Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny

 

DZIESIĘĆ UWAG W SPRAWIE JEDNEGO Z DZIESIĘCIORGA PRZYKAZAŃ

LECH STĘPNIEWSKI


 

1.

Jak wiadomo, oryginalnego tekstu Dziesięciorga Przykazań dawno już nie ma. Kamienne tablice, które "były dziełem Bożym, a pismo na nich było pismem Boga" (Wj 32,16) rozbił wściekły Mojżesz, gdy zobaczył swój lud "o twardym karku" pląsający wesoło wokół złotego cielca. Odtąd skazani jesteśmy na odpisy, kopie, redakcje i cały ten uczony zgiełk sprawiający, że każdą odpowiedź na pytanie: Jak naprawdę zostało sformułowane dziesięcioro przykazań?, zawsze można zakwestionować.

Jest to tym łatwiejsze, że kanon Biblii hebrajskiej żydzi ustalili dopiero w kilkadziesiąt lat po Chrystusie (!), kiedy słynny rabbi Akiba (Akiwa) rozpoczął prace nad ujednolicaniem samego tekstu. Ten tzw. masorecki tekst Biblii (zawierający m.in. zgodne z tradycją - masora - oznaczenia samogłosek) został ostatecznie ukończony i utrwalony dopiero w średniowieczu. Nb. najstarszy istniejący dziś rękopis całej Biblii hebrajskiej pochodzi właśnie z ok. X wieku. Odkrywane tu i ówdzie fragmenty (czy na przykład kompletny Izajasz znaleziony w Qumran) są "w zasadzie identyczne" z tekstem masoreckim, ale na tym "w zasadzie" jeszcze pokolenia biblistów - "liczne jak gwiazdy niebieskie" - zdążą się nieźle pożywić.

Podobnie nie ma "źródłowej" odpowiedzi na pytanie - zadane przez Janusza Korwin-Mikkego - o to "w jakiej postaci pisany był [przez chrześcijan] Dekalog w 30 - 70 - 150 roku po Chr." Na rok 30 nie mamy nic, na rok 70 są listy św. Pawła (najstarsza część Nowego Testamentu), natomiast na rok 150 jest po prostu cały Nowy Testament (i kilka pism, o których jeszcze wspomnę). Tu kanon został ustalony pod koniec IV w. i z tego też okresu pochodzą najstarsze rękopisy. Co do Starego Testamentu, to chrześcijanie od samego początku znali go niejako "z drugiej ręki": z greckiego tłumaczenia dokonanego w Egipcie - tzw. Septuaginty (zawierającej więcej ksiąg niż ostateczny kanon żydowski!) - do dziś używanego w Kościele Wschodnim (najstarsze rękopisy z IV w. po Chr.).

Warto też zauważyć, że w wypadku kontrowersji związanej z porządkiem, numeracją etc. znaczenie może mieć nawet taka późna i, zdawałoby się, "czysto techniczna" redakcyjna ingerencja, jak podział ksiąg biblijnych na wersy. W wypadku Biblii hebrajskiej jest to także dzieło masoretów, a np. tekst Nowego Testamentu dzieli się dziś zazwyczaj (tak krytyczna edycja Alanda et al.) wg wydania Stephanusa z roku 1551!

 

2.

Od czego jednak Kościół Powszechny, Mater et Magistra? Niestety, nawet sięgnięcie po tekst opatrzony stosownym imprimatur (np. po używaną w liturgii Biblię Tysiąclecia) nie odejmuje nam wszystkich zgryzot. Owszem, oba podstawowe sformułowania Dekalogu (najbardziej znane z Wj 20,1-17 oraz z Pwt 5,1-21, gdzie Synaj, góra Przymierza, nosi nazwę Horeb) są akurat co do kształtu przykazania I(II) ze sobą zgodne (choć niektórzy komentatorzy twierdzą, że w Pwt 5,8 chodzi raczej o zakaz wyobrażania samego Jahwe). Ale trafiamy też w Starym Testamencie na swoisty dodekalog (Pwt 27,15-26), tj. dwanaścioro przykazań, rozmijający się znacznie z tradycyjnym Dekalogiem. I może nie warto byłoby się nim kłopotać, zostawiając go świerzbiącym uszom heretyków, gdyby nie to, że akurat zakaz sporządzania podobizn znajduje tam dość ciekawą wykładnię. "Przeklęty każdy, kto wykona posąg rzeźbiony lub z lanego metalu - rzecz obrzydliwą dla Pana, robotę rąk rzemieślnika - i postawi w miejscu ukrytym". Ciekawe wydaje się zwłaszcza owo dopowiedzenie o "miejscu ukrytym", czyli jakby zalążku tajnego kultu bałwanów. Czyżby złoty cielec rozproszkowany przez Mojżesza odżył jednak jako prywatne małe cielątka chowane gdzieś po kątach?

Jest wreszcie w tej samej Księdze Wyjścia, w której znajduje się uznany tekst Dekalogu, fragment zdumiewający (podobno Goethe - gnostyk, różokorzyżowiec etc. - pierwszy zwrócił na niego baczną uwagę, czy może raczej: pierwszy przyciągnął doń uwagę szerokiej publiczności; dziś określa się go mianem "dekalogu kultowego"). Oto Pan widząc, że pierwotne Tablice Przykazań zostały strzaskane, każe Mojżeszowi wykonać nowe "podobne do pierwszych". A potem wzywa go na górę Synaj i raz jeszcze dyktuje treść przymierza (Wj 34,14-26). Tyle że przymierza właściwie całkiem odmiennego! Bez "nie zabijaj", "nie kradnij", "nie kłam"!!! Nawet jeśli idzie o głupie wizerunki, znowu nakazuje się trochę inaczej: "Nie uczynisz sobie bogów ulanych z metalu" i kropka. W każdym razie i to "drugie przymierze" ma najwyższą boską parafę, bo na koniec "Pan rzekł do Mojżesza: «Zapisz sobie te słowa, gdyż na podstawie tych słów zawarłem przymierze z tobą i z Izraelem» (...) I napisał [Mojżesz] na tablicach słowa przymierza - Dziesięć Słów" (Wj 34,27-28) . A więc jeszcze jeden - i jedyny tak właśnie nazwany - Dekalog!

 

3.

JKM najpierw cytuje tylko cząstkę I(II) przykazania ("Nie czyń sobie obrazu rytego, ani żadnego podobieństwa rzeczy tych, które są w niebie wzgórę, i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią"), a w następnym numerze "NCz!" pyta: "Od kiedy żydzi zamieszczają podobizny ludzi «i tego, co lata, pełza itd.»"? Otóż na to pytanie można odpowiedzieć prosto: zamieszczają właściwie od zawsze! Zakazu sporządzania podobizn umieszczonego w Dekalogu nie traktowano bowiem zasadniczo jako jakiegoś przykazania anty-malarsko-rzeźbiarskiego (choć po zetknięciu się żydów z bujną plastycznie - i pociągającą! - kulturą hellenizmu pojawiały się wśród rabinów i takie pryncypialne opinie)! Żeby się o tym przekonać, wystarczy poczytać dokładnie Stary Testament. Oto w świątyni Salomona (która jako "dom Pana" z pewnością nie była dziełem bezbożnym!) znajdowały się nie tylko ornamenty roślinne (lilie, palmy, jabłka granatu), ale także wyobrażone "lwy, woły i cheruby" (1 Krl 7,29). Nawet "morze", wielki zbiornik na kapłańskim dziedzińcu świątyni, "stało (...) na dwunastu wołach" (1 Krl 7,25).

Z kolei ze wzmianek w Talmudzie wynika, że już w czasach antycznych rabini zezwalali na figuratywną dekorację synagog i zapewne pojawiały się tam również podobizny ludzi. Rozmaite sceny biblijne (z Mojżeszem, Eliaszem etc.) przedstawione są np. na dobrze zachowanych freskach słynnej synagogi z Dura Europos (III w. po Chr.).

Jak z tego widać, nacisk w I(II) przykazaniu kładziono raczej na słowa, których JKM nie zacytował: "Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył", i to nawet (a może szczególnie!) - w "miejscu ukrytym". Zatem w synagodze wizerunek Mojżesza pobożnemu żydowi wcale nie przeszkadzał, skoro upewniał się on tam jednocześnie, że to nie Mojżesz jest Bogiem Izraela i nie jemu oddaje się cześć.

 

4.

Chrześcijanie zachowali oczywiście starotestamentowy zakaz produkcji bałwanów, natomiast mieli jeszcze mniej oporów niż żydzi przed odmalowywaniem zwierząt, scen z Pisma, czy nawet - czego żydzi, rzecz jasna, nie próbowali! - samego Boga. Ładnie i zwięźle wyjaśnia to Jan z Damaszku:

"W poprzednich czasach Boga bez ciała czy kształtu nie można było przedstawić w żaden sposób. Ale dzisiaj, od czasu, kiedy Bóg pojawił się w ciele i żył wśród ludzi, mogę przedstawić to, co jest widzialne w Bogu. Nie czczę materii, lecz czczę Stwórcę materii, który materią dla mnie stał się, który przyjął życie w ciele i który, przez materię, dokonał mojego zbawienia".

 

5.

Jeśli więc idzie o I(II) przykazanie, Kościół ani nie musiał go skreślać (by np. lud boży nie gorszył się obrazami w świątyniach), ani też nigdy go - wbrew temu, co sugeruje JKM - znikąd nie skreślił. Do dzisiaj wszak można je znaleźć nie tylko w katolickiej Biblii, ale i w obowiązującym Katechizmie Kościoła Katolickiego (kanony 2129-2132). Zakaz sporządzania wizerunków znika wprawdzie w popularnym skrócie katechizmowym, ale wyłącznie dlatego, że nie jest to osobne (drugie) przykazanie, lecz dopełnienie przykazania pierwszego (podobnie skraca się często przykazanie: "Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego twego" "skreślając" osły, woły i niewolników). Jeśli tylko skrót nie służy celom nazbyt elementarnym (np. wstępnej nauce religii), to nadal rozumie się samo przez się, że rozważania o niebezpieczeństwach bałwochwalczego kultu wizerunków wchodzą w zakres rozważań o pierwszym przykazaniu: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" (tak np. w "Wykładzie Dekalogu" św. Tomasza - żeby poprzestać tylko na jednym szacownym przykładzie spośród mrowia istniejących).

 

6.

Cała kontrowersja dotyczy zatem wyłącznie numeracji przykazań, tj. problemu jak wykroić 10 zgrabnych porcyjek z wielkiego tortu Bożego Przymierza. Zasadniczo istnieją w tym względzie przynajmniej trzy tradycje.

(a) Żydzi. Talmud palestyński za I przykazanie uważa prolog do Dekalogu ("Ja jestem Jahwe" etc.), zapewne przez podobieństwo tej formuły do Szema (Pwt 6,4) - żydowskiej esencji wyznania wiary. II przykazanie żydów palestyńskich jest identyczne z katolickim I przykazaniem (czyli łączą oni w jedno zakaz czci obcych bogów i zakaz czci wizerunków!), na końcu zaś łączą jeszcze w przykazaniu X pożądanie cudzej własności z pożądaniem cudzej żony.

(b) Kościół grecki i ewangelicki reformowany. Filon z Aleksandrii i niektórzy Ojcowie greccy zaczęli umieszczać prolog poza Dekalogiem (jako prolog właśnie), i - żeby rachunek się zgadzał - podzielili żydowskie przykazanie II na dwie części (osobno zakaz czci obcych bogów i osobno zakaz czci wizerunków). Dalej już szło po staremu, więc w ostatnim przykazaniu żona znów figurowała obok osła.

(c) Kościół katolicki, anglikański i ewangelicko-augsburski (luteranie). Jeśli JKM pyta: kto był czarną owcą i usunął osobne II przykazanie dotyczące kultu wizerunków (wprowadzone w podziale Filona), to trzeba chyba odpowiedzieć krótko: Kościół katolicki! Niczego wprawdzie, powtarzam raz jeszcze, nie usunął, a jedynie połączył przykazanie I z II, X zaś podzielił. O ile wiem, na Zachodzie przenumerowanie to nigdy nie miało rangi jakiegoś sporu teologicznego (czy dzielić na dwoje raczej początek Dekalogu, czy też koniec?), co chyba dobrze świadczy o wierze wczesnego Kościoła pamiętającego, iż Chrystus "sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia" (2 Kor 3,6).

De facto więc żadnej czarnej owcy nie było, ale jeśli ktoś koniecznie potrzebuje nazwisk, by bratu swemu powiedzieć "bezbożniku", może popastwić się np. na Orygenesie, który nb. miał świetne przygotowanie biblistyczne (i poprawiał Septuagintę), najlepiej zaś od razu na św. Augustynie, który ów katolicki podział przykazań explicite uznawał i wspierał - od niego pochodzi też dodatkowy podział przykazań na dwie grupy: przykazania I-III dotyczące miłości Boga i przykazania IV-X dotyczące miłości bliźniego.

Nie wiem, na jakiej podstawie JKM sugeruje, że właśnie katolicka tradycja podziału Dekalogu zrodziła się w wyniku "manipulacji". Jest to bowiem tradycja przynajmniej równoprawna, godna wiary, a w dodatku - co polecam szczególnej uwadze P.T. Feministek - daleko bardziej postępowa od żydowskiej czy greckiej, albowiem odróżnia wyraźnie żonę od osła (może za wersją Dekalogu z Pwt, gdzie żona nie wchodzi w skład "domu" bliźniego?)

 

7.

Jeśli napisałem wyżej, że katolicka tradycja podziału Dekalogu jest przynajmniej równoprawna, to dlatego, że ani Pan Bóg przykazań nie ponumerował, ani też nie ma numeracji w samym tekście, więc nawet na bardzo upartego nie można potraktować go literalnie (nie "numeralnie", bo w hebrajskim liczby zapisuje się literami). No, ale przynajmniej wiadomo było od początku, że w sumie przykazań jest dziesięć. Gorzej sprawa się miała np. z sakramentami, które nigdzie w tekście Nowego Testamentu nie są choćby ogólnie wyliczone. Że jest ich akurat siedem zauważono dopiero w XII wieku, a ustalono ostatecznie na Soborze Trydenckim (!), czyli przez większą część swych dziejów chrześcijaństwo potrafiło się bez tej katechetycznej nowinki znakomicie obyć.

Nawiasem pisząc, również i Dekalog długo nie zajmował jakiegoś szczególnego miejsca w katechezie. Aż do średniowiecza pałętał się on raczej na obrzeżach nauczania, a dowartościowany został w XIII wieku, gdy okazało się, że schemat Dekalogu mógłby być zgrabną pomocą w rachunku sumienia (skoro IV Sobór Laterański w r. 1215 wprowadził obowiązek spowiedzi wielkanocnej). Jego miejsce w katechizmie (między Składem apostolskim a Ojcze nasz) i w teologii moralnej znów ugruntował dopiero Sobór Trydencki.

 

8.

Właściwie za jedyne prawdziwe burze teologiczne związane z I(II) przykazaniem można uznać ruch ikonoklastów, który pojawił się (wyłącznie) w Kościele wschodnim. Ikonoklazm (czyli obrazoburstwo) nie wiązał się jednak z tamtejszym formalnym wyodrębnieniem zakazu sporządzania i kultu wizerunków w II przykazanie. Został też ostatecznie tak mocno potępiony na II Soborze Nicejskim (r. 787), że Zachód długo wzdragał się przed przyjęciem decyzji tego powszechnego soboru, bo łacinnikom zdawało się jakoby zachęcały one do niemal bałwochwalczej adoracji obrazów.
[PRZYPIS. Krótkotrwały radykalny "ikonoklazm" protestantów w XVI w., bardziej chyba wyrastał z rewolucyjnej, antykatolickiej złośliwości niż z teologii, choć z drugiej strony jest to także efekt próby "powrot do źródeł" i swoistej "rejudaizacji" chrześcijaństwa w protestanckim wydaniu. Kto bowiem próbuje doskoczyć do samego początku, ten łacno może przeskoczyć Nowy Testament i wylądować w Starym...]

U źródła kontrowersji nie leżały, podkreślam, problemy z samym Dekalogiem, ale raczej bardzo subtelne kwestie chrystologiczne. Obie strony były oczywiście zgodne w dekalogowym potępieniu bałwochwalstwa, ikonoklaści twierdzili jedynie (w najgrubszym uproszczeniu), że Chrystusa nie można malować "prawidłowo teologicznie". Bo albo maluje się samo Jego człowieczeństwo, oddzielając je w ten sposób od Jego boskości, co oznacza popadnięcie w herezję nestorianizmu, albo maluje się zarówno Jego człowieczeństwo jak i boskość, dopuszczając tym samym, że były one w Chrystusie jakoś zmieszane, co z kolei oznacza popadnięcie w herezję monofizytów.

 

9.

Pierwsi chrześcijanie ani nie walczyli z obrazami (tylko przemalowywali Apollina na Dobrego Pasterza), ani też, jak już wspomniałem, nie deliberowali nad Dekalogiem. Jeśli zaś w najwcześniejszych pismach chrześcijańskich natrafiamy na rozmaite "przykazania", to z zasady nie pokrywają się one wcale z katechizmowym Dziesięciorgiem Przykazań.

W starożytnej i czcigodnej "Nauce dwunastu apostołów" (Didache) - być może starszej nawet od pism Nowego Testamentu! - mowa jest na początku o dwóch drogach: drodze życia i drodze śmierci. Ale następujące dalej nakazy i zakazy dla tych, którzy pragną iść drogą życia, stanowią raczej swoistą mieszaninę nauk Starego i Nowego Przymierza. Wiele przykazań znajduje tam swoje rozwinięcie (np. "nie zabijaj dzieci przez poronienie, ani nie przyprawiaj ich o śmierć już po urodzeniu"), natomiast jako przykład bałwochwalstwa nie podaje się sporządzania wizerunków, lecz zajmowanie się wróżbami i astrologią.

Napisany ok. r. 150 przez Hermasa i chętnie odtąd czytany "Pasterz" (aż trzeba było wiernym przypominać, by nie włączali go do kanonu Nowego Testamentu!) zawiera z kolei oryginalny i bardzo rozbudowany dodekalog (12 przykazań) - niemal kompletnie odmienny od starotestamentowego Dekalogu. Zaleca się tam m.in. szczerość i prostotę, umiłowanie prawdy, czystość i pokutę, powstrzymywanie się od gniewu, a także - co rzadkie - radość, która "jest miła Bogu", bo "człowiek radosny postępuje dobrze i myśli dobrze". O zakazie wizerunków Hermas milczy.

 

10.

Jak widać, litera Dekalogu nie była dla wczesnych chrześcijan problemem i brali oni w tym przykład ze swego Pana. Pojawia się bowiem w samej Ewangelii scena, w której Jezus jest niejako "przepytywany" z przykazań. Oto przychodzi do Niego "bogaty młodzieniec" z pytaniem, co ma czynić, by otrzymać życie wieczne. "Zachowaj przykazania" - odpowiada Jezus. "Zapytał Go: «Które». Jezus odpowiedział: «Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!»". O I(II) przykazaniu brak nawet bladej wzmianki! Ale może właśnie tyle nam - przynajmniej na początek - powinno wystarczyć? Chyba że JKM właśnie coś rzeźbi lub maluje i dalej ma wątpliwości...


© Lech Stępniewski lipiec 1999

Strona główna
Indeks tematów
Indeks osób
Spis alfabetyczny