiłych przejściach, procesach sądowych o zniesławienie, które wytoczył kilku "autorytetom" etc., zagubił nieco poczucie miary i nie o wszystkich Jego późniejszych dokonaniach chciałbym pamiętać. Oto do czego prowadzą fanatyczne prześladowania w imię postępu! Ale to już całkiem inna historia...


© Lech Stępniewski marzec 1995

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny