Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

ALI BABA I DWÓCH ROZBÓJNIKÓW

LECH STĘPNIEWSKI


Pan Janusz Korwin-Mikke znów popieścił mnie i uszczypnął - tym razem za czytanie Koranu ("Najwyższy CZAS!" 39/2001). Uznał wprawdzie ("NCz!" 41/2001), że zrobiłem to w swoim "najlepszym stylu", ale zaraz dodał, że "nie bardzo pasującym do bądź co bądź Świętej Księgi sporej części ludzkości". Aczkolwiek taka demokratyczna argumentacja dziwnie brzmi na łamach prawicowej gazety (dla "sporej części ludzkości" świętością są różne lewicowe fantazje - i co z tego?), to całkowicie Go rozumiem! W końcu jako troskliwy pryncypał nie chce, by Mu ni stąd, ni zowąd redakcja wyleciała w powietrze.

Niestety, p. JKM na tym nie poprzestał i napisał dalej: "Tym bardziej, że p. Stępniewski nieco Koran «poprawił» - co wzbudziło protesty niektórych Czytelników". A to już jest zarzut zbyt poważny, by mógł pozostać bez odpowiedzi.

P. JKM uzasadnił go tak:

«Chodzi mianowicie o fragment:

"Wedle tej samej zasady mężczyźni [ponieważ "stoją nad kobietami"] powinni bić swoje żony ["i bijcie je!"], kiedy są nieposłuszne, a jeśli akurat są przypadkiem posłuszne, to - uczy Prorok - "starajcie się nie stosować do nich przymusu" (sura IV, 34). Starajcie się! Bo widać czasem i posłuszną żonę sprać nie zawadzi". ["Czytamy Koran"]

W rzeczywistości sura IV ("Al-Nisa" - "Kobiety") mówi w wersecie 33: "I nie patrzcież zawiścią (chyba "z zawiścią" - LS) na to, czym Bóg wyniósł niektórych z was ponad innych. Mężczyźni będą mieli swój udział w tym, na co sobie zasłużą, niewiasty zaś w tym, na co zasłużą sobie one". (...) Werset 34 mówi wyłącznie o zachowaniu spadków dla wdów, natomiast chodzi zapewne o 35: "Mężczyźni są opiekunami niewiast, ponieważ Bóg uczynił niektórych z nich większymi od innych oraz ponieważ mężczyźni łożą na niewiasty ze swego bogactwa. Tak zatem kobiety cnotliwe są posłuszne i chronią tajemnic swych mężów z pomocą Boga. A jeśli chodzi o te, ze strony których obawiacie się nieposłuszeństwa, napominajcie je i trzymajcie się od nich z daleka w ich łożach oraz poddawajcie je karze. Jeśli wtedy okażą wam posłuszeństwo, nie szukajcie przeciwko nim wymówek. Zaprawdę: Bóg jest wielki.

Okazuje się zatem, że całe moje rzekome poprawiactwo to różnica w numeracji wersów (różnica raptem o jeden wers - nawet w wypadku zwykłej pomyłki nie byłaby to tragedia!) i w przekładzie. Ale ja wyraźnie zaznaczyłem w swym artykule, że posługuję się przekładem Józefa Bielawskiego: a tam i wers jest jednak 34 i sformułowania takie właśnie, jak przytoczyłem. Pretensje proszę więc nie do mnie kierować!

Niemniej problem - zwłaszcza problem różnic w tłumaczeniach Koranu - pozostaje, więc pora co nieco wyjaśnić.

Jeśli idzie o podział sur Koranu na wersety, to dokonywano go już bardzo wcześnie (grubo wcześniej niż w wypadku Ewangelii!), ale - na różne sposoby. Czasem zwracano uwagę na logiczny ciąg myśli, częściej wszakże na rytmikę, bo miała to być bardziej pomoc dla recytatorów, niż dla kaznodziejów. Już w VIII wieku istniało podobno aż sześć sposobów numeracji, z czego do dziś zachowały się przynajmniej dwa. Orientaliści europejscy przyjmują często numerację z wydania Flügla (pierwsza edycja: Lipsk 1834) nawiązującą do basryjskiej szkoły filologicznej. Natomiast na Wschodzie wzorem jest kairskie wydanie Koranu z roku 1923, oparte na tradycji szkoły kufijskiej. Bielawski korzystał właśnie z niego.

Jeśli z kolei idzie o samo tłumaczenie, kłopotów pojawia się znacznie więcej. Po pierwsze, wiadomo z góry, że żaden przekład jakiejkolwiek "świętej księgi" nie zadowoli każdego. Po drugie, to, co jest "oczywiste" dla wyznawców, niekoniecznie musi być takie dla filologów. Mówiąc w szalonym skrócie: często musimy wybierać, czy się modlimy, czy próbujemy zrozumieć. Z Koranem sprawa wygląda jeszcze o tyle gorzej, że ranga "Bożego oryginału" przysługuje jedynie temu, co zostało objawione Mahometowi "w jasnym arabskim języku" (wyrażenie koraniczne). Bóg zatem mówi do ludzi po arabsku i - z tego punktu widzenia - wszelkie tłumaczenia muszą być podejrzane! (Dlatego np. w imperium osmańskim przekładania Koranu w zasadzie zabraniano.)

Inaczej było u chrześcijan: hebrajską Torę od początku czytali po grecku (Septuaginta), a co do swoich własnych pism nawet nie zawsze byli pewni, czy są one "oryginałami" (np. Ewangelię św. Mateusza długo uważano za grecki przekład z zaginionego tekstu aramejskiego) - i wcale im to nie przeszkadzało! Nb. chrześcijanie na Zachodzie wkrótce dorobili się tłumaczenia obu swych Testamentów na łacinę (Wulgata) i tak im się ono spodobało, że na XV wieków wprowadzili je do liturgii. To po łacińskiej mszy płaczą właśnie katoliccy integryści - i płaczą słusznie, bo stanowiła ona piękny wzór chrześcijańskiego uniwersalizmu przełamującego ksenofobiczne przywiązanie do litery plemiennych języków.

Co jednak w chrześcijaństwie stało się możliwe, w islamie możliwe nie jest. Nie ma bowiem ani "islamskiego papieża", ani żadnej instytucji, która mogłaby czyjś przekład zatwierdzić. Są jedynie autorytety: uznawane, albo i nie. W dodatku na naszym podwórku w grę wchodzi naprawdę nieliczna grupa muzułmanów znających dobrze zarówno arabski, jak i polski. Z tego, co wiem, przekład Bielawskiego nie był dotąd traktowany przez nich jako tendencyjny czy "bezbożny", i np. na stronie Serwer ismailitów www.islam.pl. właśnie on występuje jako "Koran on-line" (nb. nazwiska tłumacza jakoś nigdzie nie zauważyłem - czyżby chodziło o tantiemy dla niewiernych z PIW-u?).

Ja naturalnie mogłem to wszystko napisać już poprzednio (i dużo więcej jeszcze!), wszelako obawiam się, że wtedy Wielki Imam JKM wydałby słuszną fatwę przeciwko zamienianiu Jego tygodnika w filię Zakładu Arabistyki i Islamistyki UW. Ale teraz już mi wolno, bo jak uczy Prorok: "Brońcie się, kiedy was zaatakują". I tu właśnie zaczyna się mój mały dżihad.

Na wszelki wypadek przejrzałem zatem kilka angielskich przekładów Koranu dostępnych w Internecie (na islamskich serwerach!): Jusufa Alego, Szakira, Muhammada Pickthala (czasem piszą go przez dwa "l"), a także Al-Hilalego i Muhsina Khana. W każdym z nich wers traktujący o postępowaniu z nieposłusznymi żonami nosi numer 34! W każdym też tłumaczenie jest znacząco odmienne od tego, które przytoczył p. JKM jako "w rzeczywistości" wers 35.

U p. JKM zaczyna się wręcz idyllicznie: "Mężczyźni są opiekunami niewiast". Bielawski przełożył to krótko jako "Mężczyźni stoją nad kobietami". Podobnie zwięźle i jasno jest w przekładzie Pickthala: "Mężczyźni kierują (ale opiekuńczo - are in charge) kobietami", natomiast pozostałe przekłady pozwalają sobie w tym miejscu na niepokojące wielosłowie: "Mężczyźni są obrońcami i żywicielami kobiet" etc.

Niejasności usuwa jednak dalsza część tego zdania! "Ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi" - tłumaczy Bielawski. Podobnie jest w pozostałych przekładach (myśl przewodnia: nierówność płci pochodzi od Boga) i tylko w wersji p. JKM pojawia się jakaś dziwna sugestia, że to niektórzy mężczyźni są więksi od innych mężczyzn. Kompletnie bez sensu! W ten sposób równie dobrze można uzasadniać matriarchat, bo przecież niektóre kobiety też są większe od innych kobiet - o czym Mahomet, który jako ubożuchny młodzieniec wydał się był za bogatą wdowę, zapewne doskonale pamiętał.

Także w kwestii ostatecznego sposobu postępowania z nieposłusznymi kobietami przekład cytowany przez p. JKM to popis delikatności albo... krętactwa: "(...) oraz poddawajcie je karze". To znaczy - co róbcie? Mówcie kategorycznym tonem: ach, ty niegrzeczna, ty? Obcinajcie fundusze na kosmetyczkę? Bielawski przełożył bez ceregieli: "I bijcie je!" I tak też jest we wszystkich znanych mi przekładach - niektóre tylko dodają w nawiasie słowo "lekko". Tłumaczenie Pickthala daje nawet w tym miejscu and scourge them, tj. "biczujcie je", a trzeba wiedzieć, jak solidne były w czasach Mahometa bicze na wielbłądy!


[To jest właśnie 34 wers IV sury Koranu. Jak teraz już wszyscy jasno widzą, Stępniewski jednak niczego nie "poprawił"]

Wygląda na to, że przekład, na który się powołuje p. JKM (podobno wydany przez "Islam Int'l Publications Ltd." - nie znam), został po prostu wydatnie złagodzony, by niepotrzebnie nie odstraszać skłaniających się ku islamowi niewiernych. Jak już się obrzezają, ewentualnie wyjaśni im się resztę.

Á propos obrzezania. Na początku swego felietonu p. JKM wspomniał o nowym szwedzkim absurdzie: obrzezanie dziecka będzie mogło odbywać się w Szwecji tylko pod znieczuleniem, i tylko przez lekarza. Ale "w okresie przejściowym rzezacy będą mogli wprawdzie dalej wykonywać swe rytualne czynności".

Otóż rzezak rytualny (szochet) to, ściśle biorąc, specjalista od rytualnego uboju bydła (zwierzątko musi zostać odpowiednio poderżnięte, musi się wykrwawić etc.), obrzezania zaś dokonuje mohel (dosłownie "obrzezywacz"). Co prawda słownik Lindego nazywa "rzezakiem" również mohela, ale może dlatego, że w małych polskich sztetlach obie te (różne!) funkcje często spełniała ta sama osoba. A może Linde nie miał pojęcia o Żydach? Tak czy owak, ja z powodu tego drobiażdżku nie pomawiałbym p. JKM o "poprawianie" zasad judaizmu. Nie pomawiam Go też o "poprawianie" Koranu, gdy zdarza Mu się pomylić jedną głupią literkę (sura czwarta to nie "Al-Nisa", lecz "An-Nisa")

Jeśli zaś już jesteśmy przy drobnych błędach, chciałbym sprostować kilka nieścisłości, które zakradły się do ciekawego artykułu p. Roberta Nogackiego "Omamy imamów" (ten sam numer "NCz!").

Zacznijmy od charydżytów. Rzeczywiście byli radykalni i pryncypialni, ale byli zarazem najbardziej demokratycznym odłamem w islamie. Chcieli, by o wyborze kalifa nie decydowało pochodzenie ani bogactwo, lecz - głos ludu! W ich mniemaniu dawało to też receptę na pokój. W końcu za pierwszych charydżytów (czyli: "tych, którzy wyszli") uważa się muzułmanów, którzy w 656 roku w bitwie pod Siffin opuścili pole walki protestując przeciwko wzajemnemu zabijaniu się muzułmanów w walce o władzę - bo władza należy tylko do Boga, a Jego głos to głos muzułmańskiego ludu etc. Jednak z tego względu współcześni fundamentaliści sięgają do tradycji charydżyckiej bardzo, bardzo wybiórczo. Za charydżytami uznają dżihad za szósty filar islamu i udziela im się ich wojowniczy nastrój, ale demokracji już nie lubią, bo to kojarzy się z propagandą niewiernych.

Teraz o pisowni terminów arabskich. Nie jestem fanatykiem pieczołowitej transkrypcji, zwłaszcza odkąd w pewnym uczonym dziele wyczytałem na jednej stronie, że współczesny fundamentalizm islamski opiera się na poglądach Sajjida Qutby, a trochę dalej było już o poglądach Sajjida Kutba. Dlatego sam piszę Kaaba (zamiast bardziej prawidłowego Ka'ba), Mahomet itp. Nie rozumiem jednak, dlaczego mielibyśmy pisać akurat higra zamiast hidżra, gahiliyya zamiast dżahilijja (nb. to określenie, oznaczające stan niewiedzy, w jakim żyją niewierni, rozpropagował właśnie Sajjid Kutb), czy gihad zamiast dżihad. Ja wiem, że na anglojęzycznych stronach internetowych można znaleźć dużo ciekawych wiadomości, ale przy tłumaczeniu warto przynajmniej do końca pozacierać ślady, albo od razu podać źródło.

Warto również różne rzeczy sprawdzać. Wtedy nie przepuści się takich głupstewek, jak to, że islamscy "fundamentaliści czczą Chrystusa, Maryję (Mariam), Izaaka (Isma'ila) i Proroków". O ile bowiem "Chrystusa" można uznać za chrześcijańskie "przejęzyczenie" (dla muzułmanów Jezus (Isa) jest wielkim prorokiem, ale nie mesjaszem), o tyle Izaak to na pewno nie to samo, co Isma'il! Po naszemu po prostu Ismael (W BT piszą "Izmael"), pierworodny syn Abrahama (wówczas jeszcze nazywającego się Abram), którego urodziła mu niewolnica Hagar. Izaaka urodziła dopiero w 14 lat później żona Abrahama, Sara.

Ismael jest też biblijnym protoplastą wszystkich Arabów i warto, myślę, pamiętać, co Anioł Pański zapowiedział swego czasu jego szanownej mamusi:

"A będzie to człowiek dziki jak onager: będzie on walczył przeciwko wszystkim i wszyscy - przeciwko niemu; będzie on utrapieniem swych pobratymców" (Rdz 16,12).

No i sprawdziło się! Wyrocznia Pana! "Pobratymcy" to oczywiście Żydzi - potomkowie przyrodniego brata Izaaka. I jak tu teraz wierzyć w pokój na Bliskim Wschodzie?


DROGI PANIE LECHU!

Zamienił Pan "NCz!" (w filię Zakładu Arabistyki). Ma Pan jednak rację: mój egzemplarz "Koranu" wydany jest przez "Ruch Ahmadiyyah" (pod patronatem Hadhrat Mirzy Tahira Ahmade, Czwartego Następcy Obiecanego Mesjasza i Głowy Ruchu Ahmadiyyah w Islamie) - a tłumaczony z angielskiego - i na pewno (drukowany przez "Unwin Bros."!!!) jest to przegięcie w stronę "politycznej poprawności". Podobnie jak obecne "przekłady" Biblii. Przepraszam.

Wątpię jednak, by łagodzenie przyciągało do islamu! Sądzę, że nonkonformiści nie lubią zamazywania różnic. Tym niemniej muzułmanie istotnie czczą i Jezusa i Maryję (tak samo, jak my czcimy przecież np. św. Jadwigę).

W różnicę między rzezakiem i obrzezywaczem wgłębiać się nie będę. Nie ma Pan zaś racji co do "Al-Nisa"; rodzajnik "Al" wolno w pisowni upodabniać do następnego wyrazu - ale pozostaje rodzajnikiem "Al" - a nie "An" (?). Niech Pan sprawdzi!

JKM


KRÓCIUTKO

  1. Nie poprawiałem, honor ocaliłem - to najważniejsze!
  2. "Muzułmanie istotnie czczą i Jezusa i Maryję". Nigdy nie twierdziłem czegoś innego! Ale Jezus nie jest dla nich "Chrystusem", a Izaaka nie nazywają "Isma'ilem".
  3. W tajemnice rodzajnika "Al" wgłębiać się nie będę. Sprawdziłem: wszyscy piszą "An-Nisa", ale chętnie się zgodzę, że W.Cz. Prezesowi UPR wolno pisać inaczej.

LS


© Lech Stępniewski październik 2001

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny